Ustawa o Świadczeniu Usług Drogą Elektroniczną:
"Art. 14. 1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych."
Więc wydawcy mogą "Chomikowi" naskoczyć.
Dokładnie tak, to się nazywa "współczynnik chciwości i lenistwa umysłowego".
Bu gdyby ci wydawcy, którzy tyyyyyle stracili przestawili sobie myślenie i zaczęli te książki sprzedawać np. jako e-booki za rozsądne pieniądze, to mieliby realne zyski, tanim kosztem. Ale oni wolą wyliczyć straty, polegające na braku zysku, którego nie mogą być pewni, pomnożonego przez powyżej nazwany współczynnik. :) Cóż.. chciwość odbiera rozum. Zawsze.

Zapewne źle autor zrozumiał lub napisał. Jak dla mnie chodzi pewnie o ilość pobrań danej książki razy jej wartość rynkowa, a potem suma tego dla wszystkich udostępnionych w serwisie pozycji wydawniczych objętych ochroną prawną.
Poza tym widać, że niektórzy mają tutaj mocno archaiczne podejście do wartości. Przedmiot kupna/sprzedaży to nie tylko wartość materialna. W przypadku pozycji cyfrowych, których jest coraz więcej, odpadają najwyżej koszty wytworzenia/dystrybucji w pewnym stopniu. Wciąż pozostaje koszt archiwizacji, działania serwera udostępniającego i tego typu niezbyt namacalne koszta (prąd, łącze, żeby wymienić najbardziej ).
"Zysk, którego nie mogą być pewni" to zaś "największy" chwyt stosowany przez piratów jaki może być do usprawiedliwiania się :) Jeśli ściągnąłeś to normalne, że tematyka Cię interesuje a książkę przeczytasz i tak. Nie chcesz kupować? Idź po nią do biblioteki, wypożycz i wtedy przeczytaj interesujące Cię rzeczy. To forma legalnie dostępna. Moralne jest ściągnięcie książki już posiadanej (zakupiłeś ją w wersji papierowej lub elektronicznej), ale ściąganie, przeczytanie i powiedzenie "to nie to" jest porównywalne do wejścia komuś do domu, zrobienie czegoś co nie wiąże się z zauważalnymi zmianami (przykładowo oglądanie telewizji) i wyjście bo Ci się coś nie spodobało.
Jakiś uszczerbek był, ale nie jest właściciel w stanie stwierdzić jaki. W końcu TY masz pamięć tego co robiłeś, a więc nie ma bilansu zerowego. A to piraci wmawiają wszystkim. Nie kupisz książki - nie wiesz co w środku, wydawca nie ponosi strat materialnych. Skopiujesz książkę - istnieje jeden egzemplarz nieoficjalny, który nie przynosi twórcy dochodu. Jeśli to on jest kopiowany, to jego treść staje się publiczna. Oryginał nie jest kupowany bo ludzie znają jego zawartość, treści. Bez kopii nie byłaby ona wcale im znana. To właśnie jest strata autora i wydawnictwa o której piraci "nie mówią" lub określają ją jako "potencjalna". Podepnę Ci się pod skrzynkę z prądem w mieszkaniu i to też nazwę potencjalnym. Bo prąd przecież "nie jest materialny", choć jest mierzalny. Tak samo jak kopie cyfrowe. Też niematerialne, ale policzalne. No co... Sam mi na to pozwalasz ze swoimi poglądami i nic nie widzisz w tym zdrożnego. Ty masz prąd i ja mam prąd. Ale bulisz tylko Ty ;)
Nie pisz też, że przecież osobno prąd wykorzystujemy dla każdego urządzenia i nie kopiuję go bo to niemożliwe. A co mnie to obchodzi? Masz prąd? Masz :) To znaczy że nie pozbawiłem Cię go :D Rachunki mnie Twoje nie obchodzą, a korzystać z lewego podpięcia będę wtedy gdy zechcę. Może raz na tydzień przez kilka minut, a może 12h/dobę. Widzisz analogię?
"E-booki za rozsądne pieniądze" - no bez jaj. Wiele e-booków kosztuje góra kilka złotych, a i tak ciągną je ludzie z sieci P2P :D
oo na moje oko bardzo dobrze trafiona wypowiedz :D
To samo tyczy sie ludzi ktorzy mowia "sciagam, gram, jak mi sie spodoba to kupuje".
Ogolnie nie jestem za sprzedaza jakotakich wlasnosci cyfrowych. Preferuje rozwoj segmentu uslug bo to wlasnie trzyma i przyciaga klienta do ciebie. Nie wtedy gdy mu cos dajesz ale gdy pomagasz mu rozwiazac jego problem.
