Raz w tygodniu obok Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt. Zrobotyzowane teleskopy nie są w stanie "wyłowić" wszystkich zagrożeń

28-09-2018, 22:35

Niebo jest obserwowane przez zrobotyzowane teleskopy, a cały proces obserwacji jest zautomatyzowany, mimo to raz na tydzień niedaleko Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt. Skutki uderzenia w naszą planetę części z nich mogłoby być katastrofalne. Okazuje się jednak, że wystarczy biała farba, byśmy nie musieli obawiać się zderzenia z kosmicznymi obiektami.

Planetoida Bennu za 117 lat może uderzyć w Ziemię. Istnieje na to szansa 1:2500, czyli w sumie niewielka, choć z drugiej strony faktycznie jest się czego bać. Planetoida ma 500 m średnicy i jest jak pocisk, kula armatnia. Planetoidy pędzą z prędkością od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów na sekundę. Przy takiej prędkości mogłaby zrobić kilkukilometrowy krater. Strach pomyśleć, coby się stało, gdyby uderzyła w miasto.

NASA j pracuje nad tym, jak zabezpieczyć się przed wielkimi obiektami kosmicznymi, które zmierzają w kierunku Ziemi. Jednym ze scenariuszy jest użycie głowic jądrowych, rodem z filmu „Armageddon”. Do zniszczenia asteroidy można byłoby też użyć Hammera, czyli 9-metrowego statku kosmicznego. Jest jednak znacznie prostszy sposób. Chodzi o pomalowanie asteroidy specjalną, białą farbą.

Wiemy, że światło jest niczym piłeczki pingpongowe. Fotony, które tworzą światło, nic nie ważą, ale mają ogromną prędkość i dużą energię. Stosując żagiel słoneczny do deorbitacji starych satelitów, wykorzystujemy światło słoneczne lub światło innej gwiazdy do napędu. Może on też posłużyć do odchylenia orbity planetoidy. 

Po pomalowaniu asteroida zmieniłaby właściwości termiczne. Pochłonęłaby więcej promieniowania i dzięki temu systematycznie zmieniała trajektorię lotu. Pokryć planetoidę farbą mógłby specjalny statek kosmiczny. Problemem jest jednak odpowiednio wczesne odkrycie planetoidy, która potencjalnie mogłaby nam zagrażać. 

Naukowcy śledzą niebo, ale nie są w stanie objąć go badaniami w 100%. To jest na razie niewykonalne i nie ma pewności, czy w przyszłości będzie. Mamy zrobotyzowane teleskopy, obserwacje są zautomatyzowane, ale raz w tygodniu jakiś obiekt, który potencjalnie zagraża planecie, albo niewielkie fragmenty komet, przelatują w odległości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy kilometrów od Ziemi.

Często zdarza się, że naukowcy dopiero po przelocie są w stanie zauważyć, że taki niebezpieczny obiekt znalazł się blisko Ziemi, co doprowadza niektórych do szału, bo to oczywiście niebezpieczne. Z drugiej strony, jeżeli mamy do czynienia z obiektem, który jest w stanie tak realnie nam zagrozić, czyli unicestwić życie na Ziemi albo przynajmniej unicestwić jedno miasto, takie obiekty są przeważnie duże i jesteśmy w stanie je odpowiednio wcześnie wykryć.

Wypowiedź: Mateusz Borkowicz, Centrum Nauki Kopernik dla Newseria


Źródło: materiał nadesłany do redakcji
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Październik 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031