"pochłania ok. 2,5 mln EUR rocznie"
Google lub inna prywatna, najlepiej europejska firma mogłaby zrobić to samo "za darmo", zarabiać na reklamach, płacić podatki i napędzać rynek...
Gdy Google zwróciła uwagę na "potrzebę zmiany praw autorskich w zakresie digitalizacji dzieł i publikowania ich online" szczególnie w kwestii "tzw. dzieł osieroconych" to było źle i niedobrze...

Na razie to nadal jest tam straszna bryndza, a wyszukiwanie zupełnie kiepawe. Trudno nawet "Pana Tadeusza" znaleźć (ale się da).
Google z reklam ściągnęłoby z firm nie 2.5 mln rocznie ale 25 mln miesięcznie. Zapłaciłoby od tego podatki, owszem, ale w Mountain View.
Biorąc pod uwagę obecne finansowanie z podatków średnio każdy europejczyk ROCZNIE płaci na ten projekt PÓŁ EUROCENTA. Pół centa za brak reklam w bibliotece.

Nędza powiem wam. Słyszę o tym projekcie pierwszy raz, ale oprócz idei nie podoba mi się w nim nic. Design, zawartość, poruszanie się po stronie, działanie... beznadziejne.
Jak na razie chała. Wolę Wikipedię.
Jeśli już porównywać, to z Project Gutenberg. Bo chociaż mniej książek, to dostępne w sensowniejszy sposób.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.