Pojawiła się szansa na upowszechnienie podpisu elektronicznego. Dzięki staraniom organizacji zrzeszających placówki medyczne oraz lekarzy, udało się obniżyć cenę zestawu. Na razie jednak tylko dla szpitali i medyków.
W ciągu 7 lat obowiązywania przepisów o podpisie elektronicznym niewiele udało się zrobić w kwestii jego upowszechnienia. Mimo że na rynku działają trzy firmy dostarczające odpowiednich rozwiązań, niewielu klientów, zwłaszcza indywidualnych, jest nimi zainteresowanych. Powód jest prozaiczny - prawie żadnej sprawy urzędowej czy biznesowej nie można załatwić bez złożenia tradycyjnego podpisu.
Ostatnie zmiany w przepisach, które nakładają na każdą firmę zatrudniającą przynajmniej 5 pracowników obowiązek posiadania podpisu elektronicznego, mogą poprawić sytuację, gdyż znacznie zwiększy się popyt. Dzięki efektowi skali możliwa być powinna obniżka cen.
Na razie branżową obniżkę cen wynegocjowały Naczelna Izba Lekarska oraz Ogólnopolski Związek Pracodawców Prywatnej Służby Zdrowia (OZPPSZ). Dzięki podpisanej z Unizeto umowie, cena jednego podpisu będzie wynosić 325 złotych netto, czyli o 1/4 mniej niż dla zwykłego klienta. W ramach opłaty klient otrzyma kartę, czytnik oraz dwuletni certyfikat poświadczający prawdziwość podpisu - informuje Gazeta Wyborcza.
Obie organizacje chcą wykorzystać możliwość, jaką daje rozporządzenie z 2006 roku, na mocy którego dokumentację medyczną można prowadzić i gromadzić w wersji elektronicznej. Do komunikacji zewnętrznej potrzebny jest jednak podpis elektroniczny.
Ponieważ OZPPSZ zrzesza większość prywatnych firm medycznych działających w Polsce, jest spora szansa na znaczne upowszechnienie usługi. Jej wdrożenie może bowiem przynieść znaczne oszczędności w postaci mniejszej powierzchni potrzebnej na magazyny czy zmniejszenia zużywanego papieru.
Aby jednak tak się stało odpowiednio duża liczba podmiotów musi się zdecydować na wprowadzenie rozwiązań. Wtedy także zwykłemu Kowalskiemu zacznie się opłacać zakup elektronicznego podpisu. Jest jednak jeszcze jeden warunek - zwiększeniu musi ulec liczba spraw, jakie załatwić będzie można bez wychodzenia z domu.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Ochrona, jaką daje interpretacja indywidualna, obowiązuje nawet po doręczeniu zmienionej interpretacji. Niestety nie zawsze oznacza to zwolnienie z obowiązku zapłaty podatku. Tak pełnej ochrony nie uzyskają osoby, które zrealizowały sytuację opisaną we wniosku o wydanie interpretacji jeszcze przed jej doręczeniem. Jednak i one mogą spać spokojniej, gdyż nie grozi im postępowanie karne skarbowe czy konieczność płacenia odsetek za zwłokę. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej