Zgadzam się z tą odpowiedzią na tekst Wiktora Świetlika. Tym bardziej, że odpowiada ona tezom, które stawiałem przy okazji debaty związanej z Rejestrem Stron i Usług Niedozwolonych: http://prawo.vagla.pl/node/9066
Dlatego należy wprowadzić ścisłą kontrolę internetu, by maksymalnie utrudnić lub nawet uniemożliwić uczestniczenie w zgrupowaniach, wymianę doświadczeń i protesty. Wtedy zarówno rząd jak i centrala z Brukseli będą czuć się całkowicie wolni i bezpieczni.
Politycy żyją jeszcze w erze przedinternetowej. Wydaje im się, że z internetem jak z Solidarnością. Ludzie działali wbrew komunie, byli opozycjonistami, czyli należeli do środowiska opozycji, bo jako pojedyńczy obywatele nic by nie zdziałali, nie mieliby dostępu do wielu informacji. Nie zauważają, że internet jest wyłącznie nośnikiem informacji, ale nie na poziomie miejscowości czy regionu, ale kraju i świata.
Idąc tokiem rozumowania Jarosława K. i Wiktora Ś. to my dokonaliśmy przewrotów w kilku krajach arabskich, a nie ich obywatele, korzystający z dobrodziejstw internetowej komunikacji.
Internet pozwala błyskawicznie dotrzeć z daną informacją do dużej grupy osób w bardzo krótkim czasie. Istnieje w internecie coś takiego jak "mądrość zbiorowa". Osoby przedstawiające irracjonalne poglądy i działania nie mają szans. Internauci są odporni na manipulację bo mają możliwość szybkiej autoryzacji podanej informacji. Pozostała jeszcze kwestia ustawy medialnej. Dla czego politycy kłamią iż w wersji uchwalonej przez sejm nie chodziło o cenzurę internetu, kiedy przepisy były tak nie precyzyjne, iż pozwalały na wprowadzenie cenzury wraz z reglamentacją rozpowszechniania treści?
Teraz czekam tylko na kolejny krok - rząd tworzony przez internautów. OpenSource'owy webapp pozwalający na utworzenie wielowarstwowej struktury w spolecznosci internautów-obywateli. Jednostki prawdziwie kompetentne będą odpowiedzialne za swoją przestrzeń w takiej strukturze na podstawie głosów oddanych za pośrednictwem internetu. Wszystko przejrzyste, każdy uprawniony do patrzenia na rączki, i informowania całej reszty o machlojach. Oczywiście utopia, ale może chociaż odrobina z tego poprawiłaby obecną sytuację w naszym kraju. Każdy z prawem wysuwania swoich pomysłów najpierw w małej lokalnej grupie, potem przedstawiciel grupy popycha to wyżej do bardziej wykwalifikowanych ludzi i toczy się dyskusja od korzenia struktury po samą koronę...

"Wydaje, że internauci to tylko obywatele korzystający z internetu."
Yep, dlatego też zżymam się na: "grupa Anonymous", itp.
"W ten sposób można opinie obywateli potraktować jak opinie jakiejś małej, hermetycznej i dziwacznej grupy."
Raczej "dziel i rządź" - my, oni; za "ochroną dzieci", pedofile; itp., itd.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.