Microsoftowi wyraźnie nie podoba się to, że niektóre komputery sprzedawane są bez systemu operacyjnego. W Wielkiej Brytanii jest to ok. 5% sprzedanych maszyn i firma z Redmond będzie aktywnie dążyła do tego, aby ten odsetek spadł.
Na "problem" z komputerami sprzedawanymi bez systemu operacyjnego zwróciła uwagę Michala Alexander, która w Microsofcie przewodzi w walce z piractwem. No właśnie, tylko czy to na pewno jest problem?
Takie maszyny często kupują np. firmy mające już porozumienie licencyjne z dostawcą systemu operacyjnego (nawet z samym Microsoftem). Chętnie kupują je również użytkownicy alternatywnych dla Windowsa systemów operacyjnych. Sięgają po nie także w pełni legalni użytkownicy Windowsa, którzy chcą po prostu zainstalować na nich zakupiony wcześniej - zwykle z innym komputerem - system. Ma to swoje uzasadnienie - najnowsza obecnie wersja Windowsa ma już ponad 5 lat, a sprzęt starzeje się szybko.
Michala Alexander jest jednak innego zdania. W magazynie Microsoft's Partner Update, który trafia do sprzedawców komputerów, Alexander tłumaczyła dużą szkodliwość, jaką niesie ze sobą sprzedawanie "gołych" pecetów. Stwierdziła ona m.in. że traci się w ten sposób okazję do "oferowania nowego oprogramowania i usług". Ponadto pani Alexander wielokrotnie podkreślała, że Microsoft obawia się, iż sprzedaż komputerów bez systemu operacyjnego może służyć instalacji pirackiego oprogramowania.
Najciekawszy jednak fragment w artykule pani Alexander sugerował wręcz, że firma z Redmond przypilnuje, aby pecety bez systemu nie były sprzedawane.
W lutym Microsoft zatrudnił w swoich szeregach funkcjonariuszy (tzw. "feet on the street") mających za zadanie kontrolować firmy podejrzane o sprzedaż komputerów z pirackim Windowsem. We wspomnianym artykule znajdujemy wzmiankę o tym, że członkowie wydziału "feet on the street" Microsoftu, będą czynnie "pomagać" klientom sklepów w wyborze optymalnej oferty oprogramowania (nie trzeba chyba wspominać jakiej) podczas zakupu "gołego" komputera. Jednak w wypowiedzi dla serwisu ZDNet Michala Alexander stwierdziła, że wzmianka o aktywnej pomocy personelu "feet on the street" była "błędem w druku".
Środowiska związane z wolnym oprogramowaniem są oburzone. Joachim Jakobs z europejskiego oddziału FSF, nazwał tę propozycję szpiegowaniem tych, którzy nie chcą juz płacić "microsftowego podatku".
Artykuł w Microsoft's Partner Update został też skrytykowany przez przedstawicieli firm Red Hat i Novell, którzy w rynku komputerów bez preinstalowanego systemu widzą dużą szansę dla systemów spod znaku pingwina.
Nawet jeśli to prawda, to nadal kontrowersyjne wydaje się kierowanie pretensji do tych, którzy sprzedają komputery bez systemu operacyjnego. Z zasady użytkownicy komputerów powinni mieć wolny wybór, co do oprogramowania i z pewnością nie powinno się dążyć, do ustalania rozwiązań "jedynych i słusznych". Raczej wątpliwe jest także, aby Microsoft w swojej walce z "gołymi" pecetami informował o zaletach systemów innych niż Windows.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Gdy posiadasz prywatny samochód, komputer czy inny sprzęt i chcesz wykorzystać go na potrzeby działalności gospodarczej, wprowadzając do ewidencji środków trwałych firmy, musisz ustalić wartość początkową, od której rozpoczniesz amortyzację danego składnika. Jest nią cena nabycia, a gdy nie możesz jej ustalić, dokonaj wyceny, uwzględniając ceny rynkowe. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej