Richard M. Stallman, znany również jako św. Ignucy kościoła Emacs, to barwna postać. Zapewne wielu fanów wolnego oprogramowania chciałoby wiedzieć więcej o hakerze, który stworzył potężne aplikacje GNU i sformułował wolne zasady ich dystrybucji. Bardzo ciekawą, a w dodatku opartą na Licencji FDL biografią św. Ignucego jest książka Sama Williamsa "W obronie wolności - krucjata hakera na rzecz wolnego oprogramowania".
Kiedy przeglądnąłem książkę pomyślałem: "Pozycja ideologiczna - trzeba uważać przy recenzji". W tym poglądzie utwierdziła mnie wzmianka o tym, że książka jest udostępniana na licencji GNU FDL. Zastanawiałem się dłuższą w chwilę w jaki sposób napisać recenzję i uniknąć przemycania idei Stallmanowskich.
W trakcie czytania zmieniłem całkowicie podejście, zarówno do książki jak i do jej głównego bohatera. Książka okazała się nie tylko opisem historii Stallmana i GNU, ale także wnikliwym studium psychologicznym.
Stallman też człowiek
Książka jest napisana naprawdę rzetelnie i traktuje przede wszystkim o człowieku. Chwilami miałem wrażenie, że cały ruch Open Source, powstanie Free Softwarte Fundation i GNU, to jedynie tło dla przedstawienia niebanalnej postaci.
Sam Williams rozmawiał ze Stallmanem kilka razy. Pierwotnie miały to być dwa wywiady, ale kiedy okazało się, że książka zostanie udostępniona na wolnej licencji Stallman zgodził się na kolejne spotkania. Spostrzeżenia jakie Williams poczynił na temat twórcy GPL znacznie odbiegają od tych jakie zwykle można poczytać w prasie, która zazwyczaj przedstawia Stallmana jako:
a) fanatyka
b) geniusza informatycznego
c) prezesa FSF
W "krucjacie hakera" mamy coś całkiem innego. Stallman jako miłośnik muzyki, tańca ludowego i smakosz. Zapoznajemy się także ze zbuntowanym 15 latkiem rozkochanym w naukach ścisłych, który potem przemienia się w studenta Harwardu i wreszcie... hakera z AI Lab.
Temu ostatniemu wcieleniu autor poświęca chyba najwięcej miejsca i słusznie. Trudno jest dzisiaj wytłumaczyć zasady hakerskiego kodeksu, a jeśli chcemy dobrze zrozumieć istotę ruchu wolnego oprogramowania, musimy zrozumieć punkt widzenia prawdziwych hakerów.
Hakerzy
To za sprawą mediów pojęcia "hakerstwa" i "hakowania" kojarzą się przeciętnemu ziemianinowi z aktami wandalizmu elektronicznego i włamaniami do systemów bezpieczeństwa. W czasach, kiedy Stallman pracował dla AI Lab, pojęcie to rozumiano całkowicie inaczej.
Hakerzy byli programistami, którzy robili wszystko aby móc pracować przy komputerze i pisać programy. Często, aby zdobyć miejsce przy terminalu należało włamać się do pomieszczenia w laboratorium, w którym znajdowały się nieczynne terminale.
W społeczności hakerskiej przyjął się także zwyczaj dzielenia swoimi wynalazkami z innymi. Jeśli jeden haker napisał kod, drugi mógł go podglądnąć i dowolnie ulepszać. Ograniczanie możliwości ulepszania kodu, było nie do pomyślenia. Każdy program mógł być przecież wadliwy, więc dostępny wszystkim kod dawał możliwość ciągłego poprawiania software'u i wykorzystywania swojej inwencji.
Hakerów charakteryzował specyficzny mistycyzm. Ideałem hakera był człowiek cały czas przesiadujący w laboratorium, który dzielił czas pomiędzy pisanie programów, a zaglądanie kolegom przez ramię i sprawdzaniu co tez oni mogli stworzyć. Haker uczył się od innych, często pracując cała noc i odsypiając w laboratorium.
