"Trzeba czytać regulaminy!" - ten argument to zgoda na nieuczciwość

10-01-2013, 13:43

W obliczu wysypu następców Pobieraczka niektórzy internauci powtarzają argument, że trzeba czytać regulaminy. Czy naprawdę tak powinno być? Wyobraźcie sobie zatem market, w którym nie ma cen przy towarach, a jedynie regulamin z cennikiem dostępny przy kasie, przy czym dotarcie do kasy zobowiązuje do zapłacenia 100 zł.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, jako eksperyment myślowy:

* * *

Na Twoim osiedlu wybudowano nowy market "Modliszka". Pewnego dnia idziesz tam z ciekawości. Wchodzisz do środka i kierujesz się przez bramkę na halę zakupów. Gdy przechodzisz przez bramkę przy linii kas, pracownik marketu wręcza Ci sklepową gazetkę.

Na hali spostrzegasz, że przy żadnym produkcie nie ma ceny. Myślisz, że to chwilowa niedogodność... market ledwo co powstał. Przypominasz sobie jednak, że masz w portfelu 100 złotych, a w domu brakuje Ci papieru toaletowego. Myślisz więc: "wezmę jakiś papier, dam za niego te kilka złotych, niezależnie od ceny".

Bierzesz papier i idziesz do kasy. Dajesz artykuł kasjerowi, on skanuje go czytnikiem kodów kreskowych i mówi, że należy się 300 złotych. Wywiązuje się taka mniej więcej rozmowa.

- 300 złotych? Pan żartuje? - pytasz z oburzeniem.
- Takie są ceny w naszym sklepie. Papier kosztuje 200 złotych i jeszcze 100 złotych opłaty za wejście - spokojnie odpowiada kasjer.
- To ja rezygnuję, nigdy tu więcej nie przyjdę!
- W takim razie musi pan zapłacić 100 złotych - tłumaczy kasjer. - Regulamin naszego sklepu wyraźnie informuje o tym, że samo wejście na halę zakupów wiąże się z opłatą w wysokości 100 złotych. To było w regulaminie, a Pan otrzymał ten regulamin razem z gazetką. Regulamin mówi też, że zgoda na warunki regulaminu następuje poprzez odebranie gazetki i przejście przez bramkę. Pan to zrobił i w ten sposób oświadczył Pan, że zapoznał się Pan z regulaminem, więc zawarł Pan umowę na 100 złotych.
- To jakieś żarty!!! - krzyczysz.
- Ależ nie! Współpracujący z naszym sklepem ochroniarze z firmy "Wybij Szybę" zaraz się Panem zajmą, ale oczywiście może Pan potem iść do rzecznika konsumentów albo skierować sprawę do sądu - kończy rozmowę kasjer. 

Absurd? Nie, to się dzieje!

Wiele osób powie, że powyższy eksperyment opisuje coś niesłychanie absurdalnego, ale takie rzeczy naprawdę mają miejsce, tylko dzieją się internecie. W taki właśnie sposób działają serwisy typu Pobieraczek albo opisywane ostatnio przez Dziennik Internautów WorkHome.pl oraz Karierowo.com.

Wspomniane serwisy są w stanie zawrzeć umowę z użytkownikiem, bazując na jego przyzwyczajeniu. Tak samo jak bez zastanowienia wchodzimy na halę sprzedaży w nowym markecie, tak samo rejestrujemy się w różnych serwisach. To działanie samo w sobie nie powinno wystarczać do zawarcia umowy, ale czasem wystarcza. Przejście przez bramkę może się wydawać złym sposobem wyrażenia woli, ale czy kliknięcie myszką nie jest jeszcze bardziej ulotne?

Dziennik Internautów pisał o takich rzeczach nie raz i niemal zawsze część dyskutujących rzucała jeden argument - "trzeba czytać regulaminy" albo "tylko idioci nieczytający regulaminów dadzą się nabrać". Opisana powyżej sytuacja w wymyślonym markecie ma pokazać, dlaczego ten argument jest chybiony. 

Znasz regulamin szaletu?

Czytasz wszystkie regulaminy? Wątpię. Czy znasz regulamin marketu, w którym robisz codziennie zakupy? Czy naprawdę uważnie czytałeś regulaminy i polityki prywatności Google, Facebooka, LinkedIn, Lastfm i wielu innych usług, z których korzystałeś? 

Czytałeś regulamin przewoźnika autobusowego? Regulamin firmy taksówkowej, której pojazdem jechałeś wczoraj? Czy na pewno czytasz regulamin kina, zanim pójdziesz na seans? Czy czytasz regulamin szaletu jeszcze przed skorzystaniem z jego dobrodziejstw?

A może spytajmy inaczej? Czy naprawdę przy każdej internetowej aktywności powinno być konieczne czytanie wielostronicowego regulaminu, nierzadko pisanego łamaną polszczyzną? Jeśli tak, to cały ten e-biznes trzeba uznać za jedną wielką pomyłkę.

Uczciwość lepsza od regulaminów

Wymaganie od internautów czytania regulaminów w celu zapoznania się z podstawowymi cechami usługi jest niewłaściwe. Zamiast tego powinniśmy wymagać od e-usługodawców, aby działali uczciwie i zgodnie z prawem, a nie na podstawie wymyślonych przez siebie regulaminów.

Co to znaczy uczciwie? Wiele osób powie, że to jakieś niezrozumiałe pojęcie z zakresu etyki, ale w przypadkach takich, jak Karierowo.com, WorkHome.pl albo Pobieraczek, jego zdefiniowanie jest dziecinie łatwe. Wystarczyłoby obok zachęty rejestracji umieścić wyraźną informację o skutkach rejestracji i cenie usługi. Czy to tak wiele?

W Dzienniku Internautów już kilkakrotnie starałem się przemycić dla Was jedną, genialną myśl. Uczciwość jest prosta. Przejrzystość jest prosta. Dobrym tego przykładem jest "regulamin" serwisu Garnek.pl. Zobaczcie go po prostu i zastanówcie się - czy to nie jest proste? Oczywiście do regulaminu Garnka i tak można mieć zastrzeżenia, ale o tym osoby zainteresowane mogą poczytać w aktualizacji tekstu.

Sonda
Czytasz regulaminy wszystkich firm, z których usług korzystasz?
  • tak
  • nie
  • spójrzmy prawdzie w oczy - to niemożliwe
wyniki  komentarze

Przyzwolenie na nieuczciwość?

Oczywiście uczciwość niektórych firm często jest wyznaczana normami prawa, a prawo pozwala na bycie nieuczciwym. Teoretycznie można zawrzeć umowę przez samą rejestrację, bez konieczności informowania w zachęcie do rejestracji o cenie i warunkach usługi nawet jednym słowem. To nic dobrego.

Być może problem ten zostanie kiedyś rozwiązany przez twórców prawa. Być może internauci będą bardziej wyczuleni na naciągaczy. Niezależnie od tego każdy, kto dziś mówi "trzeba czytać regulaminy", mówi również "zgadzam się na nieuczciwe zasady zawierania umów w internecie".

Czytaj także: Największe kłamstwo internetu - ToS;DR położy mu kres?

Uwaga - Edytowałem nieco tekst. Zdanie "Wymaganie od internautów czytania regulaminów jest niewłaściwe" zamieniłem na "Wymaganie od internautów czytania regulaminów w celu zapoznania się z podstawowymi cechami usługi jest niewłaściwe". Chodziło mi o doprecyzowanie tego, co chciałem przekazać.

Aktualizacja

Jeden z Czytelników DI w e-mailu do mnie zauważył, że regulamin serwisu Garnek.pl można uznać za niezgodny z wymogami ustawowymi. Regulamin ten powinien bowiem zawierać takie informacje jak np. adresy elektroniczne, informacje o siedzibie itd.

Czytelnik szczerze powiedziawszy ma rację.  ale zauważcie też, że nawet Garnek.pl słowo "regulamin" umieszcza w cudzysłowie. Wskazany przez nas regulamin tak naprawdę jest tylko wyciągiem z regulaminu, opisującym pewne prawa i obowiązki użytkownika.

Dziennik Internautów nie chce nikogo zachęcać do tworzenia regulaminów niezgodnych z ustawą. Niezależnie od tego bardzo dobrą praktyką jest tworzenie takich wyciągów z regulaminów, czy też - mówiąc bardziej ogólnie - przystępne opisywanie na potrzeby serwisu tego, co zawiera regulamin. Nadal można powiedzieć, że uczciwość jest prosta, choć czasem wymaga ona wyjaśnienia pewnych kwestii, a nie tylko tworzenia regulaminów. O tym właściwie jest cały ten felieton.


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Wrzesień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30