Urzędnik straszy obywatela "konsekwencjami" za publikowanie informacji publicznej. Co na to prawnicy?

27-04-2016, 14:48

Czy obywatel ma prawo publikować informację publiczną uzyskaną z urzędu? Pewien dyrektor z Polkowic uważa, że nie. Co więcej ten dyrektor uważa, że obywatel nie ma prawa ułatwiać innym obywatelom dotarcia do informacji publicznej. Porozmawialiśmy o tym z ekspertami.

To kolejny tekst z cyklu absurdy dostępu do informacji publicznej w Polsce.
* * *

W Dzienniku Internautów już nie raz pisaliśmy o tym jak absurdalne wykręty potrafią stosować urzędy, aby nie udostępnić informacji publicznej. Teraz obserwujemy, że udostępnianie informacji jest coraz częstsze, ale urzędy robią coś nowego. Starają się przekonać obywatela, że udostępniona informacja nie powinna być nikomu pokazana. 

Proszę odwidzieć tę informację!

Jeden z takich przypadków dotyczył Centralnego Ośrodka Informatyki (COI). Pewien obywatel złożył do niego wniosek o dostęp do informacji publicznej, a wniosek ten dotyczył dokumentów z postępowania przetargowego (oferty wykonawcy). Centralny Ośrodek Informatyki miał wątpliwości co do tego, czy żądana informacja posiada "walor informacji publicznej", co samo w sobie było ciekawe. 

COI odpowiedział wnioskodawcy przesyłając mu e-mailem pismo z informacją o przedłużeniu terminu na odpowiedź. W przesyłanym załączniku znalazły się jednak strony innych dokumentów związanych z przetargiem. 

Po pewnym czasie wnioskodawca otrzymał od COI e-maila z następującą prośbą. 

... w mailach COI przesłanych do Pana (...) w wyniku błędu technicznego znalazły się załączniki zawierające informacje nieprzeznaczone do udostępnienia (...) zwracam się z prośbą o usunięcie obu wiadomości (...). Nie powinien Pan również ujawniać otrzymanych informacji nikomu ani sporządzać/zachowywać/dystrybuować żadnej kopii otrzymanych informacji.

W tym miejscu może się wam przypomnieć mem z kotem i tekstem "What Has Been Seen Cannot Be Unseen". Urząd pokazał obywatelowi informację, a teraz chciałby liczyć na "odwidzenie jej". W tym przypadku prośba o "odwidzenie" została przekazana dość uprzejmie, bez prób straszenia konsekwencjami. Obywatel został poinformowany, że "powinien" usunąć informację, ale instytucja publiczna nie posunęła się do próby zastraszania go.

Gorzej było w innym przypadku. 

Dyrektor nie wyraził zgody!

Pewna obywatelka wystąpiła z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej do Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej i Komunikacji Miejskiej (PGMiKM) w Polkowicach. Żądane przez nią informacje nie były w żaden sposób kontrowersyjne czy wrażliwe. Ot, chciała pewnych informacji na temat linii autobusowych, zużycia paliwa, takich rzeczy. 

PGMiKM udzielił informacji publicznej, ale na końcu pisma z tą informacją znalazło się następujące zastrzeżenie. 

Jednocześnie uprzedzam, że wyżej wymienione informacje są przeznaczone wyłącznie dla Pani wiadomości, udostępnione na Pani wniosek. Nie wyrażam zgody na ich dalsze przetwarzanie, zamieszczanie na portalach społecznościowych, na Pani stronie internetowej itp. Zgodnie z brzmieniem art. 2 ust. 1 ustawy "Każdemu przysługuje prawo dostępu do informacji publicznej". Nie oznacza to jednak, aby miała Pani prawo wyręczać innych w takim działaniu.

W przypadku nieuprawnionego wykorzystywania i upubliczniania otrzymanych od nas informacji bez zgody naszego Przedsiębiorstwa, może Pani liczyć się z konsekwencjami prawnymi

Pogrubienie zostało dodane przez redakcję.

To jest fascynujące! Urzędnik nie wyraził zgody na dalsze udostępnianie informacji publicznej. Co więcej, ten urzędnik nie uważa, aby ktokolwiek mógł ułatwiać obywatelom dostęp do informacji publicznej! Nie mamy prawa wyręczać innych - uważa dyrektor PGMiKM.

Na dowód zamieszczam fragment dokumentu. 

Pismo Polkowice

Próbowałem dziś kontaktować się z dyrektorem PGMiKM w tej sprawie. Chciałem się dowiedzieć zwłaszcza tego jak straszne mogą być konsekwencje ujawnienia informacji, o którą każdy obywatel ma prawo wnioskować! Chciałem się też wiedzieć jaka jest podstawa prawna "niewyrażania zgody na przetwarzanie informacji". Nie udało mi się porozmawiać z dyrektorem telefonicznie (mimo kilku prób) i nie otrzymałem jeszcze odpowiedzi na wiadomości e-mail. 

Prawnicy o "odwidzeniu" informacji

Postanowiłem zatem spytać o sprawę dwóch prawników będących ekspertami od dostępu do informacji publicznej. Pierwszym z tych prawników był adwokat dr Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda. Drugim ekspertem był Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Porozumienia Fundament Społeczeństwa Informacyjnego.

Eksperci skomentowali dla mnie dwa omówiony przypadki, najpierw ten dotyczący prośby o usunięcie informacji, która została ujawniona omyłkowo.

