Praca jest, ale właśnie nie dla absolwentów. Prawie wszystkie ogłoszenia zaczynają się od "2-3 lata doświadczenia" czy "szerokie portfolio komercyjnych projektów". Następnie dochodzi długa lista doskonałej znajomości konkretnych rozwiązań (często profesjonalnego oprogramowania którego w Polsce korzysta tylko kilka firm). Jak się ma wymagania z kosmosu to i 2 miliony absolwentów nie pomoże.
@~troll
Co z tego że ukończy studia jak tam uczą jeszcze języków programowania i systemów z lat 80 - DOS czy Pascal. Problemem jest gówniany poziom kształcenia + niedostosowanie go do potrzeb rynku. Starze 3 miesięczne max i to w warzywniaku lub podobnym miejscu, do tego skandalicznie niskie zarobki na rynku lokalnym za 12 do 18 h dziennie.
Pzdr.
Nie na każdej uczelni w Polsce tak jest. Faktycznie czasem uczymy się rzeczy, których w przyszłości bezpośrednio nie wykorzystamy, ale pośrednio każda wiedza nas rozwija i daje szerszy pogląd na spotykane problemy do rozwiązania, np. w pracy.
tnij.org/ojpq - tutaj przykład przystosowywania się uczelni do potrzeb rynku.
P.S.
Jeżeli byłeś na 3-miesięcznym "starzu", to nie dziwię się, że był to warzywniak.
1. bardziej racjonalne 'wymagania' [a nie zawyzone dla "superworkerow" - tani chwyt psychologiczny]. Do serwisu, czy helpdesku wystarczy technik-informatyk, a nie programista po studiach wyzszych.
2. brak posrednictwa agencji rekrutacyjnych i hr'ow. To koszmar dla pracodawcow i pracownikow, a mimo to czesc nierozsadnych pracodawcow wciaz sie na nich decyduje zwiekszajac tym samym swoje koszty. Pracownicy cierpia z powodu niekonczacego sie procesu rekrutacyjnego i spada ich morale.
Z powyzszego wynika zatem, ze problem w artykule nie zostal dostrzezony. Problemem nie jest niska ilosc absolwentow studiow wyzszych, bo studia te - pierwotnie - sluzyly innemu celowi, niz tylko zaspokajanie *zawyzonych* i nieadekwatnych wymagan rynku pracy.
ale te place to chyba z W-wy; Krakow; Katowice; Wroclaw oraz Trojmiasto bo reszta Polski takich pensji nie uswiadczymy ....
Glownie zatrudniaja firmy ktore naleza do outsaringu tj korporacje miedzynarodowe mile widziane znajomosc 2ch jezykow obcych na poziomie FCE min Angielski Niemiecki Francuski jeszcze troche do tego pakietu jezykow pewnie dojdzie Hiszpanski i Chinski jako podstawowy wymog no i Rosyjski :) wtedy bedzie szansa na zatrudnienie :(
Mam dwa dyplomy - mgr i inż. po studiach informatycznych o specjalizacji programowania i administracji sieci. Niestety nie mieszkam w Warszawie i tutaj (w miejscowosci liczacej okolo 100 tys. mieszkańców) max na co mogę liczyć to 2 tysiące PLN. Dysproporcje w płacy są ogromne, nie wiem skąd te informacje, że średnia płacy dla informatyka to 5 tyś (wyssane z palca?). A może gdyby wielkie firmy otworzyły się na rynek także w mniejszych miastach nie miałyby większego problemu ze znalezieniem chętnych...
@user, fce to jest w zasadzie poziom maturalny, dokumentację jakoś czytać musisz, już od liceum 2 języki są obowiązkowe... poza tym to jest mile widziane, a jeśli nie chcesz się kształcić i rozwijać... to masz problem.
@Michał - a co firmie da wejście do mniejszej miejscowości, jeśli nie znajdzie tam klientów? wiele firm ma właśnie oddziały w mniejszych miastach, jeśli nie są ograniczeni właśnie dostępem do klientów. Wiele firm daje też możliwość pracy zdalnej, inna sprawa że faktycznie wartoby rozważyć przeprowadzkę? Skok zarobków na 99% przekroczy skok kosztów.
Ostatnio widziałem ogłoszenia w urzędzie pracy w moim mieście (200 tys. mieszkańców): wymagają znajomości angielskiego Linuxa + sieci TCP itp. + dośw i uwaga zarobki 1500-2000zł (przekreślone flamastrem) i wpisane ręcznie 3000zł i wisi dalej hehe.
No to ja powiem tak: w Danii UK lub Norge mogę mieć 12 000zł lub w Holandii 8000zł i nie jako informatyk.
Najpierw byl czlowiek, pozniej praca. Jest cos gleboko nie w porzadku w tym, ze oczekuje sie od ludzi porzucenia calego swojego zycia na rzecz samej tylko pracy.
Istnieje tradycja, przywiazanie, znajomosci i przyjaznie, a takze rodzina w danym miescie.
Ponadto: powinno sie aktywizowac male spolecznosci, a nie tworzyc wielkich molochow, do ktorych masowo wszyscy emigruja, mecza sie, dusza, zawodzą ...
Kazdy czlowiek jest inny i nie kazdy jest gotow rzucic wszystko i zmienic zycie dla pracy.
Co do jezykow, to znajomosc na poziomie podstawowki, czy matury nie gwarantuje zdolnosci komunikacyjnych, lub gwarantuje kiepskie zdolnosci komunikacyjne.
Wracajac: nie w ciaglym zawyzaniu wymagan rzecz, ale w ich urealnieniu tak, aby mialy SENS i aby byly *do spelnienia* przez jak najwieksza ilosc osob, ktore moga sie w trakcie doskonalic, bo przynajmniej maj ana to szanse.
Obecnie zasady rynku pracy sa niestety skonstruowane w sposob wykluczajacy - w zasadzie - wiekszosc kandydatow.
Na zasadzie prostego chwytu psychologicznego wywiera sie jednak presje poprzez wmawianie ludziom, ze wiekszosc kandydatow swietnie zna piec jezykow, jest gotowa do relokacji na Seszele, a do tego ma doswiadczenie wieloletnie. Rzeczywistosc jest jednak taka, ze znaczna wiekszosc absolwentow nie zna zbyt dobrze angielskiego, zas pozostale jezyki sa w ich glowie jedynie mglistym wspomnieniem i pojedynczymi sentencjami z dawnych zajec ...
Sa wybitni, ale wybitnych zawsze jest ledwie odsetek ...


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.