Smieszne te statystyki. Ja sam studiow nie skonczylem a na politechnike uczeszczalem. Zarabiam 2000zl netto a jest to dopiero poczatek mojej kariery. Zadowalajaca mnie kwota to ponad 3000zl netto przy czym mam na mysli pierwszy rok pracy. Czlowiek musi sie cenic bo inaczej nie bedzie nic warty. Jesli ktos wysoko ceni swoja prace a przy tym widzi ze jego praca jest ponad przecietna to nie ma w tym nic dziwnego. Jesli by przeprowadzili sondaze to wyszloby im ze absolwenci studiow zarabiaja najmniej jesli chodzi o mloda grupe wiekowa. Najwiecej zarabiaja osoby ktore zrezygnowaly ze studiow na rzecz wczesnego zdobywania doswiadczenia w swojej branzy. Sam niedlugo otwieram biznes poniewaz znacznie latwiej jest znalezc zleceniodawce jako firma niz osoba prywatna.
Prawda jest taka ze czlowiek po studiach to idealny robol umyslowy. Czlowiek bez studiow to idealny robol fizyczny a idealna maszyna do zarabiania pieniedzy jest czlowiek ZDOLNY. Mimo ze wiekszosc konczy studia to widac ze sa prymitywami bo nie potrafia sie sprzedac (albo nie sa nic warci). Takie wymagania jak w ankiecie to ja mialem w gimnazjum. Apetyt rosnie w miare jedzenia dlatego gospodarka sie nakreca. Niedlugo sam bede zatrudnial ludzi po studiach za pare groszy przy czym doswiadczenie beda mieli mniejsze ode mnie a beda starsi ze 3 lata. Gratulowac "perspektyw"... polibuda to najwieksze bagno tak apropos-tam nikt sie nie wypromuje.
No cóż, jeszcze totalnie nic nie osiągnąłeś, zarabiasz śmieszne pieniądze, nie wiadomo czy twój biznes w ogóle się opłaci, a już masz wizję całego świata padającego u twoich stóp :) Mam podobnego kolegę który miał takie perspektywy jak ty - 10 lat temu zakładał firmę, nie mając jeszcze pieniędzy i sukcesów pokazywał mi jaką wille sobie wybuduje - miał już nawet projekt wybrany! Pamiętam, jak zaczynając i patrząc na porażki innych śmiał się i twierdził, że doby manager zawsze zarobi (tu miał zawsze na myśli siebie). Jak dotąd biznes zmieniał 3 razy bo każdy mu padał, żyranci za niego spłacają długi (np. teście nie chcą go nawet na oczy widzieć - czują się przez niego oszukani), rodzina ledwo wiąże koniec z końcem (pojawiły się jeszcze dzieci), a ponieważ nie skończył studiów nie ma nawet co liczyć na sensowną stabilną pracę, więc cały czas brodzi przez to samo bagno.
Studia techniczne maja jedną dużą zaletę - nawet jak ci w biznesie się nie powiedzie, a jesteś dobry w temacie który studiowałeś, to masz zabezpieczenie, dzięki któremu możesz z powrotem szybko stanąć na nogi. Ponadto, na rynku jest niedobór dobrych inżynierów (mówię tu o dobrych, z pasją, a nie takich co studiowali aby tylko coś studiować), a więc pracodawcy ostro o nich walczą (czego sam doświadczam na codzień), więc jeżeli będzie ci zależało na własnej firmie, to nie będziesz szukał kogokolwiek, aby tylko pochwalić się przed znajomymi, że będąc samemu bez studiów zatrudniasz za marne pieniądze ludzi po studiach. Uwierz mi, kompetencje są naprawdę w cenie - nie chciałbyś aby ktoś niekompetentny zarządzał produkcją, projektował, itd.
Zauważam, że od jakiegoś czasu jest moda na własny biznes, dodatkowo napędzana przez media. Ludzie myślą, że jedyne co trzeba zrobić to założyć firmę i już pieniążki będą płynąć strumieniami. Nawet często sądzą, że pomysł nie ma znaczenia, cokolwiek zrobią to zarobią fortunę. Nic dziwnego, że znaczna ilość firm pada w przeciągu 5 lat od założenia. Na przykładzie twoim i mojego kolegi widzę, że pierwszym istotnym zadaniem dla takich ludzi jest nabycie pokory, której brak między innymi upośledza logiczne myślenie oraz analizę przyczynowo-skutkową. Mimo wszystko jednak życzę ci powodzenia i pozdrawiam.
Taa studencina się ceni...
Szkoda tylko że absolwenci uczelni państwowych - a zwłaszcza technicznych - to jedni z gorszych pracowników.
Co prawda tani - gdyby nie to wogóle nie brano by ich pod uwagę.
Niestety większość to brudne świnie - przyzwyczajeni do tego że przez 5 lat sprząta się raz. A przedmiot który mają najlepiej opanowany to "kombinatoryka" - niemalże do perfekcji.
Trzeba trochę pracy, żeby z byłego studenciny zrobić spowrotem człowieka.
Studenci się cenią - szkoda, że nas nikt nie ceni. Tak na prawde, to 90% procent absolwentów pracuje za średnią krajową lub trochę więcej (sam jestem przykładem - skończyłem fizykę z informatyką stosowaną), kolejne 5% miało znajomości i gdzieś się załapało, ze 3% procent miało po prostu szczęście i trafili na dobrą pracę w dużym mieście - a ostatnie 2% w ogóle nie pracuje bo sądzi, że praca sama ich znajdzie, dodatkowo rodzice mają pieniążki więc po co się martwic.
I niech mi nikt nie mówi, że po studiach łatwiej znaleźć prace. Teraz ważne jest również doświadczenie, którego nie sposób zdobyć na studiach dziennych. Jeżeli znowu skończyłeś/aś studia zaoczne to patrzą na ciebie inaczej.....
Dodatkowo wielkość miasta jest wprostproporcjonalna do szans znalezienia pracy - przykład mojego miasta..... skónczyłem co chciałem, lubię to, jestem w tym dobry - co z tego skoro w ogóle nikt w mieście moich umiejętności nie potrzebuje...

Jako student studiów dziennych państwowej uczelni technicznej, z bólem przyznaje że to co inni piszą o takich studentach to prawda.
Studiują żeby studiować, lub uciec przed spotkaniem z WKU, mimo że z techniki cyfrowej mają na koniec semestru 4, to wyjasnić jak dokonuje się konwersji np. DEC->HEX już nie potrafią. O "karnałkach", czy trudniejszych zagadnieniach nie wspomnę.
Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak wszędzie, ale są to tylko i wyłącznie wyjątki.
Gwoli ścisłości, sam siebie za taki wyjątek nie uważam, no może za pół wyjątek.
Z drugiej strony, wymóg: "25 lat życia, 30 lat doświadczenia" też ma się dobrze. Jest on szczególnie "zabójczy" zwłaszcza w przypadku studiów dziennych, którzy wbrew stereotypowej opinii, to nie tylko dzieci bogatych rodziców ze znajomościami.
Problem więc leży po obu stronach.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.