
Dobrze się stało, artyści powinni dbać o to co dzieje się z ich twórczością. Grupa Pink Floyd dla EMI jest jedną z najlepiej zarabiających grup, zaraz po The Beatles. Ten proces wpłynie, mam nadzieję na sposób traktowania sztuki przez wielkie koncerny. Podejrzewam że ten proces stanie się furtką dla innych artystów, którzy tworząc, mają wizję koncepcyjną swoich dzieł. POrządek musi być :)

Przeczytajcie o co naprawdę chodzi od strony prawnej (bo kwestie finansowe są oczywiste). Autor ma (niestety lub stety - zależnie od punktu widzenia) daleko idące prawo do zachowania integralności swojego dzieła.
Co ma piernik do wiatraka? Wyrok wydany został w Wielkiej Brytanii a tamten artykuł cytuje przepisy polskiej ustawy.
A to ty nie wiesz ze w europie prawo autorskie jest takie samo we wszystkich krajach? Zacznij sie uczyc...
Nie no taka duża kasa za sprzedaż muzyki online bez zgody autora (brak zapisu w umowie)?
Jak dla mnie to podpada pod niedozwolone rozpowszechnianie i kary jak dla innych udostępniających pliki online (czyt. wielomilionowe). A EMI jeszcze czerpało z tego zyski... nie mam pytań.
Być może sprawa jest bardziej skomplikowana niż rozumiem, ale...
Mam wrażenie, że nastąpiło pomieszanie z poplątaniem. Jeśli Pink Floyd nie chce sprzedaży swojej muzyki jako pojedyncze utwory - ich prawo, ich sprawa i ich problem. Może to wynika ze względów artystycznych i estetycznych, może z czegoś innego... (pieniądze) - to nie mój problem. Jeśli Apple nie jest w stanie sprzedawać muzyki jako całe albumy - ich DRM, ich problem. Złośliwie mówiąc, pazerność i niedostosowanie się do rzeczywistości zarówno koncernów medialnych jak i artystów - to już chyba naprawdę robi się wielki problem.
Niektórzy artyści tworzą piosenki pojedynczo i płyta jest zbiorem różnych kawałków, a niektórzy jako zamkniętą całość o ściśle dobranej kolejności utworów. Skoro EMI podpisała z nimi umowę na sprzedaż w takiej, a nie innej formie to powinna się z niej wywiązywać i uszanować wolę muzyków. Pamiętam doskonale jak się irytowałem gdy jeszcze wydawano muzykę na kasetach i wydawca zmieniał kolejność utworów dzieląc je na dwie porcje o mniej więcej równej długości z kolei po to, żeby zaoszczędzić na taśmie...
I nie ma co tu mówić o niedostosowaniu muzyków do rzeczywistości - dobrze, że niektórzy pozostali sobą i nie poszli w totalną komercję...
Jeżeli apple nie jest w stanie sprzedawać tylko całych albumów to wystarczy z albumu zrobić jedną piosenkę? Artysta powinien móc decydować w jakiej formie chce rozpowszechniać muzykę. Co prawda DRM to szczyt głupoty ale nie nam to roztrząsać, najwyżej niektórzy będą to obchodzić ściągając "piraty", bo spójrzmy prawdzie w oczy - to jest jedynie przeszkadzajka, żadne z tego zabezpieczenie..

dziwne żeby nie mogli mieć wpływu :) swoją drogą sprzedawanie pojedyńczych utworów z takich płyt jak the wall czy choćby inny przykład: marillion - misplaced childhood to jak wyrywanie kół od rolsa.
co do sprzedaży całych płyt... żadna nowość bo takie rzeczy poza sklepami robi się juz od dawna: flac+cue (albo mp3+cue) i rób z tym co chcesz. apple chcąc coś z tego mieć musiało się dostosować. emi -chcąc nie chcąc - też będzie musiało. dziwi jedynie fakt, iż wytwórniom (wielkim wytwórniom) tak opornie to wszystko przychodzi. w zasadzie, to bez kopniaka nic nie robią.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.