| Imię: | ukryte, dostępne po zalogowaniu. |
| Wiek: | ukryty, dostępny po zalogowaniu. |
| E-mail: | ukryty, dostępny po zalogowaniu. |
| Moja strona: | ![]() |
Zawsze strasznie ciężko pisze mi się o EduCampie i to nie dlatego, że nie wiem co się będzie działo, ale raczej dlatego, że mam bardzo osobiste podejście. To trochę jak pisanie o sobie, no ale cóż... Spróbuję.
Otóż kiedy osiągnie się pewien wiek, kształtuje się ego. Niestety naturalna chęć do próbowania, popełniania błędów i swobodnego rozmyślania jest odgórnie niszczona - ograniczana i wtłaczana w standardowe ramy szkoły. To jakby krępowanie szarych komórek, jak starochińskie wiązanie stóp żeby nie rosły. Wiem, że to straszne, ale chyba nie ma w tym zbytniej przesady.
Autorem raportu jest Emanuel Kulczycki, Raport: Uczelnie wyższe w mediach społecznościowych, „Warsztat badacza komunikacji”. (Liencja CC BY NC ND)
Przygotowałem raport dotyczący wykorzystania mediów społecznościowych przez polskie uczelnie wyższe – dotyczy tylko publicznych uczelni akademickich (wymienionych w spisie MNiSW). Celem tworzenia raportu było ocenienie jak uczelnie wyższe radzą sobie w social media. Dane zostały zebrane 8 lutego 2012 r., a sposób ich zbierania został ustalony następująco: na podstawie listy jednostek zamieszczonej na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego odwiedzałem każdą stronę uczelni (ale tylko i wyłącznie stronę główną). Na tej stronie poszukiwałem linków do serwisów społecznościowych – to zadanie jest stosunkowo proste, gdyż znaki serwisów społecznościowych są używane najczęściej zgodnie z przeznaczeniem (tzn. nie ma jakichś przeróbek uniemożliwiających ich rozpoznanie). (Pobierz infografikę)

| Uczelnia | Adres profilu | Obserwujący | Data ostatniego tweetu |
| Politechnika Śląska (Gliwice) | https://twitter.com/#!/Politechnika | 270 | 8.02.2012 |
| Uniwersytet Łódzki | https://twitter.com/#!/unilodz | 254 | 8.02.2012 |
| Szkoła Główna Handlowa w Warszawie | https://twitter.com/#!/rzeczownik | 250 | 7.02.2012 |
| Uniwersytet Śląski w Katowicach | https://twitter.com/#!/USinKatowice | 217 | 8.02.2012 |
| Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie | https://twitter.com/#!/UKSW1999 | 50 | brak tweetów |
| Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu | https://twitter.com/#!/uewp | 39 | 25.03.2011 |
| Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu | https://twitter.com/#!/UMK_Torun | 33 | 8.02.2012 |
| Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie | https://twitter.com/#!/ChATWWW | 7 | 18.04.2011 |
| Uczelnia | Adres |
| Uniwersytet Łódzki | http://www.flickr.com/photos/promocja_ul/collections/ |
Akcja społeczna „Wolni pisarze. Wolne pisarki” ma na celu zachęcenie społeczeństwa do czytania w Internecie utworów dostępnych w domenie publicznej. Witkacy słucha Zakopower, a Kafka ogląda Twin Peaks. "Próbujemy przełamać ten stereotyp, zanurzając pisarzy i pisarki we współczesnym świecie. Wolna kultura jest popkulturą, bo jest pop(ularna); każdy ma do niej dostęp, może ją przetwarzać, remiksować, wykorzystywać. To, że podręczniki języka polskiego nie pokażą Konopnickiej z gumą balonową lub Gogola na deskorolce nie oznacza, że nie istnieje ich alternatywna wersja. - mówi Kamila Kozyro.
O co chodzi ?
"Postulujemy darmowy i wolny dostęp do dóbr dziedzictwa kulturowego. Autorów w domenie publicznej czytajmy tylko w Internecie!" - mówią twórcy.
Piotr Peszko: Wolni pisarze. Wolne pisarki, to projekt, w którym chodzi o...
Kamila Kozyro: E-czytanie. Opowiadamy się za tym, by autorów i autorki dostępne w domenie publicznej czytać tylko w Internecie, postulujemy darmowy i wolny dostęp do dóbr dziedzictwa kulturowego, promujemy edukację e-czytelniczą.Projekt ma świetny design. Urzekły mnie portrety pisarzy i pisarek. Kto je tworzył ?
Młodzi i zdolni (ich imiona i nazwiska zamieszczone są pod pracami na naszej stronie internetowej). Zasadą projektu jest promowanie artystów, którzy dopiero zaczynają swoją graficzną karierę. Każdy portret pisarza lub pisarki powierzany jest innej osobie, dzięki temu zachowujemy wizualną atrakcyjność. Dodatkowo aura randkowości i flirtu oraz uwspółcześnienie tych gigantów literatury, którzy nie żyją od dziesiątek lat, sprawia, że grafiki są miłe dla oka.
Prawda. Obecnie pracujemy nad rozbudowaniem strony, która jest raczkującym dzieckiem naszego projektu. Na podstawie wykorzystywanych i zamieszczanych na stronie fanowskiej na FB linków i treści, stworzymy pełną listę miejsc w sieci, gdzie będzie można czytać autorów i autorki z domeny publicznej.Witkacy słucha Zakopower, a Kafka ogląda Twin Peaks - skąd pomysł na włożenie wolnej kultury w popkulturę i mocne nią wstrząśnięcie?
Materiał, w którym rzeźbimy to domena publiczna (czyli taki zbiór utworów, które nie podlegają już ochronie prawnej i stają się własnością publiczną) - trafia do niej twórczość autorów, od których śmierci minęło przynajmniej 70 lat. Nierzadko są to mało atrakcyjne postaci literackie i podniety lekturowe. Próbujemy przełamać ten stereotyp, zanurzając pisarzy i pisarki we współczesnym świecie. Wolna kultura jest popkulturą, bo jest pop(ularna); każdy ma do niej dostęp, może ją przetwarzać, remiksować, wykorzystywać. To, że podręczniki języka polskiego nie pokażą Konopnickiej z gumą balonową lub Gogola na deskorolce nie oznacza, że nie istnieje ich alternatywna wersja.Macie jakieś plany na przyszłość, czy to jednorazowa akcja?
Zdecydowanie nie jednorazowa. Akcja będzie obchodzić w marcu swoją rocznicę i oczywiście słodką tajemnicą jest, jakie rozrywki szykujemy dla swoich fanów, fanek oraz czytelników i czytelniczek. Obiecuję, że nie znikniemy ze sceny Internetu.
Czasami myślę sobie, że to strasznie fajnie, że działam w edukacji. To jest idealne miejsce dla ludzi z ADHD, bo dzieje się tyle, że nawet przy moim poziomie nadpobudliwości nie jestem w stanie ogarnąć prędkości reform. Stoję z boku, obserwuję i boję się, że za kilkanaście lat do szkoły pójdzie moje dziecko. Ostatnio na przykład obiła mi się o uszy informacja, że licea, które już występują w skróconej wersji będą teraz jeszcze fajniejsze i bardziej specjalizowane. Zgodnie z moją wizją, niektóre będą nawet mogły kształcić Paladynów - takich pół rycerzy, pół księży.
Hajże na licea!
Okazuje się, że w 2012 wejdzie w życie kolejna reforma liceów, która wg Gazety Prawnej polegać ma na tym, że
... ostro tnie godziny przedmiotów na poziomie podstawowym. Znika 90 godzin historii, 60 języka polskiego i 120 przedmiotów ścisłych...a oprócz tego
Kto zdecyduje się (na przykład) na profil humanistyczny, z prawami Newtona będzie miał ostatni raz styczność w wieku gimnazjalnym. Wiedzę fizyczną zastąpią takie bloki, jak: zdrowie i uroda, śmiech i płacz czy woda – cud natury.Oczywiście nie wiem, ile w tym prawdy i czy faktycznie tak ma wyglądać reforma, czy może zupełnie inaczej. Niemniej jednak taka informacja trafiła do opinii publicznej i będzie kolejnym przyczynkiem do narzekania na nauczycieli i tak zwany system.
<Dami> U nas też powstają nowe profileTrzeba tylko rozszerzyć religię i dodać trochę godzin WF-u, pozwolić na przynoszenie swoich laptopów do szkoły, ewentualnie zagospodarować nauczycieli zawodowych ze szkół odzieżowych i voila - Gildia Paladynów. Myślę, że tak przemianowane liceum miałoby spore wzięcie, zwłaszcza wśród fanów fantasy i RPG-ów.
<Alik> Moze WF / Religia ? Będą szkolić paladynów.
Tworzenie e-learningu przy pomocy narzędzi autorskich jest stosunkowo proste. Wielu dostawców szkoleń online decyduje się na któreś z dostępnych narzędzi. Niestety, każde z nich ma jakieś ograniczenia, i w końcu okazuje się, że trzeba stworzyć własne rozwiązanie, które będzie takie jak chcemy.
W moim przypadku było dokładnie tak samo. Chciałem mieć narzędzie, które będzie w pełni konfigurowalne, niezależne od narzędzi zewnętrznych i takie jak chcę, czyli z minimalną ilością przycisków i maksymalnie proste.
Czym jest Player2edu?
Player2edu to autorskie narzędzie, które wczytuje oraz interpretuje zawartość poszczególnych ekranów oraz wyświetla je w ustalonym, zaprojektowanym na potrzeby danego projektu interfejsie. Aplikacja ta odpowiedzialna jest za prezentowanie wszelkich treści edukacyjnych, zadań, testów oraz formularzy ewaluacyjnych.
Niecałe 2 lata temu pisałem o tym, że HTML5 i CSS3 są jeszcze na tyle mało popularne, że raczej nie mogą zagrozić Flashowi. Jednak 2 lata to dla technologii szmat czasu i dzisiaj firmy tworzące materiały szkoleniowe powinny już myśleć o HTML5, i to nie tylko w kategorii ciekawostki, ale bardzo poważnego narzędzia. A jeśli lubicie pogrzebać w kodzie i mieć pełną kontrolę nad tym, jak wygląda wasz kurs online albo prezentacja, proponuję zerknąć na ciekawy projekt impress.js.
Zamiast Prezi
Oparty w całości na HTML5 projekt impress.js może posłużyć jako silnik do stworzenia prezentacji, a jednocześnie jako ciekawa baza do przygotowania e-learningowego playera do szkoleń. Moim zdaniem wygląda całkiem efektownie. Zwłaszcza w postaci przygotowanej przez autora na potrzeby konferencji.
Oczywiście demo nie pokazuje wszystkich możliwości stworzonego skryptu, bo ograniczeniem są w zasadzie jedynie nasze umiejętności i wyobraźnia. Niestety co do tych pierwszych, to musimy umieć kodować w HTML-u, ale w zasadzie na bardzo podstawowym poziomie.
Potencjał
Fakt, że taki projekt powstał, pokazuje, że już za chwileczkę, już za minutkę będziemy mieli e-learning w HTML5, czas więc pomyśleć o schematach migracji. Zwłaszcza, że Adobe też przygotowuje narzędzia, które pozwolą tworzyć projekty oparte o HTML5 i JavaScript podobnie jak dzisiejszy Flash i ActionScript.
Co do licencji, to impress.js objęty jest licencją MIT, więc szału nie ma - ale zawsze jest za darmo i można coś podpatrzeć.
Już od dawna jesteśmy świadkami elektronicznej rewolucji, która co rusz zwiększa swoje tempo. Od dziesięciu lat mówi się nawet o pokoleniu cyfrowych tubylców (digital natives) – ludzi rozwijających się w otoczeniu i bezpośrednim kontakcie ze współczesnymi technologiami informatycznymi.
Ich sposób myślenia, cechy psychofizyczne i „naturalne” uzdolnienia zdecydowanie odbiegają od tego, co jest przyjęte za normę i stanowi punkt wyjścia dla obecnie obowiązujących modeli nauczania. Świat zmierza w określonym kierunku i młode umysły (chcąc – nie chcąc) podążają w tą samą stronę.
Siemens i Downes
Już samo to pokazuje, jak ważne jest właściwe przygotowanie nauczyciela i dostosowanie nauczanych treści do ucznia, jego preferencji i możliwości. Odpowiedzią na te zjawiska jest właśnie konektywizm – kolejna z teorii tłumaczących, jak się uczymy. W 2005 roku opracowało ją dwóch kanadyjskich badaczy: George Siemens i Stephen Downes. Podstawy konektywizmu wynikają z prostego założenia – zasób wiedzy ludzkości podwaja się co kilka lat i nie ma najmniejszego sensu nawet próbować uczyć się tego wszystkiego. Jedynym rozwiązaniem jest nauczanie wyszukiwania informacji i skutecznego nimi operowania.
Nacisk kładzie się więc na odnajdywanie rozwiązania problemu, krytyczne analizowanie wyszukanych danych i „bycie połączonym” (jak wskazuje nazwa tej metody; oznacza to nie tylko dostęp do Internetu, lecz także bycie częścią grupy i współpraca z nią i w jej obrębie).
A wszystko to z wykorzystaniem najnowszych zdobyczy technologii.
Teoria na teraz
Doskonale sprawdza się to we współczesnym świecie, gdy szybko potrzebujemy znaleźć prawidłową odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Nie musimy być specjalistami, by móc łatwo skorzystać ze specjalistycznej wiedzy. Wystarczy wiedzieć, czego szukać, gdzie tego szukać i jak tego szukać oraz jak ocenić rzetelność uzyskanej informacji. Tym sposobem dochodzimy do największej trudności tego podejścia – samo w sobie nie zapewnia ono sukcesu. Bo gdy pozbawieni zostaniemy dostępu do źródeł danych, to nie jesteśmy w stanie w żaden sposób rozwiązać stojącego przed nami wyzwania. Pół biedy, jeśli opieramy się na wiedzy książkowej i mamy pokaźną biblioteczkę, do której można łatwo sięgnąć. Gorzej, gdy wszystko mamy pod postacią elektroniczną i nagle odczuwamy skutki awarii zasilania.
Na szczęście również twórcy zdawali sobie sprawę z tego problemu i sami zaproponowali, by konektywizm traktować jako narzędzie dodatkowe, pozwalające łatwo zarządzać specyficznymi zakresami wiedzy i umiejętności. Takie zdroworozsądkowe podejście jest zdecydowanie najlepsze, bo o ile nie ma sensu uczyć się na pamięć np. całego układu okresowego pierwiastków ze wszystkimi wartościami dla każdego z nich, to na przykład podstawowe informacje o cząsteczce wody posiadać po prostu wypada i przystoi.
Jak widać, skuteczność tej metody w dużej mierze zależy od samodzielności i solidnego zasobu wiedzy podstawowej, które pozwalają swobodnie poruszać się w niezmierzonym gąszczu informacji, jaki nas otacza.
Drogi Panie Profesorze, z całym szacunkiem do Pańskiego dorobku naukowego, sławy i chwały pozwolę sobie na krótkie ustosunkowanie się do Pańskiego artykułu. Z ogromną przykrością stwierdzam, że artykuł prezentuje dość krótkowzroczne spojrzenie, nie wychodzące poza skostniałe schematy. Cały artykuł jest jakby próbą wpasowania aktualnego młodego świata do drewnianych szufladek katalogowych XVIII-wiecznej biblioteki.
Przyznam szczerze, że artykuł mnie zagotował, głównie dlatego, że jeśli widzę na łamach dowolnej gazety artykuł napisany przez profesora, to chciałbym, żeby autor nieco się wysilił. Żeby może dał do przeczytania komuś tekst, zanim pojawi się on w gazecie, podjął konsultacje. Niestety, w tym przypadku jest zupełnie inaczej, chociaż może to tylko moje wrażenie.
Użytkownicy internetów
Niemniej jednak swoją polemikę z pełną treścią artykułu zacznę od podziękowania za zaszufladkowanie. Otóż pisze Pan, że ludzie w internecie dzielą się na 3 grupy.
Pierwsza grupa to pracujący w e-biznesie. Ci mają dobrze - klikają i za to im płacą, często nieźle. Kocham tę robotę - można od nich usłyszeć. Druga grupa to pracujący poza e-biznesem. Ci klikają po pracy. Dla nich klikanie to rozrywka, lepsza niż inne. Wreszcie trzecia grupa to bezrobotni, najczęściej z tytułem magistra. Dla nich klikanie to substytut życia.
W realu są gorsi, w Internecie są równi albo wirtualnie lepsi - mają więcej odsłon, więcej wpisów, zbierają więcej punktów za klikanie. Jest tylko jeden warunek - klikanie musi być za darmo. Musi być za darmo, bo oni są bezrobotni i nie mają pieniędzy na własne utrzymanie, a co dopiero na klikanie.
I tu tkwi pułapka internetowa na młodych ludzi. Są wykształceni, mają tytuł magistra, mają wiedzę, po to studiowali, aby sprzedawać tę nabytą wiedzę w formie produktów i usług cyfrowych i z tak zarobionych pieniędzy żyć. Dostaną te - należne im - pieniądze, jeśli treści w Internecie będą płatne, bo dzisiaj główną platformą dystrybucji wiedzy i twórczości jest internet. Ale oni tego nie chcą - chcą, aby treści w Internecie były za darmo, bo oni nie mają na nie pieniędzy. Tylko że tak się nie da. Nie można jednocześnie chcieć zarabiać na sprzedaży własnej wiedzy i twórczości przez Internet, i chcieć, aby cudza wiedza i twórczość były za darmo. To jest sprzeczne!
Jesteśmy na dobrej drodze do zbudowania w Polsce społeczeństwa wiedzy, przynajmniej nominalnie. Studiuje ponad połowa młodego pokolenia, mamy dwa miliony studentów, więc za chwilę będziemy mieć miliony absolwentów. To bardzo pozytywne zjawisko, jest tylko jedno "ale" - nie zbudowaliśmy w Polsce gospodarki opartej na wiedzy, która wykształconym ludziom dałaby pracę opartą na wiedzy zgodną z ich aspiracjami.
Na tych 500 tys. nauczycieli przypada 200 tys. studentów kształcących się na nauczycieli, nie wspominając o absolwentach kierunków pedagogicznych z wcześniejszych lat. (...) Gołym okiem widać, że nie będzie dla nich miejsca na rynku pracy, więc albo podejmą pracę niezgodną z ich wykształceniem, często poniżej ich ambicji i aspiracji zawodowych, albo zasilą szeregi klikających bezrobotnych.
Piąty już EduCamp zbliża się wielkimi krokami. Tym razem wybieramy się do Wrocławia, gdzie bardzo fajny zespół funenglish.pl ciężko pracuje, żeby było rewelacyjnie. Ponieważ nie lubię się powtarzać, zapraszam na stronę http://wroclaw.educamp.pl oraz do przeczytania wywiadu ma Mam Startup, którego fragment zamieszczam poniżej.
Czym będzie EduCamp School Wrocław 2012?
Ciężko mi zdefiniować, czym będzie najbliższy, bo w każdym z tych spotkań jest mnóstwo spontaniczności, a to przekłada się na to, jak jest. Na 100% będzie mnóstwo inspiracji. Myślę też, że taka impreza otwiera oczy na nowe rzeczy. Branża edukacyjna w Polsce nie miała do tej pory takiego swojego miejsca, gdzie bez spięcia i zadęcia, bez kwiatów i krawatów można pogadać o tym, jak faktycznie jest. Nowe media, branża interaktywna, mają mnóstwo takich spotkań - nowoczesna edukacja zamykała się na formalnych spotkaniach branży albo na sztywkach uczelnianych. Nie umniejszając ich wartości, były, a w zasadzie ciągle są dość hermetyczne. EduCamp w różnych swoich odcieniach ma być otwarty, nieformalny i spontaniczny.
Fakt jest taki, że szkoła mało nas interesuje, jeśli do niej nie chodzimy, albo nie chodzą do niej nasze dzieci. Z mojego egoistycznego podejścia mogę powiedzieć, że chciałbym, aby coś zmieniło się, zanim moja córka pójdzie do szkoły. Liczę na to, że jej nauczyciele będą zarażeni pasją uczenia, tak jak ci, których spotykam na konferencjach. Jeśli chodzi o polskie szkoły, to niestety mają niesamowicie wysoką inercję i bardzo silne hamulce, a jednocześnie bardzo się od siebie różnią. Na szczęście widać powolne zmiany. Znajdują się zapaleńcy, tacy jak na przykład Łukasz Rumiński, nauczyciel angielskiego, który sam zrobił interaktywną tablicę, czyli odpowiednik Microsoft Surface. Ostatnio widziałem wideo dotyczące baroku, które zostało wyprodukowane w After Effects. Taka trochę videoinfografika - 10 minut konkretu, który odpowiada jednej lekcji.
Ulubione w DIBrak ulubionych publikacji. |
| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |