Strona społeczna źle podchodzi do TTIP? A może strona społeczna wie lepiej?

09-02-2015, 14:20

Zwolenników i przeciwników TTIP może łączyć jedna rzecz - niezadowolenie z konsultacji społecznych, które skupiły się na kwestii ISDS. Zwolennicy TTIP mogą sądzić, że motłoch nie rozumie tych trudnych kwestii. Tymczasem motłoch może składać się z ekspertów, których interesuje znacznie więcej niż ISDS...

Przeczytałem ostatnio dwa ciekawe wywiady na temat TTIP, w których to wywiadach skomentowano zakończone niedawno konsultacje na temat porozumienia TTIP. Obydwa te wywiady w ciekawy sposób się uzupełniają, choć prezentują bardzo odmienne poglądy. Pomyślałem, że dobrze będzie to Wam pokazać. 

ISDS nieważny dla konsumenta?!

Pierwszy wywiad z eurodeputowaną Danutą Hübner znajdziecie na stronach Krytyki Politycznej. Pani europoseł wydaje się zwolenniczką TTIP. Jej zdaniem przeprowadzone ostatnio konsultacje społeczne miały jedną poważną wadę - skupiały się na mechanizmie rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS). Danuta Hübner delikatnie dała do zrozumienia, że obywatele nie powinni się tym interesować. Oto cytat z wywiadu:

...niestety tak się składa, że akurat jest to problem raczej skomplikowany

(...)

Wolałabym, żeby te konsultacje dotyczyły spraw, które rzeczywiście mają znaczenie dla naszego codziennego życia. Nie mówię, że system umożliwiający inwestorom ochronę ich interesu jest nieistotny z punktu widzenia obywateli. Ale z mojego punktu widzenia – zwykłej obywatelki UE – ważniejsze są choćby niższe ceny elektroniki czy większa dostępność i różnorodność towarów.

Jeśli dobrze rozumiem, to pani Hübner chce nam wskazać, co powinno być dla nas ważne. Jeśli będę mógł taniej kupić to czy tamto, to jest dobrze! Nie powinno mnie obchodzić, że moje państwo wykazuje uległość wobec jakiegoś koncernu albo może mu płacić odszkodowanie. Jako obywatel mam się cieszyć z niższych cen! Dorośli rozmawiają o ISDS, a ty dziecko zjeżdżaj i ciesz się tańszym iPhone'em. 

A może w konsultacjach społecznych należałoby zadać inne pytania, np. "Czy chcesz tańszej elektroniki?". To byłyby dopiero konsultacje na miarę społeczeństwa XXI wieku!

Wycinkowe badania, a nie konsultacje

Nieco inne spojrzenie na tę sprawę zaprezentowała prof. Leokadia Oręziak w wywiadzie, który został opublikowany w Gazecie Prawnej. Pani profesor również nie spodobało się to, że konsultacje koncentrowały się na ISDS. Dlaczego? Oto cytat:

Trudno tu mówić o jakichkolwiek konsultacjach społecznych, w szczególności z udziałem partnerów społecznych, w tym przedstawicieli pracowników. Wycinkowe badania opinii publicznej, przeprowadzone na zlecenie Komisji Europejskiej, dotyczyły jedynie mechanizmu ISDS.

Ciekawe, prawda? Te konsultacje, które zdaniem Danuty Hübner niepotrzebnie dotyczyły trudnego tematu dla dorosłych, zdaniem profesor Oręziak były "wycinkowymi badaniami opinii publicznej" na jeden z wielu ważnych tematów.

W zasadzie obie panie się zgadzają co do tego, że konsultacje nie powinny wyglądać tak, jak wyglądały. Widzimy jednak, że obie panie reprezentują bardzo różne spojrzenie na problem. 

