
Jesteś chyba jednym z niewielu uczciwych, którzy nie walą do swoich działań ideologii "ja i mi podobni kontra system/korporacje" ;)
Co do zwolenników i przeciwników piractwa to najczęściej ich argumenty są już oklepane, a odpowiedzi konkurentów na nie - również. Powtarzają je jak jakąś mantrę obie strony co i rusz.
Co do czytania długich tekstów - zależy od tego czy szanujesz rozmówcę. I znowu to słowo... Szacunek.
Co do traktowania przez wydawców po macoszemu rynku cyfrowego to prawda. Zmieniły się czasy ale niektórzy nie widzą, że technologia może działać na ich korzyść (mniejsze koszty), jak i niekorzyść (nieadekwatne do kosztów warunki sprzedaży i przez to piracenie). Niektórzy potrafią wydawać e-booki za kilka złotych (o różnej jakości - przyznaję) i moim zdaniem głupotą jest żądać za to ceny niewiele niższej niż papierowa wersja. Niech to koszt minus cena papieru i wytworzenia (drukowanie, sklejanie, zszywanie itp) to będzie cena atrakcyjniejsza. Zechcę to sam sobie wydrukuję, za co i tak dostaną kasę, bo mają w cenie papieru podatek na taką ewentualność. A że jakość takiego wydania będzie grubo gorsza niż miałbym ją kupić to już moja decyzja. Albo chcę mieć konkretne wydanie i idę książkę kupić, albo mam kiepski, najczęściej bindowany, wydruk.
A co do wydań, to niestety e-booki lub kopie to czasem jedyna możliwość posiadania jakiejś książki, od lat niedostępnej.
Jaka mądra główka zakłada ze ci co ściągnęli to by to kupili jak by nie mieli takiej możliwości z internetu??
5% by kupiło bo im potrzebne lub chcą. 95% albo w ogle by nie wiedziało o istnieniu albo nie kupili by tego.
gdyby zlikwidowali całkowicie piractwo, zyski im by wzrosły mysle do 15-25%max, ale tez by było tak ze z braku jakby popularyzacji przez przez piratów jakieś 10-15% mniej ludzi by wiedziało o tych produktach itp.
Moim zdaniem muzyka powinna być dostępna w necie za free wszystkim, filmy tak samo jak juz pojawia sie na dvd i ksazki jako dobra kultury !!
Gry programy owszem jedynym zarobkiem tych produktów jest sprzedaż, i to jest juz luksós za który sie powinno płacić
@thek: jeśli powstanie urządzenie które będzie w stanie kopiować dowolne przedmioty materialne i będzie tak rozpowszechnione jak teraz komputery, to słowo "wartość" będzie można wykreślić ze słowników, bo będzie ono wtedy całkowicie pozbawione znaczenia.

I tu się niestety mylisz. Słowo wartość straci znaczenie dla osób które posiadają owo urządzenie, ale nie dla reszty. Poza tym nie wierzę w takie ich rozpowszechnienie. Będzie uprzywilejowana grupa je posiadająca. Koszty energetyczne ich używania będą ogromne i wiele rzędów wyższe niż obecnie zużywają ogromne miasta.
Pamiętaj też, że taka maszyna nie stworzy niczego z powietrza. Modyfikuje ustawienie atomów i ich połączenia, ale nie stworzy ich. To już operacje syntezy lub rozszczepiania atomu. Chcesz wywołać armageddon? Tak więc będą one potrzebować wciąż produktów, czy raczej półproduktów. Zresztą jeśli ono powstanie to będzie to tylko krok już od teleportacji prawdziwej. To że obecnie ludzie już potrafią teleportować 1 atom - wiosny nie czyni ;)
@corak: skoro ściągnęli, to widać mieli jakiś cel w tym. Weź takiego szejka. Ma on setki samochodów nieraz. Z ilu korzysta? A jednak kupił, bo miał taką potrzebę. I właśnie za zaspokojenie tej potrzeby się płaci. Nie byłoby potrzeby, nie byłoby problemu piractwa. A kto wywołuje potrzebę? Media, w tym Internet. Tak więc mamy błędne koło. Używamy netu by mieć wiedzę o produktach, które potem chcemy, ale niekoniecznie potrzebujemy ich faktycznie.
Odetnijmy się od mediów, a nasze potrzeby drastycznie spadną, ograniczając do tych podstawowych. Dlatego podzielam Twoje zdanie o 5%-95%. Brak wiedzy wiąże się z ograniczeniem grupy docelowej i brakiem popularyzacji, a tym samym skali procederu. I stąd najbardziej piraci się produkty najpopularniejsze i najostrzej reklamowane, czy to ogólnie czy w branży.
Nie podzielam jedynie podejścia do lepszych czy gorszych form. Film, muzyka, książki i gry to jeden "wór" zwany kulturą i rozrywką. Dzielenie go na z góry darmowe lub płatne sprawi, że pewne rzeczy będziemy musieli jako społeczność dotować czy przywrócić instytucję mecenatu by powstawały. Bo nikomu nie będzie się opłacało ich tworzyć. A co to drugie sprawi? Że rzekomo darmowe staną się elitarnymi. Rzuca się pomysłami łatwo, ale gorzej pomyśleć o konsekwencjach tego. Równie dobrze możemy napisać: "Zlikwidujmy policję, bo jest mało skuteczna, zmieńmy prawo i pozwólmy ludziom mieć broń, a będzie bezpieczniej". Dlatego co poniektórzy powinni zanim się wezmą za pisanie przemyśleć wszelkie "za i przeciw" zarówno krótko- jak i dalekoterminowe oraz tym kierować. Obecne pomysły i duża część argumentów obu stron barykady o nazwie "piractwo" są bardzo krótkowzroczne i podpieranie się nimi jest jak podawanie komuś bomby o nieznanym czasie wybuchu.
Zdaje mi się, że już teraz nie ma znaczenia, jeśli przypisujesz je wyłącznie li rzeczom materialnym. Nespa?
Narzekacie na powtarzalność argumentów? To może podam niemal własny.
Podróżnik długo już podróżował, zdrożon był wielce i oddech złapać nie mógł, a skwar wypalał mu na karku słoneczne inicjały. Przystanął w oazie, bo i cień i woda chłodna dla każdego i strawa... O nie! Garstka kaszy jedynie się ostała, niesmaczna i letnia.
Nieopodal kupiec jeden kuchnię polową rozłożył, z której woń baraniny przypętała się do nozdrzy podróżnika. W kieszeniach pusto, nie ma za co kupić ni mięsa, ni sosu. Ale od czego pomyślunek! Woreczek z kaszą nad kotłem powiesił, by choć mięsnego aromatu nędzna strawa nabrała. Widział to kupiec, ale nic nie rzekł.
Pyszna była kasza, niemal tak smakowała, jakby z mięsem była. Zbiera się wędrowiec w drogę, a tu kupiec za odzienie go ułapi. "Oddawaj..." wrzeszczy "...pieniądze oddawaj!" - uściśla i dalej okładać przybysza.
Traf chciał, że mędrzec jeden – zapewne wschodni – w tej samej oazie wypoczywał. Zirytowany awanturą uczniów wysłał, by wywiedzieli się o co to zamieszanie. Przyprowadzili i kupca i wędrowca, po czym jęli opowiadać w czym rzecz.
Pogładził mędrzec brodę siwą, spojrzał bystro na podróżnika i zapytał:
- Tyś kaszę nad kotłem zawiesił, by zapachu nabrała?- Skinął głową nieboga, bo pewien był kary.
- A ty chcesz pieniędzy za zapach, co nim kasza przeszła?
- Jako żywo, nauczycielu, wszak moje było mięso i kocioł i zapach!
- Masz chłopcze pieniądze, by za zapach zapłacić?
- Nie mam panie, gdybym miał, mięso bym kupił.
- Ale ja mam – rzekł mędrzec tajemniczo i po sakiewkę sięgnął
Uśmiech zagościł na kupca obliczu i rozlał się, jak ścierwo wielbłąda rozlewa się na piachu drugiego dnia na pustyni.
- Oto mój osąd - starzec rzecze - Ty wędrowcze winien jesteś, boś zapach mięsiwa kupieckiego sobie przywłaszczył i za niego nie zapłacił. Ty, kupcze, stratę poniosłeś, bo Ci zapachu ubyło. Ale jako że o niematerialną w istocie rzecz idzie, pragnąłbym odpłacić ci adekwatną do sytuacji monetą. - to mówiąc rzuca pełną monet sakiewkę jednemu z najroślejszych uczniów swoich. Uczeń kupca chwyta krzepko i dalej mu sakiewką boleśnie kinol masować!
- Sam zdecyduj kupcze, jaka cena będzie dla ciebie odpowiednia, a nie krępuj się zbytnio, bo zapachu pieniędzy u nas dostatek.
******
Dalej moi drodzy możemy rozmawiać o przywłaszczonych mercedesach i skradzionej energii elektrycznej. Ale ja spasuję i będę może tylko czytał. Dawne opowieści są uniwersalne. Mam nadzieję, że - przytaczając tę historię własnymi słowy - nie naruszyłem niczyich dóbr. Ale gdybym nieprawnie stworzył własną interpretację, chętnie zapłacę. Własną interpretacją pieniądza.
Pytanie: uważasz kupowanie przedmiotów z drugiej ręki za moralnie niewłaściwe? Bo na nich ani wydawca, ani twórca nie zarobią już nic, nie zostanie przez to kupiony kolejny oryginał, a ktoś zapozna się z treścią książki. Z punktu widzenia wydawcy/twórcy nie ma więc różnicy między skopiowaniem pliku (który ktoś przecież musiał kupić) a sprzedaniem zakupionej książki przez jednego konsumenta innemu, prawda?
Jeśli takie urządzenie powstanie i do kopiowania będzie wymagało jedynie ekwiwalentu w postaci masy (nieważne czego, z ewentualną nadwyżką na energię potrzebną do samego procesu kopiowania) i urządzenie to będzie powszechnie dostępne (a niemal pewne jest, że byłoby po jakimś czasie powszechnie dostępne, w końcu mogłoby przecież skopiować samo siebie, więc naturalnym jest, że będą powstawały kolejne kopie, nawet jeśli początkowa liczba osób dysponującyhc tym urządzeniem byłaby mała), i jak jeszcze będzie można zapisać i przesłać informację potrzebną do odtworzenia przedmiotu, to pojęcie wartości straci sens istnienia (w końcu wartość przedmiotów materialnych jest proporcjonalna do iloczynu popytu i podaży, a skoro podaż jest praktycznie nieograniczona to i wartość dąży do zera).

Zapach potrawy to utlenione substancje, estry i ogólnie inne materiały lotne. Pieniądz sam w sobie nie ma zapachu z racji swojej natury (najwyżej farba Ci na banknocie może zapachnieć ). Gdyby można go do postaci "zapachowej" sprowadzić, stałby się nieważny jako jednostka płatnicza. W końcu czym jest pieniądz, jeśli nie umownym środkiem, gdzie materiał jest mniej kosztowny niż jego umowna wartość (choć są wyjątki). Wyobrażacie sobie z czego i jak ciężkie musiały by być monety w naszych portfelach by była wymiana 1:1? A historyjka mi się podobała ~Yngh Hwa :)
@Pytanie: Nie. Rynek wtórny to coś normalnego. Poza tym nawet w świecie cyfrowym normalny. Jeśli osobie sprzedajesz coś i dostarczysz wszelkie dane, które pozwolą mu je w pełni użytkować, to możesz to zrobić. Część firm to ogranicza i takie postępowanie jest dla mnie nieakceptowalne. Gdy coś kupiłem i oddaję pełnię praw majątkowych i własnościowych do niej innej osobie to mam do tego prawo. Stąd przypisanie programu do konta Steam bez możliwości jego sprzedania to moim zdaniem przykład godny potępienia i nagonki(jest tak jednolite, że nie możesz sprzedać jednego programu z konta, tylko wszystkie od razu z całym kontem). Chcę sprzedać, to powinienem mieć do tego prawo. Jeśli sprzedam program i oddam jego wszystkie klucze licencyjne, odinstaluję całkowicie z dysku, oddam seriale itp. wyzbywając całkowicie danych cyfrowych z produktem związanych to tak, mogę sprzedać go lub nawet oddać za darmo i producent nie ma tu nic do gadania. On już za produkt dostał kasę jaką chciał. Każda kolejna sprzedaż tego produktu to odzyskanie części kwoty zakupu dla sprzedającego.
