UE wspiera whistleblowerów i wolność słowa... teoretycznie

09-12-2011, 11:43

Rada UE wyraziła zdanie, że działalność whistleblowerów (takich jak Wikileaks) jest istotna, gdyż uzupełniają oni nadzór nad władzami. Również komisarz UE Neelie Kroes wypowiadała się ostatnio na temat wspierania praw człowieka poprzez nowe technologie. Wydaje się jednak, że między deklaracjami polityków w tym obszarze, a ich rzeczywistymi działaniami, wciąż istnieje pewien rozdźwięk.

Prawa człowieka z reguły szybciej rozwijały się w teorii, niż w praktyce. Teraz podobną rzecz obserwujemy w temacie wolności słowa i neutralności nowych technologii. Politycy teoretycznie chcą, byśmy korzystali z nowych narzędzi, budując społeczeństwo informacyjne, ale nie mogą też pogodzić się z faktem, że w tym społeczeństwie przepływu informacji nie da się kontrolować.

Bardzo ciekawym testem demokracji jest działalność tzw. whistleblowerów - ludzi obnażających przykłady spisków, malwersacji, naruszeń prawa itd. Projekt Wikileaks to świetny przykład takiej działalności. Z jednej strony sprzyja ona demokracji, bo opinia publiczna zdobywa większą wiedzę o działaniach władz, ale z drugiej strony...

Władze USA dość jasno dały do zrozumienia, że wszystkich whistleblowerów tolerować nie będą. Wielu czytelników DI pamięta, jakie reakcje wywoływały wojenne i dyplomatyczne wycieki Wikileaks. Julian Assange został nawet nazwany szpiegiem, choć w definicji szpiega z pewnością nie mieści się ktoś, kto zdobyte informacje pokazuje całemu światu, 

Czytaj: Trzy lata więzienia za wiadomość na Facebooku

A jak patrzą na to władze UE? Ministrowie zagraniczni państw członkowskich wydali ostatnio oświadczenie, w którym wsparli działalność whistleblowerów. Wyrazili zdanie, że taka działalność uzupełnia nadzór nad władzami. Zauważyli, że działacze społeczni w coraz większym stopniu polegają na stronach internetowych, blogach, serwisach społecznościowych. To naprowadziło ich na cenny wniosek: polityczne naciski na dostawców usług internetowych naruszają prawo do wolności słowa (zob. PC World, EU Foreign Ministers Stick up for Wikileaks).

Swoje trzy eurocenty do dyskusji dorzuciła Neelie Kroes, komisarz UE ds. agendy cyfrowej, która dziś w Hadze mówiła o znaczeniu technologii ICT dla wspierania demokracji. Kroes na początku przemówienia wspomniała o Arabskiej Wiośnie Ludów, w czasie której komunikacja przez internet miała duże znaczenie. Potem mówiła o tym, że rozwiązania informatyczne mogą wspierać aktywistów, ale mogą również ich krzywdzić, ułatwiając inwigilację. Aby technologie te naprawdę służyły demokracji, potrzebne są działania w czterech obszarach:

  • technologie - trzeba zapewnić dostęp do narzędzi ułatwiających swobodną komunikację i obchodzących ograniczenia;
  • edukacja - trzeba zapewnić aktywistom wiedzę na temat niebezpieczeństw i możliwości związanych z nowymi technologiami;
  • źródła informacji - szybkie odpowiadanie na zakłócenia usług ICT wymaga szybkiego zdobywania informacji na temat tego, co się dzieje, a to wymaga współpracy sektora publicznego, biznesu, ekspertów akademickich;
  • współpraca - w jej ramach m.in. firmy powinny być przejrzyste w zakresie technologii sprzedawanych w różnych krajach (to się ładnie łączy z ostatnim wyciekiem Wikileaks).

Gdybym był złośliwy, napisałbym, że Neelie Kroes proponuje pomaganie cyberprzestępcom, piratom i pedofilom (sic!). 

Prawodawcy z Unii Europejskiej chętnie wskazują palcem na Chiny albo na kraje arabskie i mówią: "oni są źli, niszczą demokrację, blokują internet", a przecież Parlament Europejski zgodził się na stosowanie środka, jakim jest blokowanie stron internetowych. Chodzi o blokowanie treści pedofilskich, to prawda, ale jest to zgoda na stosowanie cenzury. Nie jest żadną tajemnicą, że przemysł rozrywkowy liczy na rozciągnięcie tego środka na obszar walki z naruszeniami praw autorskich. 

Jeśli już mowa o własności intelektualnej, to wiemy, że w Parlamencie Europejskim trwają prace nad ACTA. Nawet na tym etapie pewne dokumenty i spotkania są tajne, a przecież istnieją obawy, że ACTA będzie zagrażać prawom podstawowym.

Neelie Kroes nie chce, aby nowe technologie służyły do inwigilowania, ale jak to się ma do stanowiska Komisji Europejskiej w sprawie retencji danych telekomunikacyjnych? Komisja uważa, że retencja jest "użyteczna" i dlatego chce ją utrzymać, a przecież przy ograniczaniu prywatności powinno się wykazać, że retencja jest niezbędna.

To wszystko nie oznacza, że spostrzeżenia Rady UE na temat whistleblowerów są złe. Nie oznacza to również, że deklaracje Neelie Kroes nie mają żadnego znaczenia. Są istotne, bo politycy zaczynają przyznawać, że wolność słowa w internecie jest wartością godną poszanowania. Teraz problem w tym, aby politycy zaczęli dostrzegać i przyznawać, że także w cywilizowanych i demokratycznych krajach europejskich istnieją zagrożenia dla tej wartości.

Czytaj: Premier zakazuje urzędnikom krytyki? Niech krytykują w sieci!


Źródło: KE, PC World
  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Styczeń 2021»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031