Fakty, fakty a nie ogólniki.
Jaka jest metodologia określania ilości naruszeń ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych?
W jaki sposób te dane ilościowe są zamieniane na kwoty?
Jaki procent naruszeń to umyślne zainstalowanie oprogramowania na które w firmie nie ma licencji, a jaki to kwestia nadmiernie skomplikowanych i niezrozumiałych dla nie prawników umów licencyjnych?
W Polsce wartość się może nie zmieniła, ale % zmalał.
A swoją drogą to w USA wartość "piratów" jest wyższa niż we Francji. Osobiście nie używam żadnych piratów od kilku lat. Uważam, że jest tyle alternatyw darmowych (Open Office, Gimp, 7Zip, AVG, itp), że już dawno nie ma takiej potrzeby. Jedyne co zapłaciłem to Windows (OEM), które zresztą dostałem razem z kompem.
Pytanie kto sponsoruje te "badania"?
Czy czasem nie okazuje się, że badania sponsorował amerykański rząd, żeby pokazać, że ACTA czy inne mafijne układy typu MPAA czy RIAA muszą zostać wprowadzone w europie?
Skoro ponad 20 osób z mojego otoczenia, ma na komputerze 1 piracki program (słownie: jeden - tylko dlatego, że legalnie w Polsce się nie da go kupić) a niektóre komputery mają np: ponad 200 programów (mocno zaokrąglając, bo podstawowe distro linuksowe chyba tyle pakietów na dzień dobry instaluje) to inni musieli by mieć na swoich komputerach ponad 100% pirackiego oprogramowania, żeby takie szacunki procentowe wyszły.
Moim zdaniem, znowu mafia amerykańska chce się dobrać do regulacji prawnych w Europie.
A co do przeliczeń to są na pewno naciągane. Np. jeżeli w firmie używa się ściągniętego Open Office, za który używając do celów komercyjnych trzeba zapłacić (chyba coś ok. 180 zł) to przelicza się jako pakiej M$ Office więc przyjmuje się, że firma spiraciła pakiet za 1,5 tys a nie za 180 zł. Podobnie wylicza się podatek VAT - firma nie odprowadziła podatku VAT od 1,5 tys a nie od 180 zł, gdyż przyjmuje się to jako wartość "najpopularniejszego pakietu na rynku".
@Jotgie, kto Ci nagadał bzdur że za korzystanie z Open office w firmie trzeba płacić ? Ktoś Cie nieźle bracie wyruchał.
Jak widać, wystarczy znaleźć frajera i wmówić mu jakieś głupoty a odda Ci swoje 180zł bo jest zbyt głupi albo zbyt leniwy żeby przeczytać licencję oprogramowania.
@Jotgie, ktoś Ci najprawdopodobniej wcisnął wersję pudełkową Open Office. Możesz go LEGALNIE pobrać z OpenOffice.org (choć obecnie proponuje używać LibreOffice bo Oracle porzuciła OO - pewnie od początku chcieli uśmiercić ten pakiet).
Oczywiście są takie firmy jak UX i inne (plus parę cwaniaków z Polski szukających frajerów gotowych wydać 180zł :P). Oferują oni "wsparcie techniczne" (czyli dają numer telefonu pod który możesz zadzwonić i ponarzekać) oraz ładne pudełko z wypaloną płytką (płytka - 90gr, pudełko pewnie 1-2zł kosztowało wraz z nadrukiem).
Jako że nie mogą pobierać opłaty za pakiet biurowy który jest na licencji LGPL to pobierają właśnie za to wsparcie i pudełko...
W skrócie, dałeś się wyruchać jak napisałem już :P
Najnowszy raport IDC NIE jest dostępny w sieci na stronach IDC...
Opierając się zeszłorocznym raporcie (http://portal.bsa.org/globalpiracy2009/studies/09_Piracy_Study_Report_A4_final_111010.pdf), metodologia wyznaczania liczby nielegalnego oprogramowania wygląda następująco:
1. Determine how much PC software was deployed in 2009.
2. Determine how much PC software was paid for/legally acquired in 2009.
3. Subtract one from the other to get the amount of unlicensed software.
co wskazuje na rzetelność tych 'danych'...
Nawiasem mówiąc można się zastanawiać skąd tak duży w Polsce odsetek sprzętu bez sprzedanego OS - konia z rzędem dla tego, komu uda się kupić laptopa bez preinstalowanego MS Windows - każdy musi zapłacić haracz, nawet jeśli tego OS nie potrzebuje...

Nie lękajcie się, ta rura co ma byćjest dnem kładziona, skutecznie ograniczy piractwo (i nie tylko) na Bałtyku ;]


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.