A różnica polega na tym, że kopia cyfrowa to "egzemplarz z powietrza". Masz już więc do czynienia nie z jednym sprzedawanym ciągle, ale już z dwoma i więcej, więc wciskanie, że nikt na tym nie traci jest usprawiedliwianiem się. Jakbyś nie cudował to z jednego samochodu nie zrobisz dwóch ;) Tak więc jak widzisz, różnica jest. Sprzedając coś na rynku wtórnym tracisz do tego prawo. Piraci zaś wmawiają, że jest to akceptowalne i normalne. Ja nieraz oddawałem lub sprzedawałem tak produkty cyfrowe, ale nigdy w sposób "niekompletny", czyli z zostawieniem sobie seriala czy inaczej zachowując prawo do użytkowania produktu.
@~swap: myślenie w dobrym kierunku, ale ma jedną ogromną wadę. Prawo zachowania energii ;) Tak więc im więcej byłoby takich urządzeń, tym mniejsza ilość energii koniecznej do ich działania. Im trudniejsza "transmutacja" tym szybciej się ona skończy. tak więc do swojego wzoru z dostępnością dorzuć zapotrzebowanie na energię i się mocno zdziwisz. Dopóki będziesz działał na pierwiastkach bez ich zmiany atomowej, czyli elementy ze złota lub jego związków będą wymagały złota w procesie a nie na przykład ołowiu zmienianego na drodze zmian subatomowych to ok. Jeszcze jakoś da radę, choć i tak energia potrzebna na modyfikacje wiązań będzie bardzo duża. Jeśli zaczniesz grzebać subatomowo, to koszty energetyczne będą niewyobrażalne i nawet kilkadziesiąt elektrowni atomowych na pełnych obrotach na to nie wyrobi pracując tygodniami. Dlatego nie obawiam się wysypu takich urządzeń pozwolą sobie na nie jedynie Ci, których będzie stać na dostarczenie im energii do działania, a tym samym nie będą powszechne. Zrób sobie teraz wykresy na popyt i podaż energii biorąc pod uwagę koszty jej produkcji i konserwacji urządzeń ją produkujących. To Ci dopiero da właściwy obraz, który jeszcze można powiększyć o kilka aspektów.

Zresztą weź pod uwagę wzór Einsteina dotyczący energii. Każde ciało ma skumulowaną w sobie energię i wedle wzoru E=m*c^2 mamy dla wytworzenia 1 grama dowolnej substancji minimum 9*10^13 J i sprawdźcie teraz ile reaktor atomowy wytwarza ;) Powiem tylko, że trzeba by obciąć tak z połowę zer :D
A ty myślisz, że jak będzie dostępna technologia pozwalająca "syntezować" dowolne atomy to nadal będziemy korzystać z tak niewydajnego źródła energii jak reaktory atomowe, do tego czasu z pewnością zostanie opracowana technologia anihilacji materii, więc energię potrzebną do wytworzenia grama materii pozyskamy anihilując gram materii (wzór Einsteina działa w obie strony), zresztą nie ma potrzeby konstruowania atomu z czystej energii, w najgorszym wypadku wystarczy rozbicie jąder atomowych na protony i neutrony a później złożenie tego w jeden atom, tak naprawdę problemem jest raczej energia dodatkowa, która jest konieczna do przeprowadzenia samego procesu konstrukcji atomu, jeśli będzie zbyt duża to po przekształceniu w ciepło (zgodnie z zasadą zachowania energii) "spali" cały konstruowany przedmiot (i pewnie spory obszar wokół), więc aby urządzenie mogło działać, energia ta musi być stosunkowo mała w stosunku do energii syntetyzowanego przedmiotu (wynikającej z wzoru Einsteina).

