| Imię: | ukryte, dostępne po zalogowaniu. |
| Wiek: | ukryty, dostępny po zalogowaniu. |
| E-mail: | ukryty, dostępny po zalogowaniu. |
| Moja strona: | ![]() |
Yoann Lemoine normalnie zajmuje się produkcją klipów video, ale jest też rewelacyjnymm muzykiem. Właśnie wydał swoją EP-kę, a jesienią ukaże się LP. Efekty jego pracy mogliście podziwiać w klipie Born to Die Lany Del Ray, ale to pikuś w porówniu z tymi dwiema perełkami.
Sal Khan, którego bardzo dobrze znamy w tradycyjny dla siebie sposób opowiada o tym w jaki sposób można realizować cyfrową edukację i dlaczego jest ważna. W trakcie kilkunastu minut swojej lekcji zawiera całe sedno kształcenia online, blended learningu i odwróconej klasy. Jest to idealny materiał dla wszystkich, którzy mają wątpliwości jak realizować założenia nowoczesnych projektów edukacyjnych. Myślę, że warto byłoby przetłumaczyć całość tego wykładu, bo fragment tłumaczący dlaczego warto realizować cyfryzację edukacji jest rewelacyjny.
Zdjęcie: CC-BY by jurvetson
Pryszczata Halina, bo taką miała ksywę ze studiów, krzyknęła z sąsiedniego pokoju:
- Marek! Biedrona napisał już na swojej stronie, że Twoje akcje polecą do 50 zł w ciągu kilku godzin! Może jeszcze jakby tak Wojtczak napisał... to może by i gazety łyknęły. Znowu byś był na okładkach. Mama by się ucieszyła.
- Przestaniesz paplać bez sensu - powiedział Cukrogórski nie odrywając się od ekranu, na którym ciągle próbował dojść tego, jak najlepiej skonfigurować ustawienia prywatności w swojej własnej sieci społecznościowej. Zrobił ją na studiach, tylko po to, żeby szybko przeglądać zdjęcia nowych studentek, a teraz jego Twarzobóg rozrósł się do rozmiarów, które zaczęły stwarzać problemy. Coś jakbyś kupił sobie chomika, a nagle w mieszkaniu zadomowiłby się waleń. Finał taki, że więcej mięsa, więcej gówna, frajda jednak mniejsza, bo sprzątać ciągle trzeba samemu.
- A tam bez sensu. Jak Ci mówiłam, żeby nie zamykać Twarzoboga przy okazji SOPA, to posłuchałeś i na dobre wyszło. No bo w końcu za każdym wielkim mężczyzną stoi wspaniała kobieta. Prawda? - kontynuowała swój wywód Halina licząc na natychmiastowe potwierdzenie swojej tezy.
- Dasz mi kobieto spokój? Weź może wyjdź z psem... - powiedział na odczepnego Marek.
- Ale o co Ci chodzi? Przecież ja tu o Twoje dobro dbam, żebyśmy mieli z czego się utrzymać, a nie że wejdziesz na tę giełdę i od razu stracimy połowę, bo Ty będziesz się ukrywał przed znajomymi znajomych i przez to ludzie nie będą wiedzieli o co mogą Cię zapytać. A poza tym to jest w ogóle bez sensu, że nie pojawiliśmy się jeszcze na Szczeniaczku, przecież za 2 dni będzie ślub i wesele, a tam cisza. Tylko ta Węgrzyńska z noża je. Grubaska jedna. A poza tym...
Marek wyłączył nasłuch swojej przyszłej żony i zaczął się zastanawiać nad szczegółami wejścia na giełdę. Bał się trochę, że już nie będzie mógł sobie tak dobrowolnie kupować fajnych aplikacji. Taka na przykład Sweetfocia była ostatnim wybrykiem. No ale nic. Trzeba w końcu spoważnieć i nie dać się zwariować. W końcu już niewiele mi brakuje, żeby być taki jak Stefan Gruszka.
Genis Carrera, mieszkający w Londynie, a pochodzący z Katalonii projektant, który zmierzył się z teoriami filozoficznymi. Jak na moje prostacko-chłopskie rozumienie kilku z nich nawet mu wyszło, a nawet jeśli nie to jest to ciekawa dawka inspiracji i połączenia idei z minimalistycznym obrazem.

Generalnie rzecz biorąc popieram inicjatywy polegające na tym, że firmy edukacyjne i wydawcy wchodzą w nowe media. Lubię jak prezentują swoje produkty kanałami, z których korzystam. Fajnie ogląda się człowieka z pasją opowiadającego o swojej pracy, a jeszcze fajniej jak ogląda się firmę z jej ludzkiej, a nie marketingowej strony. Niestety czasem wychodzi tak, że realizacja, pomysł i końcowy wygląd zdają się pochodzić z miejsca, które zaczyna się tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
akt 1
akt 2
Na nieszczęście dla WSiPu i innych, którzy mają zamiar w internecie umieścić wypowiadającego się "Pana Szefa", który opowiada o ofercie z wiarygodnością dążącą do zera, a samozachwytem zmierzającym do nieskończoności odsyłam do kilku ciekawych materiałów promocyjnych, które porywają swoją formą, a także treścią.
Jedni miażdżą kompletnie
Inni pokazują "prawdziwe" oblicze w jakiś taki przyjemny sposób, że aż chce się wierzyć. Pokazują końcowego odbiorcę, pokazują wydawców, zwykłych ludzi przy pracy i cały proces powstawania.
Inni pokazują swoje rozwiązania, także te najbardziej na czasie.
Można by tak bardzo długo wklejać ciekawe filmy i na nieszczęście dla naszych wydawców, wszystkie te materiały leżą na youtube tuż obok siebie.
Badania muzyczne polegają na tym, że ktoś przychodzi do radia i słuchając kilkunastu sekund danego kawałka decyduje - tak, chcę tego słuchać - nie, nie chcę tego słuchać. Wszystkie "taki", czy jak to się ładnie nazywa: "wyniki badań preferencji muzycznych" determinują później repertuar przedsiębiorstw radiowych, a także publicznych rozgłośni. Na szczęście bywa Trójka, jest internet, a sztuka i biznes ciągle chadzają innymi drogami.
Dziś oficjalnie-fejsbukowo wychodzę z szuflady i choć trochę się boję i czuję się jak golas to radość mnie wypełnia. Domowe melodie to projekt kilkunastu własnoręcznie nabazgranych i skomponowanych piosenek. W domu. Razem z płaczem, spalonym garnkiem, gorączką i dziurawą skarpetą. Nagrywam. Rejestruję ulotny fragment mojego życia. Po drodze pojawili się moi muzykanci najlepsi - Staszek i Kuba. I tak sobie klepiemy domowe bity.

Bardzo lubię produkty, które trafiając na rynek posiadają więcej niż cień wizji projektanta. Lubię kiedy cechy zewnątrzne produktu idą w parze z funkcjonalnością, a do tego obroniły się wszelkim biznesowym ograniczeniom. Kiedy zobaczyłem na twitterze, że Samsung chwali się nowym aparatem kompaktowym zechciałem go chcieć, no i dostałem. Za kilka dni kurier przyniósł pudełko, które od samego początku wydawało mi się stanowczo za małe, no ale co tam przecież musi robić zdjęcia.
Proste jak p... atrzenie
Otrzymanie aparatu wiązało się całkowicie przypadkowo z wyjazdem w kierunku południowych przyjaciół w celach nieczysto zawodowych, więc biały "maluch" wylądował w foto-torbie obok lustrzankowej "Martynki" (Sony Alpha), z którą nie rozstaję się w podróży, ale o niej innym razem.
Niestety każde pojawienie się w domu nowego sprzętu wywołuje wielkie zainteresowanie i natychmiastową chęć zaspokojenia dziecięcego głodu poznania, więc tuż po tym jak aparacik się naładował (przez USB z komputera), a telefon wypożyczył mu swoją kartę microSD w kadr zaczęły wpadać wszelkiego rodzaju kucyki Pony, książeczki, kredki i tym podobne zainteresowania trzylatki.
Miałem o tym nie wspominać, no bo przecież Samsung mógłby się obrazić, że zamiast poważnych testów, mierzenia, ważenia i testowania jakości zdjęć dałem go do zabawy dziecku. Dla mnie jest to jednak znaczący argument za tym, że ktoś go fajnie zaprojaktował i nadaje się do używania. Jest po prostu urządzeniem do robienia zdjęć, bez ustawiania, myślenia przełączania, ustawiania ISO, przesłony, czasu itd.

Jacy jesteśmy? Jacy jesteśmy kiedy nikt na nas nie patrzy. Tak zwyczajnie, nie na pokaz i od święta. Jesteśmy postkomunistyczni, prości, bez gustu, smaku, polotu. Jesteśmy bałaganiarzami i brudasami. Lubimy dobrze zjeść, napić się i nic nie robić. Idealnie pokazuje to w swoim albumie Happy Polish Namsa Leuba. Młoda fotografka pochodząca ze Szwajcarii córka Gwinejki idealnie ujęła obraz klasy średniej w Polsce. Ciekawość, wrażliwość na otoczenie i uwielbienie detalu tak dużo mówi o Polakach.

Ulubione w DIBrak ulubionych publikacji. |
| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |