Poproś Facebooka, to zablokuje konkurencję

29-04-2011, 12:37

Facebook zablokował ostatnio wiele stron, reagując na doniesienia o naruszeniu praw autorskich. Jakość tych doniesień nie była należycie sprawdzana i dlatego ucierpiało wiele niewinnych podmiotów, m.in. blogi technologiczne. Facebook dostrzega problem, ale trudno nie mówić o wpadce.

Prowadzenie strony na Facebooku może wydawać się zabawne, dopóki serwis nie podejmie arbitralnej decyzji o jej zablokowaniu. Przekonał się o tym m.in. serwis Ars Technica, którego strona na Facebooku została usunięta nagle, bez ostrzeżenia i bez podania przyczyn. Można o tym poczytać oczywiście w Ars Technica, w tekście pt. Facebook shoots first, ignores questions later; account lock-out attack works.

Ken Fisher z Ars Technica pisze, że powodem blokady był całkowicie dziurawy system zgłaszania naruszeń na Facebooku. Wygląda na to, że Facebook w ogóle nie sprawdza, kto zgłasza naruszenia i czy ma do tego podstawy. Co gorsze, reakcją serwisu na zgłoszenie naruszenia jest natychmiastowa blokada, a przecież strona naruszająca zasady powinna mieć możliwość przesłania bezpośredniej odpowiedzi na zarzuty. 

Jeśli sprawę zbada się głębiej, to okaże się, że z tego samego powodu ucierpiały serwisy Neowin i Redmond Pie. Z relacji Redmond Pie dowiadujemy się, że powodem blokady było naruszenie znaku towarowego "Redmond Pie". Przy zgłoszeniu naruszenia Facebook nie prosił o żadną dokumentację. Wystarczy podać dane wymagane w formularzu Notice of Intellectual Property Infringement, tj. imię i nazwisko, dane kontaktowe, krótki opis naruszenia i URL strony rzekomo dokonującej naruszenia.

Serwis Redmond Pie dysponuje zarejestrowanym znakiem towarowym, więc posłużył się dokumentacją, aby cofnąć blokadę. Co na to Facebook? Jego przedstawiciele stwierdzili, że "nie są w pozycji odpowiedniej do rozstrzygania sporów między stronami trzecimi" oraz zasugerowali kontakt z prawnikiem (zob. Redmond Pie’s Facebook Page Taken Down On Bogus Complaint). 

W przypadku Redmond Pie ciekawe było jeszcze to, że po zablokowaniu oryginalnej strony natychmiast pojawiła się fałszywa. Od tego momentu można było mówić, że Facebook szkodził posiadaczowi znaku towarowego.

Wiele z zablokowanych stron już działa. Facebook wydał natomiast oświadczenie, z którego wynika, że sprawdził ostatnie przypadki rzekomych naruszeń własności intelektualnej i chce przeprosić za "niedogodności". Facebook zapewnia też, że sporo zainwestował w ekipy i narzędzia odpowiedzialne za obsługę zgłoszeń o naruszeniach. Dzięki nim wiele fałszywych zgłoszeń ma być odrzucanych, ale oczywiście "żaden system nie jest doskonały".

Nie wszyscy wierzą w ten system Facebooka. Jeśli prześledzimy historie zablokowanych stron, to zauważymy, że poszkodowani użytkownicy ciągle stykali się z automatycznymi (lub szablonowymi) odpowiedziami i odsyłaniem do stron pomocy. Z wiadomości tych wynika, że nadawca nie miał pojęcia o szczegółach sprawy i nic nie wie o osobach zamieszanych w spór.

Oczywiście Ars Technica lub Redmond Pie mogły nagłośnić sprawę i zapewne łatwiej im o prawnika niż "zwykłemu internaucie". Facebook ma jednak wielu użytkowników, którzy po zablokowaniu strony po prostu opuszczą ręce i dadzą sobie spokój z dochodzeniem swoich praw.

To po raz kolejny odsłania wadę Facebooka, jaką jest powierzanie tworzonych przez siebie treści jednemu podmiotowi i odrywanie ich od reszty internetu.


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy