Czas płynie a hack jest faktem i można go nadal podziwiać - informatycy rządowi dyżurów widocznie nie mają. Nas w branży medycznej (nie dotyczy lekarzy) zmusza się do dyżurów za marny grosz a opływający w kokosy rządowi informatycy świętują. A więc Wesołych Świąt Panie Premierze.

pwnd
Strony administracji publicznej padają jedna za drugą, a ich właściciele nic sobie z tego nie robią. Chyba, że ktoś ich w końcu zhakuje. Wtedy zamiast przyznać się do błędu idą do sądu. No bo to przecież nie ich wina, że każdy kto tylko chce może stronę zhakować. Przecież to nie wina projektanta aplikacji, że aplikacja została źle zaprojektowana.
Poziom wiedzy "informatykow" w firmach panstwowych czy rzadowych jest zwykle bardzo kiepski. Sa oni przyjmowani z klucza i ich umiejetnosci nikogo nie obchodza. W urzedzie miasta, skad pochodze informatycy zajmuja sie glownie xerowaniem dokumentacji nikomu niepotrzebnej oraz ... sciaganiu filmow i programow z p2p. Do zwyklej instalacji office leci ze 2-3 informatykow. Reszta, czyli strone, serwery konfiguruja zewnetrzne firmy i urzad za to placi. Ci tylko sie bawia i podpisuja jako "autorzy".... tak jest wszedzie.. no moze czasem sa wyjatki... 1% w skali kraju. Reszta to nieuki ktorzy psuja ten zawod.
Pomyliles fora i watki, chlopcze. Forum onetu jest pod adresem:
http://forum.onet.pl/
@Henry.
Przypuszczalny* Klucz zatrudniania w niektórych* (nie wiem, nie znam) urzędach:
1. Osoba musi być krewnym, lub znajomym dyrektora, lub kogoś z rodziny dyrektora.
2. Analogicznie, tyle że chodzi o znajomych/rodzinę kierownika.
3. Rzadkość - 1 na 100 przypadków: przyjmowany jest ekspert w swojej dziedzinie, z bogatą wiedzą i doświadczeniem, po czym odchodzi z pracy po kilku miesiącach, gdyż "beton" (prawdopodobnie* dyrektor + pracownicy) nie pozwala realizować wyznaczonych celów, a podwyżka z 1400 do 3000 zł odkłada się z miesiąca na miesiąc.
4. Powracamy do punktu 1 lub 2 - zostaje zatrudniona osoba niekompetentna.
*Nigdy nie pracowałem w żadnym urzędzie, to są tylko takie przypuszczenia.
No tak, faktycznie przypuszczalny, przynajmniej dla mnie, bo trudno mi powiedziec jak jest od strony kuchni z prostego powodu - nigdy tego nie widzialem ;)
Widzialem jedynie przyjmowanie po kluczu "12 lat doswiadczenia", co jest niedopuszczalne. Pasjonat, czy technik-informatyk poradzilby sobie z latwoscia z zadaniami, ktore sie stawia przed delikwentem w takim urzedzie, stad moje zdziwienie dot tak nierealistycznie zawyzanych wymagan, ale to obecnie popularna tendencja korporacyjnego rynku pracy. "Hero worker" - mityczny bohater biur ... wszyscy o nim czytaja, nikt go jeszcze nie widzial ;)
Mija niemal doba od mojego wczorajszego wPISu do tego arta a ślad po robocie hackera ma się jak widać nieźle. W dużej firmie, gdzie pracuję jest dwóch informatyków z wykształceniem wyższym (niestety - ekonomicznym!). Kiedy jednak widzę klikanie po pojedynczych plikach w kilku otwartych oknach eksploratora produktu Billa Gates'a ciarki mnie przechodzą. Wszystko, co oni robią całymi dniami włącznie z budową idiotycznych tabelek wykonałbym w kilkanaście minut. Na samej preselekcji plików w menadżerach plików typu Krusader, MC NC czy TCMD zaoszczędziłbym 3/4 dniówki każdego z nich. Całotygodniowe walki z urojonymi wirusami to następne ich zajęcie. A po godzinach jak ktoś tu wspomniał instalacja MS Office ale koniecznie we dwóch na każdej maszynie! Macie rację z zatrudnianiem "po kluczu" - do tego dochodzi nepotyzm stosowany i mamy to co mamy.

Brawo, powinni go zatrudnić w rządzie i dać mu 10k PLN na początek miesięcznie :)


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.