Tor służy głównie pedofilom? Tak mówi polityk, który nie rozumie statystyk

29-01-2015, 12:14

Politycy lubią cytować różne statystyki, ale nie zawsze je rozumieją i wprowadzają ludzi w błąd. Dobrym tego przykładem jest informacja o tym, że Tor służy głównie do odwiedzania stron pedofilskich. Mówiła o tym ostatnio przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości, ale czy miała rację?

Mark Twain powiedział, że „są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystykiLudzie często przytaczają te słowa Marka Twaina, aby przekonać do małej wartości różnych oszacowań. W rzeczywistości prawdziwe statystyki mogą być bardzo pomocne i nie kłamią, ale ludzie mogą przedstawiać je w kłamliwy sposób. 

Tor narzędziem pedofilów? 

Dobrym tego przykładem jest przekonywanie, że anonimowa sieć Tor służy głównie pedofilom. Właśnie taki pogląd wyraziła Leslie Caldwell, przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Na konferencji State of the Net w Waszyngtonie mówiła ona o niebezpieczeństwach związanych z szyfrowaniem oraz takimi narzędziami anonimowości, jak sieć Tor. 

- Tor oczywiście został stworzony w dobrych intencjach, ale jest dużym problemem dla organów ścigania (...) 80 proc. ruchu w sieci Tor wiąże się z pornografią dziecięcą - powiedziała Caldwell (cytat za Motherboard). 

Z tych słów dość jasno wynika, że większość użytkowników Tora to pedofile. Pytanie tylko, skąd pani Caldwell może to wiedzieć? Odpowiedź znalazł serwis Wired, który ustalił, że Leslie Caldwell powoływała się na badania University of Portsmouth, które były prezentowane m.in. na konferencji Chaos Computer Congress (zob. Wired, No, Department of Justice, 80 Percent of Tor Traffic Is Not Child Porn).  

Tor - nie tylko ukryte usługi

Rzecz w tym, że wspomniane badania wcale nie mówiły, że 80 proc. ruchu Tor wiąże się z pornografią dziecięcą. Badania mówiły, że z materiałami pedofilskimi wiąże się 80 proc. ruchu do ukrytych usług. Te „ukryte usługi” robią bardzo dużą różnicę.

Większość użytkowników sieci Tor korzysta z niej w celu uzyskania anonimowego dostępu do zwykłych stron internetowych. Te osoby chcą ominąć jakieś systemy inwigilacji lub cenzury albo po prostu zależy im na anonimowości. Nie są to jednak osoby korzystające z ukrytych usług. Ukryte usługi to tylko jedna z możliwości, jaką daje sieć Tor. 

Na blogu Tora znajdziemy informację o tym, że ruch do ukrytych usług stanowi mniej niż 2 proc. całego ruchu w sieci Tor. Co więcej, oszacowania dotyczące tego znikomego odsetka ruchu mogą być niedokładne. Nawet autorzy wspomnianego badania przyznali, że strony pedofilskie i tak nie są wśród ukrytych usług bardzo powszechne. Więcej jest ukrytych usług związanych z narkotykami. Trzeba też mieć na uwadze, że wiele ukrytych usług może funkcjonować przez krótki czas, np. kilka dni albo tygodni. Poza tym badacze unikali pobierania treści pedofilskich, zatem użyte w badaniu oprogramowanie nie pobierało obrazków, tylko klasyfikowało strony na podstawie treści tekstowych.

Wychodzi więc na to, że Leslie Caldwell powołała się na badania dotyczące marginalnego zjawiska i nawet te badania mogą być przedmiotem dyskusji. Nie świadczy to źle o samych badaniach, bo ich autorzy chcieli coś sprawdzić, przedstawili rzetelnie swoją metodę i ustalenia. Politycznym kłamstwem było natomiast odwołanie się do tych badań i stwierdzenie, że „80 proc. ruchu w sieci Tor wiąże się z pornografią dziecięcą”. 

Politycy już nie lubią anonimowości

Sami twórcy Tora przyznają, że zawsze zdają sobie sprawę z tych negatywnych zjawisk związanych z anonimową siecią. Nie zmienia to faktu, że Tor służy wielu ludziom do rzeczy, których nie można ganić. Oczywiście twórcy Tora przytaczają przykład samochodu, który też nierzadko jest używany do przestępstw, ale w zasadzie nie jest to narzędzie przestępcze. Albo żaluzje - służą prywatności, ale mogą być użyte do ukrycia przestępstwa. Czy powinniśmy zabronić żaluzji i firanek, aby policjanci mieli wgląd w nasze domowe życie po zmroku? 

Sonda
Korzystałeś kiedyś z Tora?
  • tak
  • nie
  • a co to jest?
wyniki  komentarze

Temat jest na czasie, bo wśród polityków da się obecnie zauważyć niebezpieczny trend potępiania prywatności online, szyfrowania i tym podobnych zjawisk. Po ataku na Charlie Hebdo inwigilacja wróciła do łask. Premier UK posunął się nawet do sugerowania, ze trzeba zabronić szyfrowanych form komunikacji. Politycy używają przy tym argumentów brzmiących bardzo racjonalnie, ale nie zawsze zgodnych z rzeczywistością. 

Choć w polityce trend się zmienił, niekoniecznie odzwierciedla to myślenie wyborców. Ciągle rośnie liczba ludzi, którzy zaczynają się przejmować swoją prywatnością online. Doniesienia o inwigilacji dokonały już pewnych zmian w myśleniu obywateli i nawet w obliczu ataków terrorystycznych nie wrócimy do epoki, gdy nikt się prywatnością nie przejmował. 


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy