Domena to pikuś, a przepisy UE w Tongo czy innym egzotycznym kraju nie mają zastosowania. A pisać na abuse to sobie można długo i wytrwale. Prawda jest taka, że jak się ktoś uprze to będzie stronę trzymał jak nie tu to tam, jak nie w tej domenie to innej. Wikileaks ma na pieńku z US i dalej daje radę.

Ja dodam, że w sposób polubowny da się zamknąć także mniejsze strony. Kilka spamerskich zablokowałem w prosty sposób. Dostałem spam. Szybkie sprawdzenie adresu IP domeny (choćby spingować stronę w celu wyciągnięcia adresu jeśli nie masz narzędzi specjalnie do tego), ripe.net by wyłapać kontakt na abuse lub do providera/hostingodawcy i grzeczny kontakt z nimi w celu wyjaśnienia co się dzieje. Jak na razie w ciągu 12h strona była zamykana a czasem jeszcze kontakt mailowy był, że mnie za owego usera ktoś przepraszał.
Tak więc nie zawsze sąd czy pismo jest konieczne w przypadku spraw mniejszego kalibru.
Nie bardzo rozumiem w jaki sposób strona łamie prawo (oprócz domeny). Wyraźnie napisane stoi że [cyt. dosłowny] "Serwis udostępnia odtwaracz, w którym użytkownicy publikując materiał multimedialny potwierdzili, że posiadają prawa autorskie do udostępnianych przez siebie zasobów. ". Czym to się różni od chomika?


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.