- Udostępnienie informacji publicznej jest czynnością materialno-techniczną, a to znaczy, że wywołuje skutki prawne przez działania faktyczne. Skoro informację udostępniono (działanie faktyczne), to nie ma takiej możliwości, żeby ten fakt cofnąć (...) Nie ma więc takiego środka prawnego, który umożliwiałby „uznanie, że informacja nie została udostępniona” – została i nic tego faktu nie zmieni. Tego rodzaju wiadomości (prośby, żądania) nie wywołują żadnych skutków prawnych - stwierdził dr Paweł Litwiński.

- Może się zdarzyć, że instytucja omyłkowo przekazała informację, która zawiera dane chronione. W tym wypadku pewnie chodzi tajemnicę przedsiębiorcy. O ile informacji przeczytanej pewnie trudno "zapomnieć" to zalecałbym ostrożność w dalszym dysponowaniu tą informacją - dodał Krzysztof Izdebski

Należy zauważyć, że w tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z możliwą pomyłką. Urzędnik po prostu wysłał coś, co nie miało być wysłane. Powstały pewne przykre skutki, które próbowano usunąć zwykłą prośbą do wnioskodawcy. Powiedzmy, że takie działanie urzędników można w pewnym stopniu zrozumieć. 

Prawnicy o "konsekwencjach" za udostępnianie

Inaczej będzie w drugim z opisanych przypadków. Tutaj urzędnik udostępnił informację, ale jednocześnie chciał ograniczyć jej dalsze rozpowszechnianie. Straszył konsekwencjami prawnymi i starał się przekonać odbiorcę informacji, że istnieje jakaś prawna możliwość ograniczania rozpowszechniania informacji publicznej. 

Co na to prawnicy?

Krzysztof Izdebski powiedział, że takie zachowanie urzędników jest... dość powszechne. 

- Z niezrozumiałego powodu niektóre instytucje przekazując informację publiczną dołączają podobne zastrzeżenie choć w jaskrawy sposób są niezgodne z art 54 Konstytucji gwarantującym wolność rozpowszechniania informacji. Dodatkowo ustawa o dostępie do informacji publicznej (a od jej wejścia w życie ustawa o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego) zawiera wyraźne gwarancje wolności rozpowszechniania informacji publicznej. Wnioskodawczyni nie ma się co zatem martwić takim zastrzeżeniem i może swobodnie dysponować informacją - stwierdził ekspert. 

Tymczasem dr Paweł Litwiński dokonał dokładniejszej analizy prawnej tego drugiego przypadku. Ekspert zwrócił uwagę, że niebawem wejdą w życie nowe przepisy dotyczące ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego. 

- Takie „upublicznianie” informacji publicznej stanowi ponowne wykorzystanie informacji sektora publicznego – zarówno obecnie, jak i na przyszłym stanie prawnym. Pytanie więc, na jakich zasadach takie ponowne wykorzystanie informacji może nastąpić? - spytał retorycznie ekspert. 

Dr Litwiński wskazał nam konkretne przepisy Ustawy o dostępie do informacji publicznej, które są ważne dla sprawy. Art. 23b ust. 2 wspomina, że podmiot zobowiązany może określić warunki dotyczące np. informowania o źródle informacji, albo może określić warunki dotyczące obowiązku dalszego udostępniania innym informacji w pierwotnie pozyskanej formie. Art. 23b ust. 3 wspomina o tym jak określić sposób korzystania z informacji publicznych spełniających cechy utworu w rozumieniu prawa autorskiego. Jest też art. 23c wspominający o możliwości nałożenia opłat za udostępnienie. Jednak poza tymi określonymi sytuacjami ustawa mówi, iż "Informacje publiczne są udostępnione w celu ich ponownego wykorzystywania bez ograniczeń warunkami i bezpłatnie". 

- Nie ma więc możliwości nałożenia ograniczeń dalszego udostępniania informacji, a więc za jego „naruszenie” nie grożą żadne konsekwencje prawne. Dodam też, że takie konsekwencje nie grożą także na gruncie przepisów o ochronie danych osobowych: jeżeli mamy do czynienia z dziennikarzem, który ujawnia taką informację, to obejmuje go tzw. klauzula prasowa z u.o.d.o.; jeżeli ze „zwykłym obywatelem”, przetwarzającym dane dla celów prywatnych, to do niego również nie stosuje się przepisów ustawy o ochronie danych - podsumował dr Paweł Litwiński

Informacja publiczna jest publiczna!

Mówiąc krótko otrzymaną informację publiczną możecie udostępniać dalej. Nie dajcie sobie wmówić, że ktoś może wam tego zabronić. Nawet jeśli ten ktoś jest dyrektorem PGMiKM w Polkowicach!

Trudno sobie wyobrazić, aby nasi prawnicy mieli powiedzieć coś innego. Informacja publiczna ma przecież to do siebie, że jest... no... jakby to powiedzieć... publiczna! Skoro już jest publiczna to trudno zrozumieć dlaczego jeden obywatel miałby nie udostępniać tej informacji innemu obywatelowi. Przecież każdy ma do niej prawo! Powiedziałbym nawet, że opublikowanie tej informacji przynosi społeczne korzyści. Dzięki temu urzędnicy nie muszą wielokrotnie odpowiadać na wnioski. 

Inna rzecz, że właśnie zadziałał tzw. efekt Streisand. Prawdopodobnie nie opisałbym sprawy z Polkowic gdyby nie próba ograniczenia możliwości publikowania informacji. 

Oczywiście nadal czekam na komentarz dyrektora PGMiKM. Naprawde chciałbym wiedzieć jakie konsekwencje prawne miał on na myśli. Być może dyrektor zaskoczy nas jakąś oryginalną interpretacją prawa? Dam wam znać gdy tylko dostanę od niego odpowiedź!


  
znajdź w serwisie

RSS  

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy