Skromny nauczyciel angielskiego założył bazar w sieci. Został miliarderem

22-09-2014, 13:55

W internecie wszystko jest możliwe. Amerykańscy inwestorzy właśnie wykładają górę pieniędzy na udziały w największym internetowym bazarze - serwisie Alibaba.

Słyszeliście wcześniej o serwisie Alibaba? Z badań wykonanych na zlecenie agencji Reutersa wynika, że 88% Amerykanów nie słyszało nigdy o takiej firmie. Gemius podaje, że tylko 1% polskich internautów korzysta z serwisu Alibaba.com. Ale amerykańska giełda entuzjazmuje się tą firmą.

Chiński bazar, czyli biznes na dużą skalę

O co tyle hałasu? Zapewne o to, że Alibaba to największa firma kontrolująca kilka serwisów handlu online w Chinach (Alibaba, TaoBao, Tmall, aliexpress). Mimo wszelkich wątpliwości związanych z chińską gospodarką światowi inwestorzy zdają sobie sprawę z jej potęgi i potencjału. Nie kierują się ani rozpoznawalnością, ani „seksownością” danego rozwiązania, tylko liczą pieniądze, które mogą do nich przypłynąć dzięki rozwojowi e-handlu w Państwie Środka. 

A Alibaba, jak podaje agencja Reuters, trzyma w rękach 80% sprzedaży internetowej w Chinach. Przychody firmy w 2013 roku wyniosły 5,7 mld dolarów, a za jej pośrednictwem dokonano transakcji na kwotę 248 mld dolarów (więcej niż na platformach eBay i Amazon łącznie). W jednym z serwisów firmy - internetowym bazarze Taobao - działa ok. 7 mln sklepów. Kupić, jak to na bazarze, można niemal wszystko.

Alibaba

 

Zobacz, ile są warte chińskie produkty

Wokół Alibaby głośno zrobiło się po debiucie giełdowym na Wall Street, kiedy firmę wyceniono na 21,8 mld dolarów. Można było przeczytać o „największym debiucie w historii”, jeszcze raz poznać historię założyciela firmy Jacka Ma i dowiedzieć się, że ten „skromny nauczyciel angielskiego” jako pierwszy chiński przedsiębiorca pojawił się na okładce Forbesa i nazywany jest „chińskim Steve'em Jobsem”. Debiut Alibaby zestawiano m.in. z - raczej rozczarowującym - debiutem Facebooka i wyceną takich ikon, jak Walt Disney, Amazon, eBay czy Boeing.

To właśnie mało hałaśliwe, a spokojnie penetrujące światową gospodarkę chińskie spółki są bogatym kąskiem dla inwestorów, nawet jeśli wiedzą oni o tych firmach niewiele i muszą godzić się na - łagodnie mówiąc - nietypowe rozwiązania. Ponieważ chińskie prawo zabrania zagranicznym podmiotom nabywania udziałów w dużych i istotnych dla gospodarki firmach, inwestorzy kupią prawa do zysków, które wypłacane będą przez spółkę ulokowaną na Kajmanach. Do wzięcia są akcje zapewniające ok. 13% tak rozumianych udziałów. 8 mld dol. dostanie Yahoo, które miało nosa i dawno temu zainwestowało w Alibabę. Sam Jack Ma zachowa 9% udziałów (co uczyni go jednym z najbogatszych ludzi w Chinach). Największym udziałowcem pozostaje japoński Softbank (ponad 30%).

Jack Ma, AlibabaZ ziemi chińskiej do Polski

Alibaba nie jest przełomowy technologicznie - Jack Ma był nauczycielem angielskiego, a nie programistą-geekiem - ale dociera do wciąż rosnącej grupy użytkowników, którzy zostawiają w sklepach serwisu niemałe pieniądze. O ile biznes typu sieć społecznościowa nie jest stabilny (w Polsce boleśnie przekonały się o tym Grono czy Nasza-Klasa, zaś Facebook wciąż szuka pomysłu na model biznesowy), o tyle ludzie będą robić zakupy zawsze. W samych Chinach jest 302 mln kupujących przez sieć (niemal tyle, co mieszkańców USA), a przecież to dopiero ¼ całej populacji (1,3 mld ludzi). 

W Polsce Alibaba.com, czyli serwis B2B, obecny jest od 2008 roku. Serwis wszedł do naszego kraju jako „bezpieczny pośrednik” między firmami chińskimi a polskimi partnerami. W tym czasie miał już 25 mln klientów z 200 krajów. Przeznaczony był do handlu hurtowego, nie do zakupów konsumenckich. 

Taką rolę pełni nieco lepiej rozpoznawalny w Polsce serwis alliexpress. Działa na podobnej zasadzie jak typowe hipermarkety internetowe. Polscy kupujący chętnie dają się skusić rozmaitością produktów czy niską ceną, nawet jeśli na przesyłkę trzeba długo czekać. Ich obawy budzi natomiast pochodzenie niektórych produktów (np. rzekomo markowej odzieży), gdyż plagą chińskiego rynku są podróbki - towarów znanych marek, ale też samych firm chińskich.

aliexpress

Z takimi podrobionymi towarami kłopoty może mieć kupujący. Alibaba zapewnia, że walczy z tym procederem, inwestując ogromne kwoty, ale nawet pobieżny rzut oka na asortyment aliexpress upewnia, że nieprędko uda się przewalczyć ten chiński pomysł na biznes.

Polscy klienci aliexpress mają bardzo różne doświadczenia dotyczące jakości towarów czy uczciwości sprzedawców. Jednak wielu kupujących przyznaje, że w przypadku niezadowolenia z towaru można dość łatwo (choć zwykle niezbyt szybko) odzyskać pieniądze - chiński gigant dba o swoich klientów.


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy