Komentarze:

comments powered by Disqus

Komentarze archiwalne:

  • ~Grejhan Mejheim

    Tych co ściągają trzeba karać i naloty policja na kwatery musi robić i windows'y pirackie tam znajdzie oraz oprogramowanie lewe jak i płyty. Potem to podliczą biegli i niech karę płaci ten co ściąga!

    07-10-2010, 14:30

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Aress
    [w odpowiedzi dla: thek]

    Widzisz kolego thek - szafujesz retoryką bo twoje wywody mają jedną wadę logiczną - poważną.

    Przyjmijmy za przykład film - kopiując film jak sama nazwa wskazuje tworzę KOPIĘ już istniejącej rzeczy. Stan oryginalnej rzeczy się nie zmienia i W ŻADEN sposób proces kopiowania nie wpływa na nią. Koszt wytworzenia tej kopii filmu też się nie zmienia - jaki nie zmienia się koszt jaki musi ponieść ktoś kto chce ją nabyć. Tak więc ANI TWÓRCA ANI EWENTUALNY NABYWCA tej oryginalnej kopii filmu nie poniósł z tytułu procesu kopiowania żadnej straty.

    A teraz twój przykład - prąd. Podłączasz się do czyjejś linii - nabywcy tego prądu od dostawcy. NIE KOPIUJESZ tego prądu - ty zdwajasz jego pobór. Tak więc jego NABYWCA ponosi realny koszt tego poboru - bo płaci dwa razy więcej za ten prąd. Czyli podobnie jak w przykładzie wyżej ty masz prąd za free, ale ODWROTNIE niż w przykładzie powyżej - nabywca MA zwiększony koszt - w przeciwieństwie do wydawcy czy nabywcy filmu z którego ktoś zrobił kopię.

    Czyli albo potrafisz SKOPIOWAĆ prąd - czyli sprawić aby magicznie 1W zmienił się w 2W przy tym samym koszcie - albo twój przykład to bezsensowna demagogia.

    07-10-2010, 14:49

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~emool

    dobra... to ja inaczej:

    Niech mi ten pier...ny wydawca udostępni książkę w księgarni. Pomijam już fakt że ja muszę to mieć w txt - kumplowi dam, to mi zeskanuje. Twarde okładki mi niepotrzebne, bo w skanowaniu przeszkadzają.

    Ale jakim pier....nym prawem ten idiota chce ode mnie pieniędzy za coś, czego w księgarni nie było? Bo co, nakład za mały? I tylko na trzy księgarnie w Warszawce wystarczyło?

    [do wydawcy:]

    Daj mi kretynie wybór (albo kupię, albo spiracę). Jeśli kupić nie mogę - sorry, stary, ale to już Twój ból i możesz sobie najwyżej straty policzyć. Nie z powodu że ktoś sobie książkę z netu ściągnął - tylko że jej nie wydałeś albo egzemplarza zabrakło.

    A co... że najpierw ściągli, a potem się obejrzałeś że trzeba wydać?

    Jak nie potrafisz prowadzić biznesu to zacznij kopać rowy. I nie płacz że ktoś Ci pieniądze odbiera. Tych pieniędzy nie miałeś, nie masz i nie będziesz miał nawet jeśli całego Chomika z Rapidsharem razem zamkniesz. Ca zienki bolek jesteś żeby książkami handlować.

    PS. Pietruszką też... pewnie chciałbyś do sądu podać gościa który kupuje świeżą pietruszkę na straganie na rynku, a nie zwiędłęgo wiechcia u ciebie w sklepie...

    07-10-2010, 15:00

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Rumcajs

    Ustawa do kosza!
    Jestem za Chomikiem. To co "wydawcy" nazywają ochroną praw autorskich to czysta obłuda. Im chodzi o własny zysk, autorzy mają z tego tyle co nic, a ewentualni tłumacze jeszcze mniej. Może warto przejrzeć wreszcie na oczy - znamienne jest to, że coraz więcej pomniejszych (co wcale nie znaczy gorszych) autorów książek, czy muzyki wypina się na te wszystkie "organizacje" i umieszcza zawartość online, do pobrania za naprawdę niewielką, wręcz symboliczną opłatą. Co ciekawe, twierdzą oni, że i tak zarobią więcej niż korzystając z usług wielkich firm wydawniczych.