Z drugiej strony straty ponoszone przez wydawnictwa itp sa realne. Nie mozna zaprzeczyc ze to ze nie pojdziemy do empiku obejrzec ksiazki wydawcy bo juz ja przeczytalismy jest realna strata dla tego wydawcy. Naklonienie kogos do zainteresowania sie ksiazka jest niczym innym jak reklama pozycji a to jest MINIMUM jakiego pozbawiamy wydawce. Jesli natomiast bylibysmy jeszcze jednym z klientow empiku bo kupilibysmy ta ksiazke to dochodzi kolejna strata. Moze nie w cenie ksiazki bo jest to potencjalna strata ale jest to strata klienta. Nikt nie zobaczy ksiazki wydawcy u kogos na polce itp itd.
Z trzeciej teoretycznej bardzo tym razem strony jest jeszcze sprawa wyliczania tych abstrakcyjnych kwot odszkodowania. Faktycznie wydawcy sa stratni MATERIALNIE bo przeciez pieniadz ktory by dostali jest materialny. Jednak wyliczanie tych kwot jest po prostu kpina z potencjalnych klientow. Nazywanie kazdego sciagajacego zlodziejem tez jest kopnieciem w twarz. To ze cos sciagne nie znaczy ze to przeczytam albo podam dalej.
Ciekawi mnie czemu panstwo jeszcze nie otworzylo elektronicznych bibliotek. Ksiazki ktore sa dostepne na stronach internetowych w technologiach znacznie utrudniajacych kopiowanie tekstu z tej strony jak chociazby aplety javy. Zawsze moznaby umiescic ewentualna reklame ktora generowalaby zyski dla wydawcow. Kazdy kto teraz powie ze i tak mozna to skopiowac niech sie zastanowi. Po co to kopiowac skoro mozna od razu z tego chomika sciagnac skopiowana juz wczesniej wersje tej ksiazki? Biblioteki publiczne - tak, biblioteki elektroniczne - nie. Dziwi mnie to...
"Wiele e-booków kosztuje góra kilka złotych" - bullshit. Jakoś nie zauważyłem żeby e-booki były szczególnie tańsze. A być powinny. Bo do cholery wszelkie koszty związane z utrzymanie 0,5MB pliku epub w sieci są prawie równe zeru. A książka na dobrym papierze, z ładną okładką, w nakładzie iluś tam tysięcy chyba wychodzi sporo drożej. I mówię już tu tylko o kosztach po napisaniu. Autor może w gruncie rzeczy napisać książkę w Open Office później zapisać jako epub, rtf, pdf czy co tam chce i udostępnić w sieci. Nie musi się już taki pieprzyć w wydawnictwa, drukowanie, rozprowadzanie - w 5 sek książka dostępna jest na całym świecie - bez żadnych opłat, bez pośredników, bez żadnych cudów.
Więc dlaczego różnica w cenie książek tradycyjnych i e-booków mieści się w granicy 10zł ? Ostatnio sprawdzałem książka X papierowa 49,99 a e-book 39,99 - toż to kpina. NO CHYBA że o to chodzi, nie kupować e-booka tylko dołożyć i brać papierową...
Jeśli macie jakieś namiary na księgarnie internetowe gdzie można kupić fajne książki za kilka złotych to dajcie linki :)
Dokładnie, biblioteka elektroniczna. Wystarczy jedna na kraj, bo przecież nie trzeba mieć jednego egzemplarza danej książki dla każdego czytelnika. W tym samym czasie cały kraj może czytać ten sam egzemplarz książki.
Boczny pasek reklamowy ? Dlaczego nie... Możliwość zakupu papierowej wersji ? Dlaczego nie...
Kopiować? po co ? Jeśli mogę sobie łatwo i wygodnie wypożyczyć książkę, kupić e-booka za niewielkie pieniądze, to po co mam tego szukać gdzieś po chomikach, torrentach i rapidach ? Nawet gdybym musiał uiścić jakąś niewielką comiesięczną składkę to i tak byłoby fajnie.
to jakiś absurd. ilość sciągnietych ksiazek x3? co za debil to wymyślił? czy oni nie wiedzą że 99% sciąganych książek nigdy nikt nawet nie przeczyta? może jedna książka na sto ściaganych jest przeczytana. a i tak to nie oznacza że jakby ktoś jej nie przeczytał to by pobiegł do księgarni. wielkie halo, jak nie przeczytam jakiejś ksiazki to świat się od tego nie skończy...
Masz rację Kubusiu; różnica pomiędzy zwykłą biblioteką publiczną, a biblioteką cyfrową jest tylko ilościowa (pomijając moli książkowych pasących się szelestem papieru i zapachem farby drukarskiej). Co Pan na to, panie thek? Retorycznie pytam. Palimy stacjonarne biblioteki fahrenheitem?
Zobaczymy na jaką nutę sprzedawcy zaśpiewają po podwyżce. Jeszcze mniejsze nakłady i jeszcze wyższe ceny. Społeczeństwo dodo-inteligentne jeszcze bardziej zbliży się ku schyłkowi. Ciemne wieki nas czekają, panie dzieju.
Ale żeby była jasność: będę trzymał kciuki za tę wojenkę z Chomikiem, bo Chomik funkcjonuje w oparciu o paserkę. To są realne zyski czerpane z przestępczego procederu.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.