Są przesłuchania i zabezpieczanie dysków - mówi pełnomocnik Anny Łuczak

07-07-2014, 14:39

Kancelaria wzywająca internautów do zapłaty 550 zł za udostępnianie filmów będzie prowadzić postępowania do końca - tak twierdził pełnomocnik Anny Łuczak w rozmowie z Dziennikiem Internautów. Prawnik mówi o przesłuchaniach policji i zabezpieczaniu dysków, ale odmawia podania informacji istotnych dla oceny działań kancelarii.

Dziennik Internautów wielokrotnie już pisał o działaniach kancelarii Anny Łuczak, która masowo rozsyła do internautów pisma z wezwaniem do zapłaty 550 zł za rzekome udostępnianie filmów. Niestety choć piszemy o tym od listopada, nie udało nam się nigdy porozmawiać z Anną Łuczak. Dostaliśmy od niej tylko jedną dziwną wiadomość e-mail, w której proszono nas o usunięcie jakichś informacji (nie wiadomo jakich). 

Dopiero w ubiegły piątek skontaktował się z nami adwokat, który przedstawił się jako pełnomocnik Anny Łuczak. Tym adwokatem był Artur Glass-Brudziński.

Muszę przyznać, że zdziwiło mnie, iż zawodowy adwokat - Anna Łuczak - potrzebuje innego adwokata do omawiania swoich działań z dziennikarzem. Niemniej Pan Glass-Brudziński odbył ze mną dwie dość długie rozmowy telefoniczne, wykazując się niemałą cierpliwością, muszę to przyznać.

Pewność co do sprawców naruszeń

Pytałem mecenasa Glass-Brudzińskiego m.in. o to, czy Anna Łuczak ma pewność co do tego, że każdy odbiorca jej pism jest tzw. piratem. Pan mecenas nie powiedział wprost, że takiej pewności nie ma. Skupiał się raczej na zapewnianiu, że... nic w życiu nie jest pewne albo nic nie jest absolutnie niemożliwe.

Poniżej fragmenty rozmowy.

DI: Czy Pani Łuczak ma pewność co do tego, że odbiorcy jej pism są winni naruszeń praw autorskich?

AGB: Ponownie, Pani mecenas ma pewność, że istnieje podejrzenie uprawdopodabniające możliwość złożenia wniosku o ściganiu w związku z podejrzeniem przestępstwa. Czyli pewności co do tego, że te osoby są piratami, nie ma. Pewność jest taka, że osoby, na które jest internet, na pewno udostępniały pliki (utwory) w internecie za pośrednictwem sieci Peer to Peer.

DI: A dlaczego nie powie Pan wprost, że nie ma takiej pewności (tzn. że te osoby są piratami - red.)?

AGB: Pewność (jest - red.) co do tego, że na danym IP przy pośrednictwie danego łącza internetowego o konkretnej godzinie z danego numer IP wychodziły sygnały związane z rozpowszechnianiem utworu. 

(...)

DI: No dobrze, to sformułuję pytanie inaczej. Czy jest absolutnie niemożliwe, że takie pismo (z wezwaniem do zapłaty - red.) dostanie osoba niezorientowana w temacie, która będzie wyraźnie wystraszona i po prostu zapłaci ze strachu?

AGB: Nic na świecie nie jest absolutnie niemożliwe.

DI: To, o czym mówię jest możliwe?

AGB: I nic nie jest absolutnie możliwe.

Jeśli uważnie przeczytacie ten fragment rozmowy, to zauważycie pewną niekonsekwencję w wypowiedziach Pana mecenasa. Raz ma on pewność, że pliki udostępniały osoby "na które jest internet" (teza wysoce dyskusyjna), innym razem ma pewność tylko co do łącza. Ta niekonsekwencja wynika - moim zdaniem - z nadmiernego kluczenia wokół najważniejszej sprawy. Powiedzmy wprost, że Pani Łuczak nie ma pewności co do tego, że odbiorcy pism są piratami. 

Postępowanie "do końca"

Pan Artur Glass-Brudziński przekonywał mnie w czasie naszych rozmów, że to, co robi Pani Anna Łuczak, nie jest typowym copyright trollingiem, bo - jego zdaniem - "copyright trolling (...) jest nastawiony na pozyskiwanie tylko i wyłącznie danych, a nie na prowadzenie postępowań karnych".

Osobiście nie zgadzam się tutaj z Panem mecenasem, bo znam przypadki copyright trollingu kończące się w sądzie niezłą farsą. Nie chodzi jednak o to, aby spierać się o definicję copyright trollingu. Skoro Pani Łuczak prowadzi sprawy "do końca", to na jakim etapie są jej najstarsze "projekty"? Oto co mówi Pan mecenas:

Na razie w postępowaniu jest nadal pierwszy projekt Pani mecenas czyli "Czarny czwartek", a osoby są przesłuchiwane. Z informacji telefonicznych od potencjalnych sprawców wiemy, że są wzywani przez policjantów i przesłuchiwani. Wiemy też również o tym, że w wielu przypadkach policja wraz z nakazem zabezpieczała dyski twarde i te dyski twarde prawdopodobnie zostaną przekazane biegłym z zakresu informatyki, którzy będą wypowiadali się na temat zawartości dysku twardego.

