Piractwo: Cyfrowy Polsat stracił 4 mln, UE straciła setki milionów euro. Jak działa "matematyka prawnoautorska"?

07-12-2016, 15:29

Antypirackie raporty o milionowych stratach są coraz "lepsze". Zamiast prymitywnych wyliczeń stosuje się coraz bardziej złożone modele "utraconej sprzedaży". Niestety to wcale nie oznacza, że raporty oddają rzeczywistość.

Osoby uważnie śledzące media mogły się natknąć na kolejne doniesienia o miliardowych i/lub milionowych stratach z powodu piractwa. Serwis Wirtualne Media donosi, że Cyfrowy Polsat miał stracić ok. 4 mln złotych z powodu nielegalnych streamów na Facebooku. Tymczasem Wyborcza donosi, że piractwo i sprzedaż podróbek przynosi 83 mld euro strat w Unii Europejskiej

Dawniej tego typu straty wyliczano bardzo prosto, wręcz prymitywnie. Sprawdzano ile warte są udostępnione pirackie piosenki, albo dostęp do treści. Mnożono to przez liczbę udostępnień lub internautów, którzy uzyskali dostęp do treści. Zwykle później to zaokrąglano (sic!) i już można było publikować raport o ogromnych stratach. Liczby z raportu krążyły w mediach nawet pomimo tego, że raport był przestarzały albo nikt nie widział go na własne oczy

Najnowsze antypirackie raporty zawierają bardziej skomplikowane oszacowania. Ich autorzy starają się tworzyć różne "modele utraconej sprzedaży", im bardziej karkołomne tym lesze. Stosuje się efektowne wzory takie jak ten.

 Wzór

To nadal nie oznacza, że raporty lepiej oddają rzeczywistość. Problemem pozostaje ciągłe trzymanie się koncepcji "utraconej sprzedaży" oraz ignorowanie wielu zjawisk, które jednak mają wpływ na spieniężanie własności intelektualnej. Wyjaśnijmy to na tych ostatnich przykładach.  

Cyfrowy Polsat stracił miliony? 

Serwis Wirtualne Media donosi, że Cyfrowy Polsat miał stracić ok. 4 mln złotych z powodu nielegalnych streamów na Facebooku. Tak wyliczyła firma Pentagon Research, która prawidłowo założyła, że nie można przemnożyć kosztu dostępu do transmisji (40 zł) poprzez liczbę widzów oglądających stream. Ludzie mogą przecież zgromadzić się w większą grupę, wykupić dostęp i obejrzeć transmisję w swoim towarzystwie. 

A jednak zdaniem przedstawiciela Pentagon Research "mimo że nielegalny stream miał słabą jakość, nie można przyjmować, że oglądały go jedynie osoby średnio zainteresowane transmisją". I tutaj pojawia się pytanie? Czy ktokolwiek wie jaki był odsetek widzów niezainteresowanych transmisją? Czy ktoś w ogóle zdefiniował poziomy zainteresowania i ich możliwy wpływ na monetyzację treści legalnej? 

Zdarza się, że ludzie oglądają treści w internecie tylko z powodu ich dostępności. Ja sam obejrzałem kiedyś fragment walki bokserskiej na Periscope. Był to nielegalny stream, na który trafiłem szukając całkiem innych treści. Kiedyś używało się określenia "surfować po internecie" i było to całkiem trafne określenie prześlizgiwania się po informacjach, które w gruncie rzeczy mogą nas nie obchodzić. A jednak takie "surfowanie" wpływa na statystyki oglądalności, a z tych statystyk wylicza się choćby straty z piractwa.

Poza tym nie jest istotne czy ktoś jest zainteresowany transmisją czy nie. Z punktu widzenia "utraconej sprzedaży" istotna jest grupa osób zainteresowanych płaceniem za transmisję. Istnieje pewna grupa ludzi nawet bardzo zainteresowanych treściami, a jednak uzyskujących dostęp tylko bezpłatnie lub okazjonalnie. Większość raportów o "utraconej sprzedaży" nie uwzględnia tego zjawiska oraz - co ważniejsze - nie ma wielu aktualnych badań o możliwej wielkości tej grupy widzów. 

Wreszcie należałoby rozważyć, że może istnieć pewna grupa miłośników streamów "pirackich", których te streamy zachęcą do wykupienia transmisji w przyszłości. Tego jednak nikt nie będzie badał bo raporty o piractwie mają z zasady służyć udowodnieniu strat.

