Nie należało się spodziewać czegokolwiek innego. Omawiana strategia jest całkowicie zgodna z etosem Amerykanina.
Aby zrozumieć postawę Amerykanów, należy przyjrzeć się wojnie Północy z Południem. Wzięła się przede wszystkim z odrzucenia przez Południe praw autorskich przemysłowych wynalazków, które spowodowały podział kraju na dwie części - uprzemysłowionych kolonizatorów oraz kolonizowanych na siłę hodowców półproduktów roślinnych i zwierzęcych. Ci ostatni chcieli móc produkować na własnym terenie, ale Północ żądała olbrzymich opłat licencyjnych, których Południe nie miało zamiaru płacić. Siły porządkowe zostały siłą wyrzucone i rozpoczęła się druga wojna o niepodległość, nazwana przez zwycięzców Secesyjną.
Amerykanie zabijali się wzajemnie w obronie praw autorskich, tak więc odrzucenie ważności tej koncepcji spowodowałoby w ich narodzie głęboki dysonans poznawczy: zabijaliśmy się w obronie absurdalnego prawa.
Co nie zmienia faktu, że jest ono absurdalne, a zabijanie się za pieniądze jest szczytem głupoty. No cóż, przecież tak właśnie postrzegamy Amerykanów. Wobec tego nie ma się czemu dziwić.
"Własność intelektualna" to obecnie jedyna rzecz, którą posiadają Amerykanie (pozbyli się przemysłu, kapitału), nic dziwnego, że chcą tego bronić - bez "własności intelektualnej" amerykańska gospodarka zawali się katastrofalnie.
Mogą bronić. Chiny, Indie i Brazylia zmiotą ten pomysł potężną gospodarką ugruntowaną w rzeczywistości, a nie w ulotnych pomysłach bronionych przez karkołomne prawo.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.