Ta informacja jest o tyle ciekawa, że może stanowić istotny sygnał dla prawdziwych piratów. Może po otrzymaniu pisma warto zmienić komputer, by zatrzeć dowody? Ja sam nikogo do tego nie namawiam. Po prostu zauważam, że jeśli kancelaria proponuje "mediacje" przed zakończeniem postępowania karnego, to istnieje ryzyko, że w niektórych przypadkach może to ułatwić uniknięcie odpowiedzialności karnej.

Próbowaliśmy też się dowiedzieć, czy opinia publiczna będzie mogła sprawdzić, czy Pani Łuczak faktycznie prowadzi sprawy "do końca". Otóż nie da się tego sprawdzić ze względu na poufność pewnych informacji.

DI: Do ilu osób trafiły pisma Pani Anny Łuczak?

AGB: Łączne do około kilku tysięcy osób.

DI: Mówimy o dwóch tysiącach czy o dziewięciu?

AGB: Prawdopodobnie około pięciu tysiącach.

DI: Ile osób wpłaciło?

AGB: To jest informacja poufna.

DI: Czyli trudno będzie opinii publicznej ocenić, czy wszystkie osoby, które nie wpłaciły, faktycznie potem były pozywane do sądu.

AGB: Prawdopodobnie tak, (...) Pan cały czas pyta o pozywanie, ale mówimy na razie o postępowaniu karnym. Rozpowszechnianie jest przestępstwem i jest ścigane karnie. A tak, jak mówiłem przy wcześniejszej rozmowie, Pani mecenas zobowiązana jest do tego, żeby doprowadzić postępowanie karne do końca.

DI: I nie będzie pozwu cywilnego do czasu, kiedy nie zostanie zakończone postępowanie karne?

AGB: Raczej do momentu zakończenia prawomocnie postępowania karnego pozwu w stosunku do osób nie będzie....

Kwestie techniczne

Pytałem Pana mecenasa o to, kto zbiera dane o rzekomych piratach, takie jak adresy IP. Niestety te kwestie objęte są tajemnicą. My możemy wiedzieć tyle, że dane będące w posiadaniu kancelarii Anny Łuczak to adresy IP, godzina i data, informacje o pliku oraz o programie, za pośrednictwem którego był rozpowszechniony utwór.

DI: I nic nie wiadomo na temat metody zbierania tych numerów (IP - red.)?

AGB: Wiadomo, ale jest to objęte tajemnicą umowną.

Konstrukcja pism

Pytałem Pana mecenasa m.in. o to, dlaczego pisma były rozsyłane listem zwykłym i dlaczego z czasem zmieniły swoją formę.

DI: Pisma, które rozsyła kancelaria Pani Anny Łuczak z tego, co mi wiadomo, są rozsyłane listem zwykłym, przynajmniej do niektórych osób.

AGB: No nie do końca jest to prawda. Była taka metodologia zastosowana w listopadzie, jeżeli dobrze pamiętam, była to pierwsza seria kilkudziesięciu bodajże listów. Cała reszta już szła listami poleconymi za pośrednictwem Poczty Polskiej, także 99% wezwań wyszło już za pośrednictwem Poczty Polskiej.

DI: W takim razie dlaczego w pierwszych pismach nie było dołączonego oświadczenia o byciu sprawcą, a później ono się pojawiło?

AGB: Dlatego, że Pani mecenas prawdopodobnie doszła do wniosku, że pewne rzeczy trzeba zmieniać w ramach prowadzonych postępowań.

Rady dla zastraszonych?

Pytałem również Pana mecenasa o to, jak powinny reagować osoby, które dostały pisma i nie wiedzą, o co chodzi. Otrzymałem bardzo ciekawe odpowiedzi. Pan mecenas zauważył m.in., że niektóre osoby zmieniają swoją wersję wydarzeń:

Zdarza się tak, że osoby, które dzwonią przyznają się w rozmowie telefonicznej z kancelarią mecenas Łuczak, że coś takiego zrobiły, te rozmowy są nagrywane, osoby są informowane o tym, że jeżeli nie wyrażają zgody na nagrywanie, mogą się rozłączyć, natomiast jeżeli wyrażają zgodę na nagrywanie, to takie przyznanie się do winy może być następnie skierowane do prokuratury i prokuratura będzie to oceniała

Nie wątpię oczywiście, że niektóre osoby winne mogą w pewnym momencie dojść do wniosku, że lepiej udawać niewinnych. Niemniej znam przypadki, gdy ludzie naprawdę mogli być niewinni. Co na to Pan mecenas? Jego zdaniem, jeśli jeden prawnik żąda od Ciebie pieniędzy, to... musisz iść do innego prawnika i też zapłacić.

DI: Zgodzi się Pan ze mną, że istnieje ryzyko, że te pisma trafią do osób, które po prostu nie będą wiedziały, dlaczego coś takiego dostały (...) Ja wiem o osobach, które nie mają takiej wiedzy komputerowej, żeby to określić, albo na przykład naruszenia mogła dokonać jakaś osoba młodsza z rodziny, a abonentem jest osoba starsza, która nie wie, o co chodzi.

