Zawyżanie cen książek zachęci ludzi do czytania? Minister kultury najwyraźniej w to wierzy

, 28-10-2013, 08:44

Stałą cenę na nowości wydawnicze ma wprowadzić Ustawa o książce, popierana przez Polską Izbę Książki i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Wierzą oni, że zmowa cenowa zachęci ludzi do czytania.

Jeszcze w marcu tego roku słyszeliśmy, jak premier Tusk obiecał bój o niższy VAT na e-booki. Mogło się wydawać, że rząd naprawdę chce wspierać rynek książek, dostrzegając dość istotny problem - książki w Polsce są drogie, koszmarnie drogie. Gdybyśmy mieli chociaż tańsze e-booki...

Niestety, teraz okazuje się, że na tańsze książki nie możemy liczyć, ale możemy dostać książki jeszcze droższe. Polska Izba Książki zaproponowała Ustawę o książce, której celem jest "zwiększenie poziomu czytelnictwa poprzez zapewnienie powszechnego dostępu do książki na terenie całego kraju i urozmaicenie oferty wydawniczej".

Zmowa cenowa zachęci do czytania(?)

Cel ustawy jest dobry, ale PIK chce go osiągać, stosując dziwaczny środek. Podstawowym założeniem ustawy jest wprowadzenie stałej ceny na nowości wydawnicze. Ta cena będzie ustalana przez wydawcę  i przez określony czas będzie obowiązywać u wszystkich sprzedawców końcowych.

Hmmm... wydaje się, że PIK proponuje po prostu wprowadzenie zmowy cenowej w majestacie prawa. Wydawca ustala cenę sprzedaży książek i wszystkie księgarnie mają się podporządkować. Nawet jeśli ta zmowa będzie wprowadzona ustawą, nadal będzie to zmowa. Zmowy cenowe nie służą konkurencji na rynku i są krzywdzące dla konsumentów. Nie bez powodu są generalnie zabronione.

zdjęcie
Biedna świnka nowości nie poczyta - zdj. Shutterstock.com

Nabywcy bestsellerów! Wyskakujcie z kasy!

Dlaczego PIK uważa, że zmowa cenowa pomoże rynkowi książki? Oto tłumaczenie Izby.

- Stała cena na nowości wydawnicze (...) ma również wyrównać szanse konkurowania na rynku (...). Konkurencja odbywać się będzie na innych niż cena polach. Ustawa pozwala wydawcy stworzyć mechanizmy wewnętrznych dotacji, dzięki którym będzie on mógł finansować tytuły niekomercyjne zyskami osiągniętymi ze sprzedaży bestsellerów. Dzięki temu czytelnik będzie miał swobodny dostęp do literatury niekomercyjnej, punkty sprzedaży będą mogły oferować szerszą gamę tytułów - czytamy w komunikacie na stronie PIK.

Warto zwrócić uwagę na te słowa PIK, bo dają one jasno do zrozumienia, kto skorzysta na zmowie cenowej. Skorzystają wydawcy. Będą mogli bezkarnie zawyżać ceny bestsellerów, rzekomo w imię dotowania "literatury niekomercyjnej". Ja tu widzę cztery problemy.

  1. Domyślam się, że nikt nie da gwarancji, iż tytuły niekomercyjne rzeczywiście będą "dotowane". Oczywiście należałoby zobaczyć projekt proponowanej ustawy i staramy się już do niego dotrzeć.
  2. Nawet jeśli wydawcy będą dotować "literaturę niekomercyjną", to nikt nie zagwarantuje, że faktycznie trafi ona do wszystkich księgarń.
  3. Twórcy ustawy de facto proponują, aby nabywcy bestsellerów ponieśli ciężar finansowania "literatury niekomercyjnej". To nie jest uczciwe. Literatura "niekomercyjna" wcale nie musi być bardziej wartościowa niż bestsellery.
  4. Nie wierzę, że ludzie będą czytać więcej, jeśli książki bestsellery będą droższe. Nabywcy książek nie mają portfeli o nieskończonym zasobie pieniędzy. Wcale nie jest tak, że jeśli podniesie się ceny, to wydatki na książki również skoczą.

Ministerstwo Kultury popiera ustawę

Oczywiście PIK może mieć różne pomysły, ale Ustawa o książce może niepokoić, bo Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego najwyraźniej chce tę ustawę poprzeć - tak informowała jeszcze przed weekendem Polska Agencja Prasowa. Ustawa niby jest na etapie konsultacji (tak uważa PIK), ale jak dotąd nie widziałem na stronie ministerstwa kultury żadnego komunikatu na ten temat.

Przyznam, że zawsze niepokoją mnie wieści o projektach ustaw, które MKiDN i minister Zdrojewski już wspierają swoim autorytetem, a których zwykły obywatel nie może przeczytać. Spytałem już MKiDN, czy dysponuje jakimś dokumentem z tych konsultacji i jeśli tylko go dostanę, opublikujemy go w DI (aktualizacja: otrzymaliśmy dokumenty, a informacje na ten temat można znaleźć w tekście pt. Ustawa o książce - ministerstwo kultury nie współtworzy projektu, ale co o nim wie?.)

Argument: "Bo inni też to mają"

Zarówno MKiDN, jak i wydawcy bronią swojego pomysłu argumentem "bo inni też to mają". Stałe ceny na nowości wydawnicze obowiązują już m.in. w Niemczech, Austrii, Grecji, Hiszpanii, Portugalii...

Argument "bo inni też to mają" jest tak naprawdę słaby. Nie ma żadnego znaczenia merytorycznego. Należałoby raczej spytać o to, czy w innych krajach to rozwiązanie faktycznie spowodowało wzrost czytelnictwa? Niemcy mają to rozwiązanie od roku 1988, Austria od 2002, Portugalia nawet od 1996, Francja od 1981. Szczerze powiedziawszy, to jest staroć i nie jestem pewien, czy w 2013 roku, w erze e-booków, Polska powinna nadal coś takiego brać pod uwagę.

Sonda
Czy wierzysz, że stała cena nowości wydawniczych rozrusza czytelnictwo w Polsce?
  • tak
  • raczej tak
  • raczej nie
  • nie
wyniki  komentarze

Nawet jeśli rozwiązania w innych krajach działają, to czy zadziałają w Polsce? Niemcy i Austriacy mają nieco więcej pieniędzy, które mogą przeznaczyć na książki. To też ma znaczenie. 

Na koniec ciekawostka. PIK, broniąc swojego projektu, przywołuje różne statystyki Biblioteki Analiz, a jest to ta sama organizacja, która wierzy w legendarne 250 mln zł strat z powodu piractwa e-booków.

UWAGA - dalsze ustalenia ws. Ustawy o książce znajdziesz w tekście pt. Ustawa o książce - ministerstwo kultury nie współtworzy projektu, ale co o nim wie?


Komentuj na Facebooku
Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać



fot. ePUAP





  
znajdź w serwisie

RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2016 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.