Zdaje się, że właśnie na niego trafiłem - powiedz mi coś jeszcze, czego o sobie nie wiem :P
Żeby ci ułatwić, powiem, że właśnie piszę to spod Visty, na którą przeszedłem z XP (i polubiłem), a obok stoi X360.
Po co miałbym pozywać Google? Wręcz popieram ewentualne udostępnienie przez nich treści książki w sieci - pod warunkiem, że będzie ona dostępna za darmo. I taki warunek zamierzam im postawić.
Jeżeli już kogoś pozywać, to owo amerykańskie "Stowarzyszenie Autorów", że reprezentuje mnie i dysponuje moimi prawami bez mojej wiedzy i zgody.
Tylko co mi by przyszło z takiego procesu, nawet jeśli bym go wygrał? Tylko zawracanie głowy...
@~raj, moim zdaniem dotykasz tu sprawy ludzi, którzy żyją tylko z tego że raz coś napisali, stuknęli kilka nutek do pioseneczki, której nikt dziś nie pamięta. Dla nich to jedyne źródło zarobku, utrzymania, i czepiać się będą swych zamierzchłych "zasług" jeszcze pokoleniami.
W Twoim przypadku książka, jej publikacja była jedynie jednym z wielu obszarów Twojej aktywności, i dlatego nie identyfikujesz się z grupą którą opisuję wyżej.
Faktycznie, powinieneś poważnie rozważyć dochodzenie swych praw od Google, co może się dla Ciebie stać interesującym doświadczeniem, i kto wie, motorem do kolejnych działań.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.