Hakerzy byli traktowani przez firmy produkujące oprogramowanie jako tania i niezwykle skuteczna siła robocza. Tak było jednak do czasu. Ich zwyczaje udostępniania kodu nie podobały się tym, którzy na oprogramowaniu chcieli po prostu zarobić. Ta epoka nastała wraz z pojawieniem się komputerów osobistych.
Dla wielu hakerów niemożność zajrzenia do programu i poprawienia bugów była nie do pomyślenia. Była całkowicie niepotrzebnym ograniczeniem wolności i funkcjonalności. Z takiej własnie kultury wyrósł Richard Stallman.
Żywot św. Ignucego
Książka Sama Williamsa rozpoczyna się historią o pewnej drukarce Xeroxa. Tutaj, na tle hakerskiej pracy w AI Lab poznajemy Richarda Stallmana, który doznaje frustracji nie mogąc poprawić kodu sterującego laboratoryjnym urządzeniem.
Stallman podejmuje coraz to nowe próby i dociera wreszcie do człowieka, który zna kod. Ten oznajmia mu, że nie ujawni go, gdyż wiąże go umowa. Genialny haker z AI Lab po raz pierwszy, z powodu umów i ograniczeń nie może skutecznie działać. Wypowiada więc wojnę zastrzeżonemu oprogramowaniu.
Potem autor książki cofa się w lata dziecięce, gdzie mały Richard przedstawiany jest jako utalentowane dziecko na pograniczu autyzmu, a potem dziwnie "zakręcony" nastolatek, w którym kształtują się powoli wolnościowe poglądy polityczne.
W kolejnych rozdziałach poznajemy Stallmana jako studenta. Ten fragment książki jest chyba najbardziej egzotyczny i wciągający. Opis środowiska hakerskiego, jego kodeksu i klimatu, moim zdaniem, fantastycznie oddaje atmosferę tych czasów i ludzi. Chwilami czyta się książkę wręcz z zapartym tchem.
We wszystkich rozdziałach znajdziemy opisy spotkań z dojrzałym już Richardem, prezesem Free Software Fundation. W tych opisach nie brakuje anegdot i ciekawych spostrzeżeń autora. Podoba mi się to, że Sam Williams nie powiela powtarzanych o Stallmanie sloganów, ale stara się wyciągnąć własne wnioski. Tam gdzie inni opisują spojrzenie Stallmana jako "spojrzenie ucznia Jezusa", Williams stara się przypisywać charyzmę tego spojrzenia "głębokiemu zamyśleniu, jakby patrzeniu w dal".
Można to czytać, można współtworzyć
"Krucjatę hakera" czyta się naprawdę dobrze. To właściwie beletrystyka, ale bardzo specyficzna. Powiedzmy - literatura piękna, ale dla ludzi znających temat.
Autorowi zarzucono, że niektóre fragmenty mogą być niejasne dla ludzi, którzy nie spotykają się z wolnym oprogramowaniem na co dzień. To chyba prawda. Teoretycznie każdy z nas może tę książkę poprawić, bo udostępniona jest na licencji GNU FDL. Wydaje mi się jednak, że gdyby dodano do niej opisy programów i wyjaśnienia terminów to zagubiłaby się cała dynamika i dramatyzm, które czynią ją atrakcyjną. Moim zdaniem jest dobrze tak jak jest.
Poszczególne rozdziały opatrzono wyjaśniającymi przypisami. Trochę szkoda, ze znajdują się na końcu rozdziału. Takie rozwiązania są dobre, ale w literaturze naukowej. Skakanie na koniec rozdziału po to, żeby sprawdzić znaczenie skrótu danej instytucji trochę denerwuje w czasie czytania, szczególnie jeśli czytelnik jest ciekaw co dzieje się dalej.
Chwilami od książki nie można się oderwać - i niech to posłuży za najwłaściwszą ocenę.

W obronie wolności
Autor: Sam Williams
Tłumaczenie: Krzysztof Masłowski
ISBN: 83-7361-247-5
Tytuł oryginału: Free as in Freedom
Format: B5, stron: 296
Data wydania: 11/2003
Cena książki: 31.41 zł
Książka dostępna jest również za darmo w
formie elektronicznej.