Błędny tytuł artykułu. "Miliony", ale czego miliony? Kilometrów?

No... Widzę, że chociaż jedna osoba pisze sensownie. Oczywiście z dwukierunkowości wzoru zdaję sobie sprawę. Problemem będzie w pewien sposób "linia przesyłowa". Ogromne ilości energii w ułamkach sekund będą szły w obu kierunkach (przemiany atomowe polegające tu na rozpadzie, a gdzie indziej syntezie cząstek subatomowych). Co do annihilacji to wiesz z czym się to wiąże - antymaterią. Wolałbym uważać na takie eksperymenty naukowe, a wiem, że są w CERN prowadzone. Kiedyś może coś pójść nie tak i będziemy mieli mały, czarny problem ;)
Wątpię żeby jakikolwiek "czarny problem" wyniknął z eksperymentów w CERN, jakby tak mogło się stać, to już dawno ziemia przestałaby istnieć, bo w górnych wartstwach atmosfery dochodzi do zderzeń o znacznie większych energiach (problem tylko w tym, że nie wiadomo gdzie i kiedy takie zderzenie następi, a nawet jakby było wiadomo to nie byłoby jak aparatury pomiarowej tam ustawić), zresztę we wnętrzach gwiazd są jeszcze większe energie.
A co do anihilacji, to naukowcy wymyślili już sposób jak to zrobić bez dostarczania antymaterii, teoretycznie jest to bardzo proste, wystarczy czarna dziura o niewielkiej (jak na czarną dziurę rzecz jasna) masie, wystarczy takiej czarnej dziurze dostarczać materii, a ona przez efekt "parowania czarnej dziury" (http://pl.wikipedia.org/wiki/Promieniowanie_Hawkinga chociaż w sumie jeszcze nie udowodniono, że ta teoria jest prawdziwa) zostanie przekszałcona na energię. Niestety metoda ta nie zabardzo nadaje się do zastosowania na ziemi (została zresztą wymyślona jako wydajny napęd do pojazdów kosmicznych, raczej dalekiego zasięgu), ale jeśli kiedyś ludzkości uda się opanować grawitację, to ma szansę znaleźć zastosowanie, zresztą może są też jeszcze inne sposoby bazująca na niepoznanych jeszcze prawach fizyki.

Właśnie o czarnej dziurze wypowiadałem się jako "czarny problem". Antymateria sama w sobie nie jest tak niebezpieczna. W końcu znika przy kontakcie z odpowiednikiem swoim w świecie materii, a ilości "produkowanej" antymaterii są liczone w atomach :)
Ogólnie obawiam się eksperymentów ze zjawiskami niespotykanymi niemal w warunkach ziemskich. Za mało doświadczenia jako rasa mamy. Zresztą myślę, że nie bezpodstawnie. Reaktory atomowe też uważano za bezpieczne. Zbytnio nie ufam w czynnik ludzki, jako omylny czy wręcz szkodliwy.
Co do praw fizyki (i nie tylko) to akurat jestem optymistą i uważam, że kiedyś uda nam się rozgryźć także grawitację czy choćby problemy związane z prędkościami bliskimi światła (przyrost masy).
Ale ~swap może skończymy ten temat, bo nie tylko to offtop, ale i mówimy takie abstrakcje, że nie tylko osoby pokroju borgisa patrzą na to co piszemy jak cielęta na malowane wrota. Nie każdy ma wiedzę z zakresu fizyki relatywistycznej i dobrze rozwiniętą fizykę współczesną. W liceum zazwyczaj nie uczą w takim stopniu by było zrozumiałe o czym piszemy. Nawet na politechnikach nie jest to reguła.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.