Powodzenia życzę w ustaleniach czy muzyka do "dobro kultury" czy "produkt". Podobnie jak innym w dochodzeniu czy dana budowla to "zabytek" i "dobro kultury" czy rudera do wyburzenia pod nowy "hepermarket" lub nową "siedzibę galerianek", oraz czy graffiti na murze to "dobro kultury" i dzieło sztuki czy bohomaz do usunięcia itd., itp. Chcą różne "palanty" aby ich "muzyka" była produktem, to pewnie wiedzą co mówią i niech mają. Ja na pewno grosza na ten "produkt" nie wydam! Martwi mnie tylko przy tej okazji, że Chopin to taka wódka, "ociec prać?" to zawołanie szlachty, która miała pralnie itd., itp. Może by się ci "specjaliści" od "produktów" odp.... od dóbr kultury w końcu. I to NA PEWNO wymaga regulacji!!!
Z kolei jeśli muzyka jakiegoś artysty jest niejako zasobem naturalnym, eksploatowanym przez wytwórnię, która uzyskała na tę eksploatację monopol, to sam artysta jest niejako kopalnią pomysłów, albo kurą znoszącą złote jaja.
Swoją drogą jeśli cały wkład wytwórni polega na powieleniu materiału (groszowe sprawy, więc można pominąć), oraz promocji, to artysta w zamian też po prostu powinien tę wytwórnię promować i będą kwita.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.