Obława na internautów: Strach przed zatrzymaniami dysków, których nie było?

19-11-2014, 07:19

Dlaczego ludzie boją się pism z kancelarii, które chcą wpłat za rzekome piractwo? Nie zawsze dlatego, że naruszyli prawo. Niektórzy boją się wizyty policji i zatrzymania sprzętu, ale w niektórych postępowaniach wcale do takich zatrzymań nie doszło.

Obecnie coraz więcej osób dostaje od kancelarii prawnych przedsądowe wezwania do zapłaty, które zachęcają do wpłacenia pieniędzy w ramach "ugody", w związku z rzekomym naruszeniem praw autorskich. Piszę "rzekomym", bo z docierających do mnie informacji wynika, że wielu odbiorców pism absolutnie nie poczuwa się do winy. Niektórzy odbiorcy pism nawet nie znają technologii, za pomocą której doszło do rzekomego naruszenia. Rozmawiałem z tymi ludźmi i mam powody, by im wierzyć. Poza tym same wspomniane kancelarie przyznają, że dysponują adresami IP i danymi o połączeniach. To pozwala zidentyfikować abonenta, ale niekoniecznie sprawcę naruszenia.

Strach przed utratą sprzętu

Ciekawym wątkiem w całej tej sprawie jest zjawisko strachu przed działaniami organów ścigania. Ludzie boją się nawet tych działań, które mogłyby się skończyć udowodnieniem ich niewinności (sic!). Jak to możliwe?

Pisma z kancelarii dostały takie osoby, które są pewne swojej niewinności, ale boją się, że w ramach uruchomionego postępowania odwiedzi ich policja i zabierze im sprzęt. Te osoby rozważają płacenie tylko za to, aby policja do nich nie przyszła. Rozmawiałem z takimi osobami nie raz przy okazji opisywania działalności Anny Łuczak

W polskich warunkach obawa o zabranie sprzętu jest uzasadniona. Dochodziło w naszym kraju do długotrwałego przetrzymywania sprzętu przez policję i było to sygnalizowane m.in. Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Dziennik Internautów wyjaśniał przyczyny problemu. Prokuratorzy nie mają wystarczającego wsparcia technicznego i nie mają dobrego dostępu do biegłych. Dlatego zatrzymane komputery leżą i czekają, aż ktoś wreszcie je sprawdzi. 

Czy komuś zatrzymano sprzęt?

Odbiorcy najnowszych pism z kancelarii Glass-Brudziński zdają sobie sprawę z problemu, jakim jest długotrwałe przetrzymywanie sprzętu. Dlatego zadają mi oni następujące pytanie: Czy zna Pan kogoś, komu już zatrzymano sprzęt? Odpowiadam zgodnie z prawdą, że osobiście nie znam. Słyszałem o tych zatrzymaniach tylko raz, ale nie wiem, na ile wiarygodna była ta informacja.

Przypomnę, że w lipcu tego roku to kancelaria Anny Łuczak zajmowała się wysyłaniem pism do internautów, a Artur Glass-Brudziński występował przed prasą jako pełnomocnik Anny Łuczak. Wówczas, w wywiadzie dla Dziennika Internautów, Glass-Brudziński powiedział

Na razie w postępowaniu jest nadal pierwszy projekt Pani mecenas, czyli "Czarny czwartek", a osoby są przesłuchiwane. Z informacji telefonicznych od potencjalnych sprawców wiemy, że są wzywani przez policjantów i przesłuchiwani. Wiemy też również o tym, że w wielu przypadkach policja wraz z nakazem zabezpieczała dyski twarde i te dyski twarde prawdopodobnie zostaną przekazane biegłym z zakresu informatyki, którzy będą wypowiadali się na temat zawartości dysku twardego.

Ta informacja wydawała się wiarygodna, bo przecież pochodziła od adwokata zbliżonego do sprawy. Na bazie tej informacji wielu ludzi uwierzyło, że jeśli dostaniesz pismo z wezwaniem do zapłaty i nie zapłacisz, niedługo potem odwiedzi Cię policja i zabierze Ci sprzęt. Czy te obawy były słuszne? Niekoniecznie. 

Postępowania bez zatrzymań sprzętu

Rozmawiałem z odbiorcami pism od Anny Łuczak. Niektórzy z nich przyznawali, że byli przesłuchiwani. Nikt jednak nie potwierdził wersji o zatrzymaniach sprzętu. Wystąpiłem więc do prokuratury z pytaniem o to, czy doszło do jakichś zatrzymań sprzętu. Prok. Przemysław Nowak, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej z Warszawy, odpowiedział mi.

W odpowiedzi na Pani poniższe pytania uprzejmie informuję, iż w Prokuraturze Rejonowej w Pruszkowie prowadzone są łącznie cztery postępowania przygotowawcze z zawiadomienia Kancelarii Adwokackiej Anny Łuczak (...) 

Wszystkie postępowania przygotowawcze w tych sprawach toczą się w fazie in rem, tj. nikomu dotychczas nie przedstawiono zarzutów (w trzech postępowaniach zostało wszczęte dochodzenie), jedno postępowanie toczy się w trybie art. 307 par. 1 kpk - czynności sprawdzające. Żadne z tych postępowań nie zostało merytorycznie zakończone.

(...)

W żadnym z tych postępowań nie dochodzi do zatrzymania sprzętu. W żadnym nie ma zarzutów.

To jest dość istotna informacja. Postępowania z zawiadomienia Anny Łuczak prowadzone są od dość dawna i były powodem wysyłania pism podobnych do tych, jakie teraz wysyła kancelaria Glass-Brudziński.

Skąd informacja o zatrzymaniach?

Pojawiają się w tym miejscu dwa kolejne pytania. Po pierwsze, skąd Artur Glass-Brudziński miał informację o zatrzymaniach sprzętu. Ufam, że pan adwokat miał mocne podstawy do takiego twierdzenia i nie powiedział tego tylko po to, aby zwiększyć efekt strachu. Musimy też mieć na uwadze, że w tamtym czasie występował jako pełnomocnik Anny Łuczak, więc mógł przedstawiać jakieś informacje znane mu od Anny Łuczak. 

W ubiegły piątek wysłałem do kancelarii Anny Łuczak pytania o to, czy wcześniej nie uruchomiła ona jeszcze innych postępowań w innych prokuraturach. Może wówczas doszło do rzekomych zatrzymań? Kancelaria Anny Łuczak obiecała mi odpowiedź na poniedziałek. Teraz mamy wtorek i odpowiedzi jeszcze nie otrzymałem. Nie wiem, czy ją otrzymam (otrzymałem - zobacz aktualizację na końcu tekstu).

Policja jako narzędzie nacisku?

Drugie ciekawe pytanie brzmi następująco: Czy w przyszłości prokuratura będzie lekką ręką decydować o zatrzymaniach sprzętu? Na to pytanie trudno będzie odpowiedzieć z jednego powodu. Zawiadomienia o rzekomych naruszeniach mogą w przyszłości trafiać do różnych prokuratur, nie tylko do Pruszkowa. Te prokuratury mogą różnie reagować. Wydaje się, że prokurator z Pruszkowa nie był skłonny do zbyt pochopnego zabierania sprzętu setkom osób. Nie wiem, czy będzie chciał to robić. Niestety nie mamy pewności, czy inni prokuratorzy będą działać tak samo. Możemy się raczej opierać na informacjach o już dokonanych zatrzymaniach. Tych informacji nam brakuje.

Sonda
Czy byłbyś gotów zapłacić antypiratom tylko po to, aby uniknąć wizyty policji?
  • tak
  • nie
  • trudno powiedzieć
wyniki  komentarze

Spróbujmy podsumować sytuację.

W postępowaniach z zawiadomienia Anny Łuczak, które są prowadzone w Pruszkowie, faktycznie dochodzi do przesłuchań, ale - zgodnie z informacjami, które otrzymaliśmy bezpośrednio od zainteresowanych - nie dochodzi do zatrzymań sprzętu. Na chwilę obecną zagrożenie wizytą policji nie jest tak duże, jak może się początkowo wydawać. Nie znamy także źródła pochodzenia informacji o zatrzymaniach dysków, którą przekazał nam kilka tygodni temu pan Glass-Brudziński. Jeśli wiecie coś na ten temat, skontaktujcie się z nami.

Osobnym problemem jest to, że część osób naprawdę może płacić ze strachu przed zabraniem sprzętu, a nie z powodu poczucia winy. Jest to bardzo niepokojące. Oznaczałoby to, że organy państwa stają się (chcąc nie chcąc) narzędziem nacisku i zastraszania, i to w ramach takich działań antypirackich, które i bez tego są kontrowersyjne. Jest to problem, który powinien być dogłębnie przeanalizowany, nie tylko przez media, ale także przez polityków i przedstawicieli władz.

Aktualizacja

Kancelaria Anny Łuczak odmówiła odpowiedzi na pytania o inne postępowania, powołując się na tajemnicę adwokacką. Zrobiła to już po publikacji tego tekstu, a wcześniej zwlekała z odpowiedzią.

Niestety zatajenie informacji o postępowaniach oznacza, że nie dowiemy się, na ile wiarygodna była wcześniejsza informacja Artura Glass-Brudzińskiego o rzekomych zatrzymaniach sprzętu. Na chwilę obecną musimy te zatrzymania uznać za legendę, której nie potwierdza żadne źródło niezwiązane z Anną Łuczak. 


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Sierpień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031