Wolność słowa: Prawo do "Lubię to" powinno być chronione?

13-08-2012, 14:48

Klikając "Lubię to" na Facebooku możemy się komuś narazić. W USA Sąd Apelacyjny będzie się zastanawiał, czy prawo do "polubienia" czegoś jest przejawem wolności słowa, która powinna być szczególnie chroniona. To może być wstęp do odpowiedzi na szersze pytanie: czy opinie wyrażane kliknięciami powinny być chronione?

Historia "lajków" w roli przejawów wolności słowa rozpoczęła się biurze szeryfa Hampton. Pracowało w nim pięć osób, które odważyły się wyrazić poparcie dla Jima Adamsa, politycznego przeciwnika urzędującego szeryfa B.J. Robertsa.

Szeryf Roberts dowiedział się o "lajkach", a gdy został ponownie wybrany na swój urząd, zwolnił wspomniane 5 osób, rzekomo z powodu cięć w etatach. Zwolnione osoby wiedziały jednak, że szeryf dowiedział się o ich wsparciu dla konkurenta i wniosły sprawę do sądu, twierdząc, że naruszono ich wolność słowa.

Czytaj: Facebook: Nie uwolnisz się od "lajkowania"

Sąd okręgowy dla Wschodniej Virginii uznał, że kliknięcie w "Lubię to" nie może być chronione na mocy prawa gwarantującego wolność słowa, bo trudno mówić o jakimkolwiek "słowie". Sąd uznał, że ochronie może podlegać np. oświadczenie zawarte w poście na Facebooku, ale nie fakt kliknięcia w "Lubię to". 

Sprawa trafi teraz do sądu apelacyjnego i w związku z tym zareagowała pozarządowa organizacja American Civil Liberties Union (ACLU). Ta organizacja nie jest stroną w sprawie, ale przedstawiła ona opinię przyjaciela sądu, czyli dokument, który ma pomóc wymiarowi sprawiedliwości w podjęciu właściwej decyzji.

To jakby krzyczeć na ulicy...

ACLU uważa, że kliknięcia "Lubie to" powinny być chronione, ponieważ wolność słowa nie dotyczy tylko słów.

- "Lubienie" kandydata politycznego na Facebooku - tak samo jak noszenie znaczka kampanii - jest konstytucjonalnie chronione. To werbalne, jak i symboliczne wyrażenie. Kliknięcie przycisku "Lubię to" ogłasza innym, że użytkownik wspiera, akceptuje lub cieszy się z "lubionej" treści. To, że "lubienie" wymaga tylko kliknięcia przycisku, nie oznacza, że nie jest chronione Pierwszą Poprawką (do konstytucji USA - red.) - czytamy w opinii ACLU.

Do tej sprawy swoje trzy grosze dorzucił nawet Facebook, który również przedstawił swoją opinię przyjaciela sądu.

Kluczowym argumentem Facebooka jest to, że drobna czynność, jaką jest wciśnięcie przycisku "Lubię to", ma dość dużo skutków. Użytkownicy, którzy polubili stronę przeciwnika szeryfa ("Jim Adams for Hampton Sheriff"), zamieścili na swoich profilach informacje o poparciu dla Jima Adamsa. Poza tym ich zdjęcia profilowe były widoczne na wspomnianej stronie poparcia.

Sonda
Prawo do "lubienia" na Facebooku powinno być chronione?
  • tak
  • nie
  • trudno powiedzieć
wyniki  komentarze

Zdaniem Facebooka kliknięcie "Lubię to" to wirtualny odpowiednik stawania na ulicy i krzyczenia "Jim Adams for Hampton Sheriff" - każdy przechodzień to zauważy i każdy przechodzień widzi, kto to krzyczy. Istotne jest nie tylko kliknięcie, ale jego skutki, które odpowiadają wypowiadaniu publicznie konkretnych słów.

Problem, nad którym pochyli się amerykański sąd, nie dotyczy Polaków... jeszcze. Doświadczenie uczy, że prędzej czy później podobne problemy pojawią się u nas i w innych krajach, a sądy z różnych krajów mogą się wzajemnie inspirować.

Widzimy zatem, że "lubienie" może mieć poważne konsekwencje. Czy podobnie może być z korzystaniem z +1 Google'a lub z innych funkcji w social media? Niewykluczone, że w przyszłości wolność słowa w internecie będzie się ściśle wiązać z prawem do klikania w określony przycisk.

Czytaj: Dzwonienie z... Facebooka? Właściwie to niezły pomysł


Źródło: ACLU
  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Grudzień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031