ad 1. Nie wydaje mi się, bo smurfy świetnie widzą podczas zatrzymywania do kontroli, czy ktoś wykonuje jakieś nerwowe ruchy, i w pierwszej kolejności taki kierowca może zostać zapytany dlaczego schował gps-a gdy zobaczył policję :) Bez przesady, jeśli kogoś stać na pocketa czy dedykowane urządzenie, to wydać 250 zł za mapę PL to nie aż tak dużo, a za tyle można wyrwać oryginał na allegro!
ad 2. A próbowałeś kiedyś jechać autem i korzystać z Google Mapy? Nie dość że nie ma komunikatów głosowych (a to podstawa w nawigacji, w normalnej jeździe rzadko spogląda się na ekran aby śledzić trasę, po to są komunikaty żeby nie trzeba było odrywać uwagi od drogi - co najwyżej w mieście na rondach czy skrzyżowaniach warto zerknąć który zjazd nas interesuje). Poza tym google maps pobiera mapy z internetu, a to kosztuje, nie mówiąc już o tym, że jeżdżąc po Europie, można nabić sobie niezły rachunek za transfer w roamingu. Google maps nadaje się co najwyżej na piesze wędrówki, albo gdy szybko chcemy sprawdzić jakiś adres (sam często korzystam żeby poszukać bankomatu czy jakieś restauracji w pobliżu), ale do normalnej nawigacji - tylko dedykowana aplikacja.
juz pani z policji wyjasnila...
Owszem, policjanci z wydziału do spraw zwalczania przestępczości gospodarczej przechodzili takie szkolenia, ale podczas rutynowych kontroli drogowych nie można sprawdzać oprogramowania GPS-ów.
Musi być do tego podstawa prawna. A więc uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, albo podejrzenie, że dana osoba przewozi rzeczy pochodzące z przestępstwa. Tak samo, jak nie może skontrolować zawartości telefonu komórkowego (...). via Gazeta.pl
Jedna wielka bujda i straszak na ludzi. Tu odpowiedź:
http://rewer(...)381.html

Piractwo programów komputerowych ścigane jest z urzędu a nie na wniosek poszkodowanego.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.