MPAA złagodzi tekst SOPA? Więc kto pisze ustawy?

01-12-2011, 10:35

Teksty ustawy SOPA, która może wprowadzić groźne formy cenzurowania internetu, może zostać złagodzony - zapowiedział przedstawiciel MPAA Michael O'Leary, tak jakby w kompetencjach przemysłu muzycznego leżało tworzenie prawa. Wszystko wskazuje zresztą na to, że nie tylko amerykański kongres, ale i administracja prezydenta Obamy ustawiają się w roli tych, którzy tylko wprowadzają zasady dyktowane przez przemysł rozrywkowy.

MPAA to rozpoznawana przez czytelników DI organizacja przemysłu filmowego. Jest ona znana z lobbowania za ostrym prawem antypirackim, a ostatnio mocno wspiera ustawę SOPA. Ten akt prawny może wprowadzić w USA takie środki walki z piractwem, jak przejmowanie domen, odcinanie stron od wpłat i reklam oraz cenzurowanie wyszukiwarek. Blokady będą mogły dotyczyć także zagranicznych stron, zatem USA może mieć niebawem cenzurę podobną do chińskiej, ale służącą ochronie interesów przemysłu rozrywkowego.

Przeciwko rozwiązaniom proponowanym w SOPA protestowały już firmy z Doliny Krzemowej, organizacje konsumenckie i organizacje broniące wolności słowa. Obawy przed cenzurą sieci wyrazili też znani amerykańscy politycy i Parlament Europejski. W czasie przesłuchań w Senacie nie dopuszczono krytyków do głosu, ale mimo to SOPA stała się ważnym tematem w mediach i w polityce.

Czytaj: SOPA: Politycy z USA i UE nie chcą cenzury sieci

Wreszcie jednak zwolennicy ustawy postanowili przyznać, że można mieć do niej pewne "zastrzeżenia prawne". Michael O'Leary z MPAA zapowiedział nawet, że doczekają się one odpowiedzi.

- Zaproponujemy język (ustawy - red.), który będzie odnosił się do niektórych zastrzeżeń prawnych - mówił O'Leary, dodając, że osoby wspierające stworzenie antypirackiego prawa spotykały się w ostatnich dniach z parlamentarzystami z różnych partii właśnie po to, aby omówić obawy Google'a, Yahoo itd. (źródło: Media Decoder, Expect Some Toning Down of Antipiracy Bills, Says Movie Industry Supporter).

Chcąc nie chcąc przedstawiciel MPAA powiedział o dwóch, niezwykle istotnych rzeczach.

  1. To nie politycy tworzą ustawę SOPA. Wygląda na to, że dokument opracowano na podstawie życzeń organizacji takich, jak MPAA, i co gorsze, nadzorują one teraz proces prac nad ustawą. To jest wyraźne, skoro przedstawiciel MPAA zapowiada złagodzenie tekstu.
  2. MPAA nie bierze pod uwagę czegoś takiego, jak konsultacje społeczne. O'Leary otwarcie przyznaje, że dyskusje toczą się pomiędzy politykami a przemysłem, przy czym ten drugi łaskawie zgodził się na to, aby porozmawiać z politykami o "zastrzeżeniach prawnych". 

To nie jest pierwszy raz, gdy przedstawiciel organizacji przemysłu rozrywkowego zachowuje się jak twórca prawa. W roku 2009 Peter Danovsky z IFPI stwierdził spokojnie, że "prawo można zmienić". Była to jego odpowiedź na decyzję Tele2 o kasowaniu danych o aktywności swoich klientów.

Strzeż się znajomych-sprzedawców

Uległość wobec przemysłu rozrywkowego wykazują nie tylko amerykańscy parlamentarzyści, ale także administracja Obamy. Ta uległość wyraża się w tym, że politycy w ogóle nie chcą czegoś takiego, jak debata o zakresie ochrony własności intelektualnej. Wolą oni powtarzać za przemysłem, że ochrona własności intelektualnej buduje gospodarkę, a każde jej osłabienie stanowi tragedię.

Ostatnio w Białym Domu odbyła się konferencja poświęcona postępom w walce z naruszeniami własności intelektualnej. W czasie tego wydarzenia ogłoszono nową kampanię, która ma podnosić świadomość obywateli w zakresie podrabianych towarów i piractwa. Strona kampanii to www.ncpc.org/getreal.

W ten sposób Biały Dom oficjalnie stanął za wyssanymi z palca liczbami i twierdzeniami, które przemysł rozrywkowy promuje od dawna. Na stronie kampanii możemy przeczytać m.in. o strasznych skutkach, jakie może wywołać pobranie piosenki z internetu. Według autorów kampanii utwór raz umieszczony w sieci żyje tam wiecznie, stale umniejszając dochody artysty.

Ba! Nawet przesłanie znajomemu zakupionego legalnie pliku MP3 jest brzemiennym w skutkach czynem! Ze strony kampanii wynika bowiem, że nasz znajomy może zacząć sprzedawać otrzymany utwór innym osobom (sic!). Jeśli połączymy to z faktem, że sprzedawcy pirackich dóbr mają połączenie ze światem przestępczym, to robi się naprawdę strasznie...

Biały Dom być może powinien dostrzec, że prawa autorskie mogą być przedmiotem debaty, że dotyczą one nie tylko twórców, ale i użytkowników. Nie trzeba być piratem, aby być przeciwnym drakońskiemu, antypirackiemu prawu.

Nieco lepiej jest w Europie - Neelie Kroes odważyła się ostatnio przyznać, że prawa autorskie nie wykarmią artystów. To nie znaczy jednak, że polityka unijna jest odporna na wpływy przemysłu nagraniowego.

Czytaj: Komisarz UE: Prawa autorskie nie wykarmią artystów


  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Grudzień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031