83 mld euro strat w Europie?

Spójrzmy teraz na drugi przykład. Wyborcza donosi, że piractwo i sprzedaż podróbek przynosi 83 mld euro strat w Unii Europejskiej.

Informacja o stratach została zaczerpnięta z infromacji na stronie EUIPO. W tej informacji znajdziecie odnośniki do bardziej szczegółowych raportów dotyczących różnych rynków np. rynku kosmetyków, rynku zabawek albo rynku nagrań muzycznych

Kontrowersyjne jest już samo łączenie danych z tych różnych dziedzin. Podróbki na rynku leków to problem całkiem inny niż "piractwo muzyczne". Unijny urząd (EUIPO) wrzucił wszystko do jednego worka i dzięki temu mógł zszokować nas ogromną kwotą - 83 mld euro!

Rzućmy okiem na raport dotyczący nagrań. Mówi on o stracie wynoszącej 336 mln euro w roku 2014. W raporcie przyjęto dość złożony model wyliczania "utraconej sprzedaży", ale czym właściwie jest utracona sprzedaż? Jest ona - jak piszą autorzy raportu - "hipotetycznym dodatkowym przychodem, który przemysł muzyczny mógłby uzyskać, gdyby naruszenie nie miało miejsca". Nie jest to jednak wyliczenie zakresu, w jakim muzyka uzyskana ze źródeł nielegalnych byłaby kupowana ze źródeł legalnych, gdyby piractwo nie było w ogóle możliwe. Brzmi to nieco dziwnie, ale w istocie ma sporo sensu.

Mówiąc dużo prościej - gdyby piractwo nie było możliwe to zapotrzebowanie na muzykę nie byłoby takie samo jak w świecie z piractwem. Wiele antypirackich raportów ignoruje tę możliwość, a niektóre raporty otwarcie przyznają, że nie da się zbadać tak złożonych zależności. Tworzy się zatem coraz bardziej złożone modele "utraconej sprzedaży", ale nadal ignorowane jest istnienie związku między piractwem a legalną sprzedażą. Związek taki niewątpliwie istnieje skoro "piraci" i "płacący klienci" często są tymi samymi osobami. Zgodzę się, iż siła tego związku może być różna dla różnych rodzajów treści, natomiast taki związek niewątpliwie istnieje.  

Wskazany raport EUIPO wylicza też "utracone miejsca pracy" co jest koncepcją jeszcze bardziej karkołomną niż "utracona sprzedaż". Po pierwsze "utracone miejsca pracy" są z zasady wyliczane na podstawie "utraconej sprzedaży", która - jak mówiliśmy - nie uwzględnia wszystkich zjawisk w obrocie kulturowym. Po drugie liczba miejsc pracy w danym sektorze "kreatywnym" wcale nie jest ściśle powiązana z wartością rynku czy sprzedaży. 

 

Zobacz także:

Teorie naukowe, metodologia badań empirycznych, metodologia humanistyki

Autor tekstu rozpoczyna swoje rozważania od stwierdzenia, że istotną funkcją teorii naukowej jest jej udział w naukowym postępie. Udział w takim rozwoju nauki wymaga nie tylko wyrafinowanych programów badań empirycznych ale też istnienia rozbudowanych i potwierdzanych empirycznie wielu teorii.*

Raport EUIPO wspomina też o stratach państw, ale nie uwzględnia tego, że pieniądze niewydane na nagrania nie są całkowicie tracone dla gospodarki. Nawet jeśli spada wartość podatków płaconych przez wytwórnie nagraniowe to nie znaczy, że spada wartość wszystkich odprowadzanych do budżetu danin. Pieniądze zaoszczędzone na nagraniach mogą być wydane na inne produkty lub usługi, ale autorzy raportów o piractwie wola nas przekonywać, że te pieniądze znikają w jakiejś czarnej dziurze. 

"Matematyka prawnoautorska"

Robert Reid ukuł kiedyś termin copyright math. Chodziło właśnie o te wszystkie wyliczenia, dzięki którym możemy dowieźć milionowych strat, wpływu piractwa na całą gospodarkę itd. W ostatnich latach obserwujemy, że ta "prawnoautorska matematyka" staje się coraz bardziej złożona. Ma coraz bardziej "naukowy" wygląd. Czy jest bardziej wiarygodna? Niekoniecznie.

Czytaj także: Piraci i płacący klienci to dokładnie te same osoby. Niektóre rządy już to wiedzą


Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać










  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.