
W kwestii praw autorskich często samo stworzenie gwarantuje ochronę na poziomie podobnym do patentu. Więc przy krytykowaniu takich stwierdzeń może warto pokazać różnice a nie tylko stwierdzać "fakt"?
Projekt dość ciekawy, a artykuł zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestią - jak łatwo kogoś w internecie nierzetelnie oceniać bazując na głownie na domysłach, nie wyjaśniając wątpliwości. I gdy ktoś to nazwie oczernianiem to nazywa się to groźbami, podczas gdy zwykła przyzwoitość powinna być tutaj wystarczającym hamulcem.
W kwestii zdania "Jak to zostało wykorzystane przez Pana Rudaka, może Pan sam sprawdzić w jego czasopiśmie...":
1) materiały dostałem dopiero 2 dni temu z zastrzeżeniem ich NIEPUBLIKOWANIA, zatem rozumiem, że teraz mogę czuć się zwolniony z tego zastrzeżenia?
Mogę także odnieść się do tego jak ja rozumiem klauzulę? (to pytania do p. Tomaszewskiego w sumie);
2) co do sprostowania. Wcześniej otrzymałem od rzecznika PWPW korespondencję o treści: "Chciałbym oświadczyć, że Sigillum PCCE - jedna z marek produktowych Polskiej Wytwórni Papierów Wartosciowych SA - jest partnerem technologicznym projektu Authalia.com. Zgodziliśmy się na wykorzystanie logotypu Sigillum PCCE oraz określenie "Parnter technologiczny", bo odpowiada ono naszemu rzeczywistemu zaangażowaniu w projekt."
Telefonicznie uzyskałem wyjaśnienia, że nie ma zgody na korzystanie ze znaku towarowego PWPW oraz nazywanie partnerem przedsiębiorstwa PWPW SA.
Co do "zerowej instancji" oraz innych rozważań -- to kolejny śmiały pogląd twórców Authalii...
>> Co do "zerowej instancji" oraz innych rozważań -- to kolejny śmiały pogląd twórców Authalii...
A ja żyłem w przekonaniu, że od każdego wyroku można się odwołać. Byłem w błędzie, tak samo jak Authalia :-( a mama powtarzała, że moje poglądy są zbyt innowacyjne i śmiałe!
Rozumiem, że według Pana można szerzyć nieprawdziwe informacje i używać innych nazw jeśli tylko ich desygnaty są "na podobnym poziomie"? Gdyby jakikolwiek prawnik tak postąpił nie miałby szans na wygraną. Niestety ale w języku prawnym liczy się konkret - definicja legalna.

Nie Pana - Krzysiek po prostu.
Wiem, że to nie jest patent, na stronie napisali "równoważne z użyciem".
To jednak tylko notka na stronie głównej- można się doszukać konkretów dalej, skonsultować z prawnikiem.
Zwróć uwagę, że np. Licencje CC mają wersje Human Readable i Legal Text.
Można. Od postanowienia wydanego w I instancji można się odwołać. Czasem nawet od postanowienia wydanego w II instancji.
Od orzeczenia zeroinstancyjnego nie można. Bo takiego nie ma.
"Uzyskanie certyfikatu jest równoważne z przyznaniem Ci patentu na wyłączne korzystanie z utworu w 164 krajach Świata" - to fragment tekstu do którego się odniosłem. Zdaję sobie sprawę, że dla większości ludzi szukam dziury w całym, jednak bycie równoważnym oznacza właśnie posiadanie takiego samego desygnatu. Bycie równoważnym z przyznaniem oznacza właśnie przyznanie.
Jestem bardzo wdzięczny za zwrócenie uwagi na sposób w jaki prezentowana jest licencja CC. Jednakże nie można uznać tych sytuacji za zbliżone ponieważ wersja Human Readable w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z przyjętym rozumieniem określonych terminów i definicjami użytymi w wersji Legal Code. Jakiekolwiek przekłamania powinny być eliminowane przez pracowników danego przedsiębiorstwa w trosce o renomę firmy.
"We wniosku wskazaliśmy Ministra Kultury jako organ nadzoru. Sąd wysłał dokumenty do Starosty. Starosta uznał się za organ niewłaściwy. Sąd wysłał dokumenty do MKiDN. Minister nie uznał się za organ niewłaściwy."
To jakieś dziwne szukanie diury w przepisach gdzie jej nie ma.
Nie można domniemywać że jeżeli minister nie uznał się za organ niewłaściwy to można sobie nim gębę wycierać.
Z tego co wiem to do działalności jako OZZ wymagana jest zgoda ministra a nie jego uznanie się za organ właściwy lub nie.
Moim zdaniem Authalia wymyśliła patent na wolną amerykankę w kwestii prawa autorskiego w stylu: kto pierwszy zarejestruje jakis plik to jest jego wlascicielem. A to tak nie działa bo autorstwa nie da się opatentować.
Biedny Matejko nie dożył czasów Authalii i teraz na jego największe dzieło certyfikat ma 11-latek ;)
Gratuluje!
PS. pomijam kwestie SHA-1 bo to temat na kolejny artykuł w DI ;)
Projekt ma swoje pozytywy i negatywy.
Negatywy - duża nieprzejrzystość, czyli tak naprawdę nie wiemy o co chodzi. Na dodatek wywiad w artykule niewiele klaryfikuje. Przykładowo sprawa z rejestracją. Jeśli się zarejestrowali to powinno to rozwiać wątpliwości. Istnieje przecież domniemanie, że instytucje państwowe działają zgodnie z obowiązującym prawem. Tak więc nie ma co tłumaczyć się z tego, że sąd zarejestrował.
Pozytywy - widzę tutaj jedno ciekawe zastosowanie projektu. Tworzę jakiś utwór, grafikę, mp3, program, cokolwiek w formie elektronicznej. Następnie rejestruję ten utwór w Authalii. Jeśli potem ktoś go ukradnie, popełni plagiat lub w jakiś sposób naruszy licencję, będę mógł podać go do sądu. W sądzie przedstawię poświadczenie rejestracji w authalii. Bez względu na wszelkie kwestie współpracy z pwpw itp, sądy mają ustawowy obowiązek wziąć pod uwagę wszelkie przedstawione dowody uprawdopodobniające tezę a takim dowodem poświadczenie przez Authalię niewątpliwie jest.
A chłopak przyniesie dysk ze zmodyfikowanym plikiem tak by data utworzenia wskazywała na datę przed Twoją rejestracją przedstawiając dowód na to że plik powstał o wiele wcześniej.
Bo bierz pod uwagę że ktoś może wziąć np mój plik i umieścić go tam zarejestrować. Sami autorzy mówią tu o "nielegalnie uzyskanym prawie patencie" i braku gwarancji na cokolwiek.
Ogólnie projekt BEZWARTOŚCIOWY nastawiony na wyciągnięcie pieniędzy od rzeszy nieświadomych ludzi którzy tworzą dyskotykowe umc-umc które zapisują w formacie MP3 i rejestrują by im ktoś tego wielkiego "dzieła" nie zakosił.
Nie wiem czy to śmieszne czy żałosne.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.