Wymówka nr 2, wariant Hübner

Spojrzenie Danuty Hübner jest niestety typowe dla polityków, którzy w mojej opinii do demokracji nie całkiem dorośli. Politycy w państwie demokratycznym nie powinni bowiem sugerować, że jakiś temat jest dla społeczeństwa za trudny czy niewłaściwy. Kiedyś w Dzienniku Internautów pisałem o najgłupszych wymówkach dla braku przejrzystości. Jedną z takich wymówek jest twierdzenie, że społeczeństwo to idioci. Ta wymówka nie powinna być przedstawiana w żadnym wariancie. Dlaczego?

Czym jest "strona społeczna"?

Oczywiście rozumiem, że Janek Kowalski z Paprotek może być człowiekiem niezainteresowanym takimi kwestiami jak ISDS. Janek Kowalski może komentować takie zjawiska bez ich należytego zrozumienia. 

W tej samej wiosce może mieszkać Andrzej Pogodny, który jest profesorem, bardzo dobrze zna się na prawie międzynarodowym i może mieć wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia w sprawie ISDS (i nie tylko). Ten drugi człowiek - Andrzej - może nawet działać w jakiejś organizacji, która uważnie obserwuje rozmowy TTIP. W społeczeństwie są różni ludzie - tacy jak Andrzej i tacy jak Janek.   

Janek i Andrzej mogą się znać. Może dochodzić do tego, że Janek (nieznający się na prawie) będzie kształtował swoje opinie w oparciu o to, co powie Andrzej. Czy to jest złe? Nie, choć oczywiście twórcy TTIP powiedzą, że Andrzej manipuluje Jankiem, a Janek tak naprawdę nie ma własnego zdania. Pomyślmy jednak przez chwilę. Czy lobbyści często nie manipulują europosłami? Czy eksperci nie polegają na zdaniu innych ekspertów? Każdy w społeczeństwie ma prawo do swoich doradców czy źródeł opinii. Problem zaczyna się wówczas, gdy tylko część doradców ma pełny dostęp do informacji. 

Doradcy równi i równiejsi

W tym miejscu przytoczę jeszcze inną wypowiedź z wywiadu z prof. Oręziak. Ta wypowiedź dotyczy trybu prowadzenia negocjacji TTIP. 

Nieuczciwość całego procesu polega m.in. na tym, że wielkie korporacje oddelegowały do jego obsługi setki tzw. konsultantów, którym zapewniono nieograniczony dostęp do dokumentów (...) Dostępu takiego nie uzyskali przedstawiciele państw oraz przedstawiciele strony społecznej (...) Podobnie zresztą wygląda sytuacja ze strony Stanów Zjednoczonych, gdzie na rzecz TTIP działają lobbyści wielkich korporacji i banków z Wall Street, natomiast interes społeczeństwa jest tak samo pominięty w negocjacjach.

Tu jest pies pogrzebany.

Sonda
Czy zwykły konsument powinien się interesować kwestią ISDS?
  • tak
  • nie
  • a co to jest?
wyniki  komentarze

Zawsze gdy w konsultacjach społecznych mówimy o "stronie społecznej", mamy na myśli nie tylko zwykłych obywateli albo wyborców czy konsumentów. Strona społeczna ma swoich ekspertów, obserwatorów, specjalistów, uczonych, tzw. organizacje watchdogowe (dziwne słowo, wiem). Ci ludzie mogą interesować się różnymi kwestiami, nawet wysoce specjalistycznymi. Niejeden ekspert ze strony społecznej będzie wykazywał lepsze zorientowanie w temacie niż niejeden europoseł, który w przyszłości będzie głosował w sprawie TTIP!

Dlatego właśnie politycy nie powinni mówić o stronie społecznej jak o bezrozumnym motłochu. Nie powinni mówić, czego ta strona nie rozumie albo co nie powinno jej interesować. Wskazana byłaby szczera dyskusja ze stroną społeczną, ale przy obecnym poziomie poufności w rozmowach TTIP jest to po prostu niemożliwe. Szkoda. 


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Czerwiec 2020»
PoWtŚrCzwPtSbNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930