
Że się dodzwoniłeś w ogole... Ja kiedyś przez 25 minut dzwoniłem o 1 w nocy w 230-tysięcznym mieście zanim ktoś odebrał. A jak już odebrał, to w kolejce przede mną czekała 'jeszcze jedna interwencja' (zgłoszenie było przyjęte już godzinę wcześniej). Po kolejnej pół godzinie sytuację rozwiązałem na własną rękę i już nawet nie czekaliśmy na radiowóz, bo istniało ryzyko, że po 2 godzinach wyczekiwania na gliniarzy przyjechałaby inna ekipa - zgarnąć nas za włóczęgostwo.


| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |