Dwunastokrotna (roczna znaczy) pensja???
Za Jw. Cara urzędnik który petenta doprowadziłby do ruiny wskutek swych błędów w najlepszym razie dostałby pozwolenie na strzelenie sobie w łeb. A i na takie zezwolenie zasłużyć by długą nienaganną służbą musiał - bo nie każdemu tak honorowe wyjście było dane. Normalnie to albo jako pospolitego zbója do tiurmy wtrącano, albo na Sybir.
No, ale Jego Wysokość już od dawna na nas z wyżyn niebieskich spogląda... a my podobno mamy dzisiaj lepsze prawo...
...i sprawiedliwość!
I tak mi się to troche nie podoba. Urzędas powinien odpowiadać całym swoim majątkiem do wysokości szkody, którą wyrządził. No bo co z tego jak on zapłaci te 12 X swoja pensja jak szkody wyrządzi na 2000 X swoja pensja?
Kto zapłaci resztę?
I nie oszukujmy się. Wszyscy doskonale wiedzą, że chodzi tutaj głównie o urzędy skarbowe.
Już się na ten temat wypowiadałem nie raz. Nie ma co się ekscytować za bardzo tymi "nowymi" przepisami. Kolejne mielenie niczego z mizernym skutkiem (ale za to z DUŻYM ZADĘCIEM!!!!). W przypadku "łącznego zaistnienia" w/w przesłanek i dzisiaj można pociągnąć urzędnika do odpowiedzialności i to bez odgórnych ograniczeń kary. Skrzywdzony obywatel nadal będzie musiał udowadniać przed sądem, że nie jest wielbłądem! Ale teraz natomiast, jest niewątpliwie jakiś postęp, bo wiadomo, że minimalna łapówka za jakiś ważny dokument czy decyzję wynosi 12*4 tyś. czyli w zaokrągleniu 50 tys. zł. Duży postęp, bo można robić realne biznesplany i nie być zaskoczonym nagłymi i nieprzewidzianymi wydatkami bez możliwości pokrycia fakturami.
Paraliż decyzyjny nam nie grozi. Brak decyzji (po upływie ustawowego czasu) to też decyzja i urzędnik będzie za nią odpowiadał. Kiedy się przekonają, że wszystko jest wyceniane, zaczną wreszcie myśleć - albo odejdą do łopaty.
Takie jest moje zdanie w tej sprawie, a poza tym ściągawka z BBCode podpowiada banialuki.
Demokracji w Polsce nie będzie tak długo, jak długo w naszej świadomości tkwić będzie przekonanie, że urzędnik, choćby najwyższy, albo ten najniższy (np. pani Krysia od meldunku) posiada jakąś WŁADZĘ PUBLICZNĄ!
W państwie demokratycznym to przepisy i procedury określają co i w jakim trybie wolno, a co jest zabronione, a urzędnik, choćby pani Krysia od meldunków, albo najwyższy, sam minister lub premier, dopóki nie ma kompetencji kreowania ustaw, dekretów bądź rozporządzeń (tworzonych jednak na podstawie delegacji ustawowych) są zobowiązani tylko i wyłącznie do administrowania sprawami z zachowaniem obowiązujących procedur i przepisów.
W Polsce natomiast obowiązuje powszechne przekonanie, że czym wyższy urząd, tym większa władza (to taka pozostałość po starych systemach). Pozostaje więc pytanie, A CO Z ZAPISANYMI W USTAWACH, UCHWAŁACH, REGULAMINACH itp. PRZEPISAMI I PROCEDURAMI?
Nic!
Urzędnik myśli, że ma władzę. Niestety tak samo myśli obywatel, petent. A co najgorsze, podobnie myśli prawdziwa władza, czyli ustawodawca, tworząc przepisy o obowiązkowym karaniu tych którzy w demokracji władzy nie powinni mieć. W ten sposób władza ustawodawcza dzieli się odpowiedzialnością za złe przepisy, utrwalając pogląd o istnieniu władzy, tam, gdzie jej nie powinno być. Żyjemy więc w chaosie pozorów demokracji, gdzie mało kto przestrzega obowiązujące procedury, samoloty spadają, przedsiębiorcy nie potrafią przygotować zgodnego z prawem wniosku o pozwolenie na budowę (wybierając w zamian spotkanie z rzekomą władzą, którą na wszelki wypadek nagrywają), a przeciętny obywatel przeżywa stres, gdy ma wypełnić wniosek o meldunek.
W tym chaosie marna świadomość społeczna ma się dobrze, bo za brak umiejętności sporządzenia zgodnego z prawem wniosku w swojej sprawie (np. o pozwolenie na budowę), uprawniającego do żądania załatwienia sprawy bez zbędnej zwłoki, łatwiej mizdrzyć się do urzędasa, a potem obwiniać go za własną niekompetencję (ach ten Sopot).
Dla wielu są też pozytywne skutki takiej półdemokraci, albo raczej półporządku publicznego. Bowiem są ryby, co w mętnej wodzie – naszym polskim chaosie – czują się świetnie, a niektóre rekiny i piranie, na krytyce chaosu, potrafią zasiać w społeczeństwie tęsknotę do silnej władzy i wywindować się na jedynie słusznych obrońców demokracji.
Mieliśmy już demokrację socjalistyczną, ale zanim dorośniemy do prawdziwej demokracji zasad i procedur, pewnie będziemy musieli przejść jeszcze przez demokrację patriotyczną, gdzie nadrzędną wartością będzie wyższa racja stanu, każdorazowo określana przez jedynie słusznego wodza.
jako urzędnik pragnę zwrócić uwagę na jedną rzecz. w artykule ciągle jest mowa o błędach popełnianych przez funkcjonariuszy publicznych. urzędnik, w potocznym tego słowa znaczeniu, NIE JEST FUNKCJONARIUSZEM PUBLICZNYM! funkcjonariuszem publicznym jest m. in. policjant, strażak, radny, wójt, burmistrz, prezydent, nauczyciel, NIE SZEREGOWY REFERENT CZY NAWET KIEROWNIK WYDZIAŁU!
a kto wydaje decyzje? organ czyli wójt, burmistrz, prezydent (na poziomie gminy). oczywiście fizycznie nad procesem czuwa zazwyczaj kierownik danego wydziału, jednak na pieczątce pod decyzją jest "wójt, burmistrz, prezydent" ewentualnie "z upoważnienia kierownik" lecz tenże kierownik nie jest funkcjonariuszem publicznym który ma odpowiadać za błędną decyzję. czyli kto będzie odpowiadał? wójt, burmistrz, prezydent? za każdorazową decyzję wydawaną przez jego urząd?
szczerze, nie czytałem projektu tej ustawy bo i nie muszę. pracuję w wydziale który nie wydaje decyzji dot. jakichkolwiek finansów. lecz jeśli owy "funcjonariusz publiczny" w artykule jest wymysłem autora, to radzę to sprawdzić i poprawić, bo artykul jest sprzeczny.
Jeśli urzędnik wydający decyzję na podstawie PRAWA, to KONIECZNIE powinien odpowiadać też USTAWODAWCA: http://echel(...)wc%C4%99 - bardzo warto przeczytać.
"Ostrzegają też, że groźba kar finansowych ponoszonych z własnej kieszeni może sparaliżować lub znacznie wydłużyć podejmowanie decyzji przez urzędników."
Tymi słowami, według mnie, urzędnicy przyznali się, że nie znają prawa. Bo skoro w prawie jest zapisane co wolno a co nie to dlaczego wprowadzenie kar finansowych ma sparaliżować urzędy?
Skoro urzędnicy WSZYSTKO ZAWSZE robią zgodnie z prawem to dlaczego mają się bać odpowiedzialności finansowej za błędne decyzje? A może po prostu trzeba będzie się zastanowić czy decyzję która chcą wydać jest słuszna.
Uważam, że od dawna powinno być tak, że urzędnik płaci z WŁASNEJ kieszeni (jak chce ubezpieczenie to niech sobie je wykupi prywatnie za WŁASNE pieniądze) za błędy które popełni a nie tak jak teraz, że może robić co mu się podoba i nie ponosić za to żadnej odpowiedzialności. Ale kara powinna wynosić nie 12-krotność sumy tylko powinna być dwa (lub więcej razy) razy wyższą niż straty jakie poniosła dana firma na skutek złej decyzji urzędnika.
Bo co z tego, że urzędnik zapłaci powiedzmy 30 czy 40 tys. PLN skoro firma poniosła przez jego decyzję straty na poziomie 10 mln złotych? Przecież to śmieszne.

Kolejny martwy przepis będzie. Ale ważne że się robi... pozory.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.