    07-10-2010, 15:05

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Rumcajs
    [w odpowiedzi dla: ~Rumcajs]

    Aha. Jeszcze jedno.
    Wina nie jest tylko po stronie wydawców.
    Jesteśmy niezbyt bogatym społeczeństwem i stą się też bierze duży odsetek "piractwa". Na zachodzie pracujesz na książkę czy płytę niecałą godzinę, a u nas prawie całą dniówkę, do tego zamiast wspierać rozwój, nasz "kochany" rząd robi wszystko, żeby to udupić - podnoszą tylko podatki i pławią się w kasie, a nas mają głęboko w D***.
    Muszę więc też stanąć poniekąd w obronie naszych rodzimych wydawców - koszty wydania mają z pewnością obarczone znacznymi kwotami z tytułu haraczu dla naszego państwa - co wcale ich nie usprawiedliwia przed pomstowaniem na nas, przeciętnych i biednych obywateli, powinni raczej stanąć z nami po jednej stronie barykady i nakopać darmozjadom (sejm, senat, rząd i inne badziewiaste instytucje myślące tylko jak wydać na własne luksusy nasze pieniądze).

    07-10-2010, 15:20

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~emool
    [w odpowiedzi dla: ~Rumcajs]

    Widzisz, Rumcajs - jak kupiłem pierwszą w życiu książkę (mam ją do dzisiaj - Tomek w krainie kangurów Szklarskiego, zgadnij które wydanie) kosztowała mniej więcej tyle co paczka Sportów, a nieco mniej niż popularne piwo 0.33

    Jakieś pytania?

    07-10-2010, 15:26

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Ivan

    Trochę to się wszystko opiera na błędnym założeniu, że kto daną książkę ściągnął to by ją kupił gdyby nie miał innej możliwości. W większości przypadków to bzdura.

    A tak na marginesie to jestem dobrym przykładem tego, że piractwo może się również wydawcom opłacać. Wielokrotnie po przeczytaniu jakiegoś pirackiego ebook'a jak mi się spodobał to kupowałem kolejne części serii, albo inną książkę tego samego autora już normalnie w księgarni, czego bym w innym wypadku nie zrobił.

    07-10-2010, 15:34

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~emool
    [w odpowiedzi dla: ~Ivan]

    [quote]Trochę to się wszystko opiera na błędnym założeniu, że kto daną książkę ściągnął to by ją kupił gdyby nie miał innej możliwości. W większości przypadków to bzdura.[/quote]

    Widzisz - ja mam praktycznie trzy możliwości:

    a) ściągnąć książkę z Chomika, przepuścić ją przez syntezator i wgrać na playera;

    b) ruszyć z domu cztery litery, przejść się do biblioteki z audiobookami (jakieś 500m od domu), wgrac na playera. Owszem, nie wszystkie książki tam są, ale coś tam się znajdzie;

    c) kupić książkę, zeskanować, siedzieć parę godzin nad poprawkami... a potem wgrać na playera.

    Biorąc pod uwagę że nagle mi się odmieni, aniołkiem się stanę i z netu książek ściągać nie będę (czyli a odpada), a wrodzone lenistwo nie pozwoli mi na zastosowanie ostatniej metody (czyli c odpada również)...

    Jaka jest różnica dla tego psełdobyzmesmena (czyt.: wydawcy) czy ja se książkę z biblioteki pożyczę, czy ściągnę z netu? Albo ktoś (a to już na 99% nie ten wydawca) miał licencję na zrobienie audiobooka, albo przynajmniej jeden egzemplarz sprzedał... i w obu przypadkach zarobił (jak niejaki Zabłocki na środkach czystości).