AGB: W takiej sytuacji tak, jak powiedziałem, że jeżeli nie rozumieją wezwania, które naszym zdaniem jest napisane nie językiem prawniczym ale bardzo prostym, takim do zrozumienia, mają możliwość skorzystania jednego ze stu tysięcy czy nawet większych ilości prawników, w tym adwokatów, radców prawnych i prawników, żeby to wyjaśnili, mogą również zadzwonić do nas, żebyśmy my wyjaśnili. Telefonów od osób, które dostają wezwania jest bardzo dużo, staramy się odbierać wszystkie i tłumaczyć poszczególne aspekty, poszczególne akapity wezwania tak, żeby to było jasne.

(...)

DI: Ale przyzna Pan, że istnieje ryzyko, że pismo trafi do osoby całkowicie niezorientowanej, która się po prostu wystraszy?

AGB: Nie przyznam, bo pytanie jest zadane w sposób tendencyjny, mogę powiedzieć, że pismo jest po to i numery e-mail i telefonu są po to podane, żeby taka osoba zadzwoniła i się dowiedziała o szczegóły.

Co sądzić o tej radzie? Osobiście nie byłbym pewien, czy w przypadku pewności co do swojej niewinności warto "dzwonić i dowiadywać się" akurat w tej kancelarii, która ma interes w nakłonieniu kogoś do wpłaty 550 zł. Osobom, które nie czują się winne zarzucanych im czynów, Dziennik Internautów mimo wszystko sugeruje złożenie skargi na adwokata do Okręgowej Rady Adwokackiej.

Kwestie etyczne

Oczywiście spytaliśmy Pana mecenasa o podnoszone przez nas często kwestie etyczne. Najlepiej zacytujmy od razu fragment rozmowy.

DI: ...jest takie orzeczenie Wyższego Sądu Dyscyplinarnego z 2013 roku, że adwokatowi nie wolno ani ustnie, ani pisemnie uciekać się do groźby skierowania sprawy na drogę ścigania karnego i uzależniania podjęcia w tym celu działań do zachowań osób, do których się zwraca? Zdaniem WSD jest to forma szantażu.

AGB: Oczywiście, że tak, zgadzam się z tym orzeczeniem, natomiast nie mówimy, że jeżeli nie zapłacą te osoby, to będziemy wszczynali postępowanie, czy to Pani mecenas informuje o tym, że jest wszczęte postępowanie prowadzone przez daną prokuraturę i w związku z tym, że toczy się to postępowanie, proponuje takie rozwiązanie. Natomiast nie ma groźby wszczęcia postępowania, jest informacja o toczącym się postępowaniu.

(...)

DI: Czyli, wróćmy jeszcze do tego, od czego zaczęliśmy. Gdyby Pani Anna Łuczak groziła postępowaniem karnym, to byłoby to według Pana nieetyczne. Natomiast jeśli już uruchamia postępowanie karne i proponuje wycofanie wniosku, to jest w porządku?

AGB: Gdyby groziła wszczęciem postępowania karnego, to zgodnie z orzecznictwem sądów dyscyplinarnych mogłaby narazić się na odpowiedzialność etyczną. Jeżeli informuje o toczącym się postępowaniu i daje możliwość zawarcia ugody z właścicielem praw autorskich, to wychodzi naprzeciw tak naprawdę piratom internetowym.

(...)

DI: Ale Pan jest pewny, że to piraci?

AGB: Z tych informacji, które posiada Pani mecenas, posiada wystarczającą ilość danych do złożenia wniosku o podejrzenia popełnienia przestępstwa.

(...)

Tak naprawdę wszystkie podmioty, które mają informację o popełnianym przestępstwie albo o podejrzeniu o popełnieniu przestępstwa, są zobowiązane na mocy przepisów karnych do zawiadomienia o tym przestępstwie.

DI: Ale pani Łuczak nie tylko zawiadamia, tylko później uzyskuje dostęp do akt, wyciąga dane i wysyła pisemka do ludzi w rodzaju "zapłać 550 zł albo będą problemy".

AGB: Nie jest to tak sformułowane, jest to sformułowane zupełnie inaczej i z tych wezwań wynika tylko i wyłącznie możliwość dla sprawców szybszego zakończenia postępowania i ewentualnego doprowadzenia do tego, żeby zawrzeć ugodę.

Ostatecznie po tej rozmowie odniosłem wrażenie, że ja i Pan mecenas mamy dość odmienne poglądy o tym, co jest "etyczne", a co nie. W każdym razie możecie poznać jego opinię na ten temat, a my jako redakcja dostaliśmy zapewnienie, że w przyszłości łatwiej będzie nam uzyskać komentarz ze strony pełnomocnika Anny Łuczak. To z pewnością się przyda, bo wiele wskazuje na to, że jesteśmy dopiero u progu, a nie w środku zamieszania, jakie powodują i będą jeszcze powodować pisma rozsyłane do internautów.


Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać












  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Wrzesień 2017»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.