Uniwersytet postanowił rżnąć głupa... w sprawie informacji publicznej

11-02-2015, 09:44

Władze Uniwersytetu Adama Mickiewicza naprawdę udawały głupiego, chcąc uniknąć odpowiedzi na pewien wniosek o dostęp do informacji publicznej. Niedobrze, gdy znany uniwersytet coś takiego robi, choć oczywiście taki zły przykład ma swój walor edukacyjny.

To kolejny tekst z cyklu absurdy dostępu do informacji publicznej w Polsce.
* * *

Gazeta Wyborcza opisała ciekawą historię pewnej anglistki, dr Mirosławy Stępień, która starała się o pracę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na stanowisko było kilku kandydatów. Komisja konkursowa wybrała inną kandydatkę, więc pani Stępień chciała się dowiedzieć, na jakiej podstawie wyłoniono zwycięzcę. Wysłała ona e-mail do dziekanatu z prośbą udostępnienie takich dokumentów jak protokół z posiedzenia komisji konkursowej.

Gdyby wszystko przebiegło jak należy, w tym miejscu historia powinna się skończyć. Pani Stępień złożyła wniosek o dostęp do informacji publicznej i uczelnia powinna jej przekazać tę informację w ciągu 14 dni. Tak się nie stało, o czym możecie poczytać w tekście pt. Uniwersytet nie może być tak tajemniczy.

"Sprawa indywidualna" nie jest informacją publiczną?

Uczelnia najpierw odmówiła odpowiedzi na wniosek i powołała się na... załącznik nr 2 Statutu UAM. Ten dokument podobno mówi, że głosowanie jest tajne. Wychodzi więc na to, że uczelnia odmówiła realizowania swojego ustawowego obowiązku, powołując się na swój statut. Oczywiście można zrozumieć "tajność głosowania" w tym sensie, że członkowie komisji nie ujawniają swoich głosów. Niemniej jeśli wytworzono jakieś dokumenty (np. protokół czy sprawozdanie z głosowania), te dokumenty powinny być przekazane wnioskodawcy.

Pani Stępień nie odpuściła i dalej domagała się informacji. Prowadziła korespondencję z Uniwersytetem, a ten dał następujące popisy niekompetencji:

  1. UAM zażądał przesłania wniosku o informację publiczną do innej osoby (tak jakby we własnym zakresie nie mógł go przekazać komu trzeba),
  2. zażądano przesłania wniosku w formie pisemnej i z podpisem (ustawa o dostępie do informacji publicznej wcale tego nie wymaga),
  3. odmówiono dostępu do informacji, gdyż "informacja dotyczy sprawy indywidualnej", co zdaniem UAM sprawia, że informacja traci charakter informacji publicznej (to po prostu wyjątkowa bzdura wyssana z palca).

Pani Stępień poszła wreszcie do sądu, a sąd przyznał jej rację. Mimo wyroku UAM nadal nie wie, co robić. Decyzja ma zapaść po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

Uniwersytet klei durnia

Gazeta Wyborcza komentuje tę sprawę dość łagodnie, ale moim zdaniem należy ocenić UAM nieco surowiej. Pamiętajmy, że nieudzielenie informacji publicznej jest naruszeniem prawa. Opisana powyżej sytuacja jest po prostu karygodna. Instytucja taka jak uniwersytet narusza prawo, stawia wnioskodawcy wymagania wykraczające poza wymagania ustawy i wymyśla po prostu głupie argumenty wyssane nie wiadomo skąd.

Oczywiście w Polsce dzieją się różne rzeczy. W "absurdach dostępu do informacji publicznej" opisywałem kiedyś przypadek gminy, która nie miała pojęcia, kto publikuje informacje na jej stronach! To było tłumaczenie równie głupie jak zachowanie UAM w stosunku do dr Stępień. Powiedzmy jednak, że niekompetencję urzędnika z małej gminy można jakoś przełknąć. Gorzej, gdy podobne rzeczy robi znany i szanowany uniwersytet. 

Co uniwersytet powinien wiedzieć

Jedynym plusem tej historii z uniwersytetem jest jej walor edukacyjny. To dobry przykład, aby przypomnieć Czytelnikom DI (a także pracownikom UAM i nie tylko) o pewnych podstawowych zasadach dotyczących dostępu do informacji publicznej w Polsce. Oto one:

  1. Wniosek o dostęp do informacji publicznej nie musi mieć formy pisemnej, nie musi mieć określonej formy i nie musi nawet zawierać bardzo dokładnych danych wnioskodawcy. Nie trzeba też uzasadniać, po co nam dana informacja (z pewnym wyjątkiem opisanym w punkcie 3).
  2. Odpowiedź na wniosek powinna być udzielona w ciągu 14 dni. Może się zdarzyć, że informacja nie może być przekazana w takim terminie. Wówczas podmiot zobowiązany do udostępnienia informacji powinien powiadomić o terminie opóźnienia i jego powodach. Ten termin nie powinien być dłuższy niż 2 miesiące od złożenia wniosku. 
  3. Może się zdarzyć, że zażądana przez Ciebie informacja jest informacją przetworzoną. W takim wypadku jej udostępnienie jest zależne od tego, czy podmiot zobowiązany uzna informację za istotną dla interesu publicznego.
  4. W pewnych przypadkach podmiot może odmówić udzielenia informacji publicznej. Przykładowo wnioski z audytów wewnętrznych nie są informacją publiczną (co wzbudza zastrzeżenia). Można też odmówić udzielenia informacji ze względu na ochronę prywatności. Odmowa dostępu do informacji następuje w drodze decyzji administracyjnej. Oczywiście jest możliwość odwoływania się od tej decyzji. 

To bardzo skrótowe omówienie, bo w praktyce droga do informacji publicznej może się wiązać z różnymi dodatkowymi komplikacjami, nawet jeśli będziemy wygrywać w sądzie z urzędnikami. Dostęp do informacji publicznej w Polsce da się ogrywać, a dodatkowo sądy potrafią wydawać niezrozumiałe wyroki.

Sonda
Jak sądzisz, dlaczego UAM rżnie głupa w sprawie informacji publicznej?
  • z powodu niekompetencji
  • nie chce czegoś ujawnić
wyniki  komentarze

Problem na deser - informacja przetworzona

Przypadek UAM to jedna z tych spraw, gdzie instytucja publiczna po prostu ignoruje prawo i w dodatku stara się przekonywać wnioskodawcę, że istnieją jakieś wyssane z palca ograniczenia. Miejmy jednak na uwadze, że nawet przy realizowaniu przepisów ustawy może dochodzić do ograniczania dostępu do informacji publicznej. W Trybunale Konstytucyjnym jest obecnie skarga dotycząca ograniczania dostępu do informacji przetworzonej. Uzyskanie tej informacji zależy od interesu publicznego, ale czy urząd zawsze jest w stanie należycie ocenić istnienie tego interesu? Ciekawy artykuł na temat tego problemu znajdziecie w serwisie Vagla.pl w tekście pt. "Informacja przetworzona" w Trybunale Konstytucyjnym.

Wracając do UAM, mogę jedynie zauważyć, że zastosował on bardzo prostacką taktykę unikania udostępniania informacji publicznej. Inni mieli więcej finezji, np. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów wymyśliła sobie ostatnio bieda-serwery. To było pomysłowe, musicie przyznać.


  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Lipiec 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031