    No, chyba że zdaniem tych palantów biblioteki też trzeba pozamykać, a np. odstąpienie komuś przeczytanej książki powinno być karalne.

    Szczególnie powinno się wysłać paru niebieskich (najlepiej tych, co się boją wieczorem po blokach łazić) na wszelkie dworce, do parków i w inne miejsca, gdzie ławki stoją i ktoś może książkę zostawić... I niebiescy by zarobili, i wydawcy byliby ucieszeni...

    Tylko kto by, wciórności, czytał?

    07-10-2010, 16:01

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Revelator
    [w odpowiedzi dla: ~tomek]

    To wynika z ustaw o praw autorskim i stawkach jakie moze żadąć twórca, którego prawa naruszono:
    - x2 = standardowo
    - x3 = jak udowodni się celowe i świadome naruszenie

    Dodatkowo twórca, którego prawa majątkowe zostały naruszone może domagać się:

    * jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie lub podania do publicznej wiadomości części
    albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd;
    * zapłaty przez osobę, która naruszyła autorskie prawa majątkowe, odpowiedniej sumy pieniężnej, nie niższej niż dwukrotna wysokość uprawdopodobnionych korzyści odniesionych przez sprawcę z dokonanego naruszenia, na rzecz Funduszu
    Promocji Twórczości gdy naruszenie jest zawinione i zostało dokonane w ramach działalności gospodarczej wykonywanej w cudzym albo we własnym imieniu, choćby na cudzy rachunek

    07-10-2010, 16:45

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~kali

    @~Revelator
    Wszystko świetnie,tylko jest jedno ale:
    Kwota początkowa,od której liczona jest 2x /3x krotność kary może być w zasadzie dowolna :)
    Prosty przykład: Umieszczam w sieci cokolwiek i daję metkę np 1 mln złotych (nieważne,że cena z kosmosu) Lepiej: sam to mogę na tym sławnym chomiku umieścić (nikt mi tego nie udowodni) a potem pobiadolić ,jacy to złodzieje naokoło.Ważne,że w przypadku jakiegokolwiek pobrania mogę (zgodnie z chorym prawem) zarządać za to 2-3 mln zeta "strat moralnych" - a co !! Tak przecież działa chociażby niesławna map1.
    I tu tkwi zło - ktoś (twórcy ustawy) może nawet chciał dobrze a wyszło jak zwykle.

    @~thek
    Pozwolę sobie również nie zgodzić się z Twoją argumentacją:
    Przy wersji elektronicznej ponosisz koszt wytworzenia TYLKO pierwszej kopii.
    Odpadają koszta wydruku,koszta nośnika ,koszta składowania są minimalne (Twój przykład z serwerem vs mój z salonem książek - kilka komputerów (system sprzedaży),ochrona,panie kasjerki,obsługa,sprzątaczki,monitoring,wynajem lokalu - zgadnij,co ciągnie więcej prądu i ma większe koszty :) ,Odpadają koszta dystrybucji do oddziałów.
    Więc jak słusznie zauważył ~Kubuś dlaczego taka mała różnica w cenie.
    Czy mam rozumieć ,że lwia część kosztów to jakieś szemrane tantiemy dla pośredników? Bo ci nazywani autorami/twórcami,którymi się wszędzie d... podciera dostają o ile się orientuję ułamek końcowej kwoty. Resztę biorą mafie po drodze.

    Jeszcze jedna rzecz o której zapomniałeś wspomnieć: wtórny rynek (kiedyś było coś zwane giełdami lub antykwariatami :)). Miałem niepotrzebną książkę to ją odsprzedawałem (odzzyskując miejsce w pokoju i część zainwestowanej kasy) a wersji elektronicznej z jakiegoś powodu mi nie wolno !! Często nawet,jak ustawowo mogę,to nie mogę,bo zabezpieczenia nie pozwolą).
    Komu zależy na tym,bym za każdym razem musiał kupić "nowe"?
    Dalej uważasz,że jest cacy?

    @kafka
    Nie wiem,czy dobrze Cię zrozumiałem,ale idąc Twoim tokiem myślenia robimy od ręki masowe łapanki w empikach,bo przecież też sporo osób "sobie poczytało i wyszło niepłacąc" a wydawca miał stratę... BPNMSP
    Tylko kto bez sprawdzenia zawartości (bo ja nie) kupi książkę za 80-120 zł ?? Mnie się zdarza w tej cenie robić kilka podejść do książek o podobnej tematyce... w końcu kupuję moim zdaniem najlepszą. Czy powinienem zostawić wydawcy jednej/dwóch /kilku innych pozycji przy kasie dodatkową kasę za wyczytane znaczki?

    I na koniec : również uważam,że jakiś system praw autorskich powinien istnieć. Ale na pewno nie taki,jak mamy obecnie.

    07-10-2010, 18:43

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kierchu

    Przede wszystkim zacznijmy od tego, że:

    *** NIE MÓWI/NIE PISZE SIĘ "ILOŚĆ SZTUK" TYLKO "LICZBA SZTUK" !!! ***

    Zapamiętać to sobie "Polaczki", które nie wiedzą, że słowo "ilość" dotyczy wyłącznie rzeczy niepoliczalnych, czyli np. "ilość czasu" (bo czas jest jeden), "ilość mąki" (bo mowa o jednej mące), "ilość opadów", bo mimo że liczba mnoga, to opady (np. deszczu) są tylko jedne! Za to "liczba egzemplarzy" albo liczba jakichkolwiek sztuk, bo "liczba" dotyczy elementów mnogich, policzalnych.

    Matoły mądrzycie się o prawie autorskim, a nie umiecie mówić/pisać po polsku.

    A wracając do tematu - thek, ty mi podpadłeś na całej linii. Taka "podpadziocha" jesteś już widocznie... Jak możesz tak głupio i po chamsku porównać podłączenie się do czyjejś linii energetycznej i czerpanie z niej prądu za darmo - do kopiowania danych multimedialnych bez zgody autora? Czy jesteś aż TAK GŁUPI, czy tylko żartujesz? Przecież do cholery w przypadku tego prądu zwyczajnie powodujesz, że licznik poboru mocy tej osoby przyśpieszy i w efekcie ta osoba będzie musiała przez ciebie zapłacić większy rachunek! Prądu nie kopiujesz ośle, tylko pobierasz go dodatkowo na koszt tej osoby. Żal mi ciebie... Nie mamy o czym dyskutować. Najpierw wróć do podstawówki.

    emool, kali - BRAWO, BRAAAAAAWO !!!!!!!!!
    Piękne przykłady!

    Szczególnie spodobał mi się przykład z karaniem tych, którzy czytają książkę w Empiku (a jest takich dużo, którzy godzinami siedzą i czytają, a potem nie kupią he he). Jaka jest pieprzona różnica między czytelnikiem książki w Empiku za darmo, a czytelnikiem książki przez internet za darmo? I w jednym i drugim przypadku taka osoba nie zapłaci za książkę, a pozna jej całą treść. A może w przypadku sklepu jest jej to wybaczone, bo musi wyjść fizycznie na dwór i dojść do sklepu? Ha ha żałosne!! :-)

    I co gadacie bzdury, że nie da się skopiować książki zabezpieczonej przed kopiowaniem, np. w Javie? Ale bzdura ha ha. A wiecie co to jest printscreen? Taki magiczny klawisz w prawym, górnym rogu każdej klawiatury, pomiędzy F12, a Scroll Lock zazwyczaj - matoły... Wystarczy zrobić zrzut ekranu i przepuścić przez typowy OCR i się tekst kopiuje lepiej lub gorzej. To samo w przypadku zdjęć, których niby nie da się skopiować albo utworów muzycznych, których da się posłuchać, a nie da się pobrać (np. radio Last.fm !!!). Plik tymczasowy z muzyką zapisuje się na dysku i wystarczy go skopiować hłe hłe.

    A poza tym genialni hackerzy złamią każde zabezpieczenie i podzielą się swym sukcesem z całym światem.

    Popieram ideologię chomikuj.pl, za to, że uciekli z chorej Polandii Ludowej (w skrócie PL) i to jest racja, że nie muszą odpowiadać za to, czym się tam dzielą użytkownicy. A poza tym to i tak chomikuj.pl jest to niczego, ma wiele braków w egzotycznych zasobach. Wolę pobierać programy/muzę/filmy z setek innych serwisów z całego świata albo po prostu eMule, Soulseek (polecam szczególnie Soulseek! Bardzo duża baza muzy światowej, egzotyki elektronicznej, za darmo, bo bez sensu jest płacić nawet 1 grosz).

    Bądźmy legalni... używajmy programów oraz muzyki/filmów wyłącznie legalnie skopiowanych z internetu - NIE KRADNIJMY ICH ZE SKLEPU! :-):-):-)

    07-10-2010, 19:36

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~kafka
    [w odpowiedzi dla: ~kali]

    Z empikiem jest troche roznicy bo wydawca wlicza to w KOSZTA dystrybucji. Wiesz czym to sie rozni prawda? :) Ponadto prawo wymusza na sprzedawcy rzeczy materialnych aby ten pozwoill klientowi najpierw towar obejrzec przed zakupem jesli dzieje sie to w siedzibie dystrybutora. Ot empik ma taka kulture ze nie przerywa nam sprawdzania tego co chcemy (moze nas nie stac) kupic.

    07-10-2010, 20:37

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~kafka
    [w odpowiedzi dla: ~Kierchu]

    @Kierchu zapedziles sie ostro w swoich wywodach i popisales sie smiesznym poziomem inteligencji.

    1. Nikt nie pisal ze z javy nie da sie skopiowac. Bylo pisane o skutecznych UTRUDNIENIACH. Rozroznij te 2 slowa i wez pod uwaeg stosunek zysku do wlozonej pracy w kopiowanie.

    2. Z pradem przyklad nawet trafiony. I w przypadku wydawnictw i w przypadku osoby od ktorej ciagniemy prad prawo jest po stronie pokrzywdzonego i w obu przypadkach nalezy sie odszkodowanie i zadoscuczynienie stronom pokrzywdzonym. W obu tych przypadkach trudno takze udowodnic i obliczyc skale podkradania. Prawo autorskie ma wartosc i juz. Nie kradnacy dyktuje ile ksiazka/prad byly warte tylko ci ktorzy je sprzedaja. To ze prawo powinno byc zmienione nie ulega watpliwosci. Jednak to ze dzielo intelektualne ma wartosc tez nie ulega watpliwosci. Kopiowanie bez licencji na pewno nie jest dzialaniem godnym pochwaly.

    Jeszcze jakies madre wywody Kierchu?

    07-10-2010, 20:42

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~emool

    Hm... chyba w mojej wypowiedzi coś zostało opacznie zrozumiane.

    Więc może uściślę:

    Ja _chcę_ być legalny. Naprawdę, stać mnie na to żeby sobie tę książkę kupić. Ja kur2 mać nie mam czasu na robienie korekt z paszczarsko zeskanowanych książek dostępnych na chomiku. I kur2 mać NIE CHCĘ tego robić.


    Ale jaki mam wybór? Co, kurD, być pisiarskolegalnym i pomarzyć sobie o książce, czy pierdzielić wydawcę razem z jego potencjalnymi zyskami i książkę przeczytać?

    Towarzyszu wydawco, żeby nie było:

    Dostosowanie do czytania książki ściągiętej z chomika zajmuje mi nieco czasu. Ten czas mógłbym przeznaczyć na zarabianie pieniędzy (w istocie więcej bym przez ten czas zarobił niż Ty sobie za książkę cenisz). I to nie Ty na tym Chomiku pieniądze tracisz, a ja. Twój potencjalny klient, którego masz w dupie, a od którego chciałbyś tylko pieniędzy za to czego nie sprzedałeś, nie licząc tego co mógłbyś sprzedać tylko Ci się palancie nie chciało.

    Daj mi, palancie jeden, tę książkę, to nie będę po chomikach szukać. Bo ani finansowo, ani czasowo, ani emocjonalnie (bo przecież chomikowe skany to paszcza jakaś potworna) - mi to nie pasuje!

    A nie dasz? To naprawdę, pietruszka, tylko uważaj żeby nie zwiędła, bo Ci pierwsza lepsza babcia parasol w d... otworzy i jeszcze zwrotu za pietruszkę zażąda.

    A ja jeszcze swoim parasolem docisnę, żebyś potem publicznie nie miał prawa stwierdzić że to nie boli.

    I obiecuję - będzie bolało.

    07-10-2010, 21:26

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)

    A więc teraz powiem dlaczego użyłem przykładu z prądem. Popatrzcie na moje porównanie i podejście z nim.To było celowe. Specjalnie zagrałem słowami "mam to gdzieś", bo tak większość osób piracących traktuje autorów. Nie obchodzi ich, że ktoś włożył czas i wysiłek w stworzenie czegoś. Liczy się dla nich jedynie posiadanie kopii cyfrowej danego produktu. A czy stosunek straty będzie 1:1 jak w przypadku prądu czy 1:20 bądź więcej to ich to nie obchodzi. Są zwykłymi egoistami i tyle. Na dodatek dorabiają do tego ideologię jakąś.

    Co do zwykłej książki czy czegokolwiek innego to tu także mamy do czynienia z kopiami. Różnicą jest "nośnik". Wiele osób tutaj rzucało przykładami i nadal to robi w stylu "przedmioty materialne musisz wytworzyć, a cyfrowe tylko kopiujesz i nikt nie traci". A teraz rzucę stwierdzeniem: "Ale każdy z Was to by tyłek chciał wozić w najnowszym modelu Audi, zamiast iluś tam letnim popychadełkiem" :) I za co płacisz te dziesiątki tysięcy złotych? Materiały i koszty całego procesu produkcyjnego nie są warte aż tyle. Ale oczywiście nie powiemy w fabryce: "Samochód nie jest tyle warty. Chcę go za cenę surowca." i to tyczy każdego produktu na rynku, począwszy od realnych jak chleb, a skończywszy na wirtualnych, jak e-booki. To popyt i podaż regulują ceny i jeśli coś chcesz to jakieś koszty musisz ponieść, zgodne z widzimisię sprzedawcy. Możesz na to przystać lub nie - Twoja decyzja. Na razie brak maszyn zdolnych operować w skali atomowej, więc produkty tylu chleb czy inne trzeba kupować, ale co gdy one powstaną? Banda mająca do nich dostęp załamie rynek zalewając taniutkimi "kopiami". Problem z tym, kto będzie miał pracę by nawet minimalny dochód uzyskać. Wszystko będzie bowiem kopiami tworzonymi przez jednostki :)

    A wracając do poboru prądu, to dopóki nie wykryjesz lewego połączenia - płacisz. Nie musisz wiedzieć o nim, jeśli będzie ono niezbyt powszechnie używane. Gdy "przesadzę" dopiero zauważysz, że masz rachunek za wysoki. Na tej samej zasadzie jest z kopiami. Zwiększenie o ułamek dotychczasowego poboru będzie niezauważone. Gdy zacznie to być wartość znacząca - nie ukryjesz faktu. Pytanie więc choćby się narzuca przykładowe: "Skąd większość Polaków zna i używa Windowsa w dowolnej wersji, skoro licencje na pewno nie są liczone w milionach w naszym kraju?" ;) To samo można zadać dla specjalistycznych mniej lub bardziej rodzajów oprogramowania.

    Przeczytali książkę jakąś... Kupili czy wypożyczyli? Obejrzeli film? A byli w kinie lub widzieli w tv na kanałach płatnych ileś miesięcy po premierze? A nie... To w tydzień po premierze światowej widzieli przecież, albo i szybciej :D Wszystko jest produktem za który płacisz jego autorowi. Robisz to wbrew jego wiedzy i bez zgody? Działasz na jego szkodę i ma on pełne prawo żądać zadośćuczynienia. Zwłaszcza jeśli jeszcze to rozpowszechniasz powodując coraz większą szkodę. Prawo chroni także wartości niematerialne jak choćby godność czy dobra intelektualne. Jeśli zacznę Cię szkalować to mogę powiedzieć, że wręcz dodaję Ci coś do wizerunku i potraktuje to jako wartości dodane, że się posłużę terminologią ekonomiczną w tak nieco zakręcony sposób ;) I co? Ano od razu polecisz do sądu założyć mi sprawę cywilną, bo "jak mogę Cię szkalować. Prawo to chroni i reguluje".

    Co do bibliotek cyfrowych to jest to faktycznie retoryczne. Ja jestem jak najbardziej za. Książki i wiedza są dobrem globalnym. Jeśli coś zostanie udostępnione w niej i za zgodą autora - OK. Jeśli nie życzy sobie - jego wola i powinienem to uszanować. A tego właśnie w piractwie wiele osób nie dostrzega. Piractwo to po prostu brak szacunku dla innej osoby i jej czasu, włożonego wysiłku. I masz rację z tymi pośrednikami. Dlatego ja nie jestem przeciwko piractwu samemu w sobie, co pewnie by mi Kierchu przypisywał każdą kończyną ;) Osobiście model biznesowy bym całkowicie zmienił. Tworzysz produkt cyfrowy i do niego wykupujesz kampanię medialną w firmie trzeciej. Czy będzie to wydawnictwo jakieś czy zrobisz to na własną rękę - Twój problem. Ja chcę wynagrodzić autora jedynie.

    A co do Ciebie Kierchu i Twoich Last.fm, Printscreen i OCR to mnie śmiech bierze jedynie. Książkę około 600 stron przejedź print screenem, potem OCR-em, a na koniec całość przejrzyj w poszukiwaniu nieprawidłowości OCR-a :D Gratuluję czasu. A nie zapomnijmy, że tego OCR też skądś musisz mieć. A tak zapomniałem. Też go "skopiujesz" :D Nawet pełna automatyzacja 2 pierwszych kroków wymaga jeszcze ludzkiego udziału w trzecim. Last.fm i inne streamy? Jeśli się ktoś godzi na kiepski produkt to tylko mi wypada płakać nad takimi. Słuchaj sobie tego lub oglądaj (filmy) w miernej jakości. Ja nie chcę szajsu i tyle. A 128 kbps (lub mniej) to niestety ale do porządnego odsłuchu się nie nadaje.

    Kafka w 2 punkcie opisał to co miałem na myśli bez wdawania się w szczegóły ale istotę przykładu z prądem. Zależało mi tam bowiem na analogii o trudnościach z ustaleniem faktycznej szkody, wartości zadośćuczynienia i całej otoczce. Nie ustalisz przecież nawet czasu trwania procederu z podpięciem. Równie dobrze mogłem użyć przykładu z cofaniem licznika, który jednak nie pasuje do problemu z e-bookami i dlatego go nie użyłem.

    O piractwie można zresztą pisać, bo to temat rzeka. Są przeciwnicy, zwolennicy i chcący być ponad tym podziałem, widzący nie tylko argumenty obu stron, ale jeszcze własne wnioski wyciągający. Ja do tej trzeciej IMHO należę. Potępiam piractwo, ale wytwórnie i inne organizacje nazywające się "przedstawicielami" uważam za wielkie zło z którym trzeba się będzie prędzej czy później (lepiej prędzej) rozprawić, bo wszystkim szkodę przynoszą.

    08-10-2010, 01:58

    Odpowiedz
    odpowiedz
Brak danych. Sprawdź później :)
RSS  
Chwilowo brak danych. Sprawdź później :)


Partnerzy