W maju zeszłego roku uwaga świata open source skupiła się na brytyjskim szkolnictwie. Raport agencji rządowej BECTA zalecał szkołom migrację na otwarte rozwiązania. Dzisiaj z informacji na stronie BECTA wynika, że linuksowego oprogramowania dla szkół jest bardzo mało, co może zniechęcać do przesiadki.
BECTA zajmuje się przede wszystkim optymalnym wykorzystaniem technologii informacyjnych w edukacji. Na swoich stronach agencja umieściła bazę programów, które mogą być wykorzystane do pracy w szkołach.
Załóżmy, że planujemy migrację na darmowy system Linux i chcemy się dowiedzieć jakie programy dla tego systemu mogą być używane w szkole. Wchodzimy więc na stronę BECTA, zawężamy wyszukiwanie do Linuksa i naszym oczom ukażą się dwie strony wyników. W sumie tylko 18 programów. Dla porównania programów dla różnych wersji Windowsa znajdziemy ponad 3000.
Oczywiście stan bazy programów nie oddaje stanu faktycznego. Istnieje bardzo dużo programów edukacyjnych dla systemu Linux, ale wygląda na to, ze BECTA nie chce ich promować.
Przedstawiciele firm, które zajmuje się dostarczaniem rozwiązań open source dla szkół mówią wprost - strategia działań BECTA całkowicie rozmija się z ubiegłorocznym raportem, w którym zalecano migrację na open source obiecując duże oszczędności.
Przedstawiciele agencji przyznają, że baza na ich stronie jest uboga, ale zaznaczają, że będzie ona niebawem zamknięta i zalecane będzie korzystanie z bazy Curriculum Online. Niestety i ta baza również nie uwzględnia wielu otwartych programów. Mimo wszystko agencja zapewnia, że działania w kierunku upowszechnienia Linuksa i open source będą prowadzone nadal.
Zwolennicy wolnego oprogramowania po raz kolejny mogą się przekonać, że od "planów" i "strategii" bardzo daleko do rzeczywistych wdrożeń. Podobnie było w zeszłym roku, kiedy przedstawiciele stanu Massachusetts po szumnych zapowiedziach migracji na OpenOffice.org znowu przychylnym okiem spojrzeli na pakiet biurowy Microsoftu.
Nie pozostaje nic innego, jak uważnie patrzeć na ręce tym, którzy obiecują dokonanie otwartej rewolucji. Ewentualne porażki nie powinny w takich sytuacjach przechodzić bez echa, aby w przyszłości władze i organizacje do końca realizowały swoje obietnice.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Ochrona, jaką daje interpretacja indywidualna, obowiązuje nawet po doręczeniu zmienionej interpretacji. Niestety nie zawsze oznacza to zwolnienie z obowiązku zapłaty podatku. Tak pełnej ochrony nie uzyskają osoby, które zrealizowały sytuację opisaną we wniosku o wydanie interpretacji jeszcze przed jej doręczeniem. Jednak i one mogą spać spokojniej, gdyż nie grozi im postępowanie karne skarbowe czy konieczność płacenia odsetek za zwłokę. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej