Policja wciąż przesłuchuje w sprawie udostępniania filmu "Drogówka"... przed trzema laty

, 01-03-2017, 10:20

W roku 2013 internauci dostawali pisma z wezwaniami do zapłaty za rzekome udostępnianie "Drogówki". Niektórzy zignorowali pisma i teraz są wzywani na przesłuchania, ale to wcale nie oznacza, że zostaną niechybnie ukarani.

Policja wciąż prowadzi przesłuchania w sprawie udostępniania w internecie filmu "Drogówka". Ta informacja nie wydawałaby się bardzo interesująca gdyby nie trzy istotne okoliczności.

  1. Policja wciąż przesłuchuje w sprawie udostępniania filmu w 2013 roku(!).
  2. Osoby teraz przesłuchiwane wcześniej otrzymywały wezwania do zapłaty od kancelarii adwokackiej reprezentującej posiadacza praw do filmu. Wysyłka pism była kontrowersyjna z powodu ich brzmienia oraz z powodu instrumentalnego wykorzystania organów ścigania do pozyskania danych osobowych.
  3. Policja najwyraźniej ma świadomość, że postępowanie przeciwko "piratom" zostało uruchomione w celu wykorzystania organów ścigania do pozyskania danych osobowych.

Obecnie przesłuchania prowadzone są m.in. w Kielcach. Dowiedzieliśmy się, że na jednym z posterunków przesłuchania objęły ponad 100 osób. Niektóre z tych osób twierdzą, że nigdy nie widziały filmu "Drogówka" i nawet nie mają najmniejszego zamiaru go oglądać. Niemniej te osoby spodziewały się przesłuchania w związku ze wspomnianymi wyżej pismami od adwokata.

Rozmowy są "nawet miłe"

Z relacji osób przesłuchiwanych wynika, że same rozmowy z policjantami są krótkie, raczej miłe i policjanci mają pełną świadomość, że osoby przesłuchiwane nie musiały zrobić nic złego.

Na marginesie warto dodać, że także Prokuratura Krajowa jest świadoma problemu tzw. copyright trollingu i uruchamiania postępowań karnych tylko w celu uzyskania danych osobowych.

Nie jest to pierwszy raz, gdy policja podejmuje jakieś działania w związku z udostępnianiem filmu "Drogówka". Zasadniczo sprawę prowadzi prokuratura w Pruszkowie. Aby zrozumieć pełne znaczenie tych przesłuchań trzeba przypomnieć wydarzenia z przeszłości. 

Tło historyczne

W roku 2014 roku setki ludzi dostały pisma z kancelarii adw. Anny Ł.. Część z tych pism dotyczyło właśnie filmu "Drogówka". Pisma z kancelarii były propozycją ugody, oczywiście za opłatą. Powoływały się one na postępowanie prowadzone właśnie w Pruszkowie. Później wysyłaniem podobnych pism zajął się adwokat Artur G.. Sprawa była głęboko kontrowersyjna i szeroko opisywana w kontekście tzw. copyright trollingu. Media ochrzciły ją jako "Obławę na internautów" gdyż część pism dotyczyła filmu "Obława". 

W roku 2016 policja w Częstochowie zatrzymała przynajmniej 25 komputerów. Z naszych informacji wynika, że osoby odwiedzone przez policję wcześniej dostały pisma z wezwaniami do zapłaty. Częstochowska Wyborcza wspominała wówczas, że prokuratura w Częstochowie dostała adresy IP rzekomych piratów od prokuratury w Pruszkowie. Co więcej, zatrzymań dokonano 2 lata po rzekomym udostępnianiu filmu, a prokurator z Częstochowy nie zasięgnął opinii biegłego w kwestii metody namierzania piratów

Były zatrzymania sprzętu, ale...

W grudniu 2016 Dziennik Internautów dowiedział się, że wśród komputerów zatrzymanych w Częstochowie były takie, na których nie znaleziono dowodów piractwa. Część internautów mogła ucierpieć całkiem bez powodu bo odebranie sprzętu na długi czas nie jest bezbolesne. 

Zobacz także:

Prawo karne

Piąte wydanie zostało uzupełnione o najnowszą literaturę przedmiotu. Uwzględnia również najnowsze zmiany Kodeksu karnego wchodzące w życie 1 lipca 2015 r..*

Paradoks copyright trollingu

Nieznalezienie dowodów piractwa może wynikać z wielu rzeczy. Przy namierzaniu piratów zdarzają się liczne pomyłki, a nawet jeśli namierzono właściwe adresy IP to same adresy nie identyfikują osób.

Nawet gdyby właściwie namierzono "pirata" to ten pirat mógł zmienić komputer zanim przyszła do niego policja. Taką "ucieczkę" mógł ułatwić sam adwokat występujący w imieniu posiadaczy praw autorskich. Rozsyłał on pisma z wezwaniami do zapłaty na wczesnym etapie postępowania, więc mógł ostrzec ludzi przed działaniem organów ścigania. To fascynujący paradoks copyright trollingu - chęć szybkiego wzbogacenia się na "ugodach" jest tak duża, że pełnomocnik pokrzywdzonego szkodzi postępowaniu karnemu byle tylko móc wcześnie postraszyć i uzyskać wpłatę.

Niezależnie od tego wszystkiego trzeba odnotować, że wśród osób otrzymujących niegdyś wezwania do zapłaty niemało było tych, które te wezwania zignorowały. Teraz te osoby są wzywane na przesłuchanie, ale najwyraźniej nic ponadto im nie grozi. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu adwokat zaangażowany do wysyłania pism przekonywał, że kara jest nieunikniona a dowody winy są niezbite. Chyba się mylił. Przeciwko temu samemu adwokatowi ciągle toczy się dochodzenie dyscyplinarne.

--

Kontakt do autora: mmaj@di24.pl

Czytaj także: Prawnik od "obławy na internautów" usłyszał zarzuty od rzecznika dyscyplinarnego


Komentuj na Facebooku
Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać








  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.