Jak wam w pracy blokuja internet to polecam www.internetwpracy.pl - wszystko można obejść :)
W artykule jest użyte słowo "Pracodawca".
Widocznie chodzi o prywatne firmy, bo w jednostkach publicznych, to panuje totalne bezhołowie. Internet musi być na każdym biurku, a jakiekolwiek ograniczenia, np. odcięcie portalu Nasza-Klasa, kończy się skargami u dyrektora, że internet nie działa. Głównym sloganem jest, że "nie ma dostępu do przepisów". Czasem się zastanawiam, dlaczego urzędnicy nie znają prawa skoro muszą mieć zagwarantowany dostęp do serwisów prawnych w internecie. A może po prostu nie rozumieją co tam jest napisane? A skoro nie rozumieją, to po co im ten internet? Dla mnie to raczej moda i tak jak kiedyś gadali telefonicznie na koszt firmy, tak teraz tracą czas na gadanie przez internet. Takie gadanie nie wykazuje na bilingu ceny, to i dyrekcja się nie czepia, bo nie widać. A praca jak się ślimaczyła, tak teraz jeszcze bardziej się ślimaczy. Jako dowód proponuję załatwić jakąś sprawę w urzędzie. Dopóki nie było komputerów, załatwiało się ciut szybciej!
W 100% się z Toba zgadzam. Jakoś mi się tekże zdaża zajrzeć na rózne fora i przeczytać jakis artykuł, poprostu w formie odpoczynku. Ale jakoś moja praca na tym nie cierpi, wszelkie zadania są wykonane na czas a często przed czasem. I założe się że moja wydajność jes sporo większa od nałogowych kawowiczów(po 40 minut na "kawce")/ palaczy (8 razy dziennie po 5 min na papieroska). I co z tego że ktoś pracuje bez przerwy 8 jak ja jestem w stanie zrobić to samo tylko lepiej w 4h (przykłąd z autopsji).

Pracodawca powinien wyznaczyć pracownikowi zakres obowiązków i dawać zadania do wykonania, oraz wymagać wykonania tych zadań w określonym czasie. Jeśli pracownik wykona je w zadanym czasie, przeglądając sieć w celach prywatnych w tym samym czasie to jaki jest problem?
Jeśli pracownik jest nieefektywny, zbyt dużo czasu przeznacza na prywatne sprawy (nie tylko cyberslacking - także pogaduszki przy kawie z innymi pracownikami, przerwy na papieroska, wiszenie na telefonie...) - należy go upomnieć, udzielić nagany, obciąć wynagrodzenie, ostatecznie - zwolnić.
Ale jeśli robi to wszystko z umiarem, po prostu robiąc sobie przerwy w pracy, a jego wydajność na tym nie cierpi - to czego się czepiać? Rozumiem ograniczanie dostępu w pracy do p2p, poczty czy komunikatorów, żeby zmniejszyć ryzyko tego że pracownicy będą wysyłali poufne materiały poza firmę. Ale ograniczanie po to żeby pracownicy nie marnowali czasu - bez sensu. Trzeba by im wyliczać czas na wszystkie możliwe przerwy i kontrolować czy pracują, czy może śpią, czytają, plotkują, szklanym wzrokiem w okno patrzą...
Drodzy pracodawcy - to że możecie ograniczać dostęp do internetu, wcale nie oznacza że jak to zrobicie to pracownicy będą lepiej pracować! Dostaliście nową zabawkę do ręki i bawicie się nią, zamiast pomyśleć czy ona jest potrzebna i czy rozwiązuje Wasze problemy.
P.S. U mnie w pracy dostęp do sieci nie jest ograniczany. U mojej narzeczonej - jest. I czasem ona w celach służbowych potrzebuje dostać się na jakąś stronę i dostaje info o blokadzie. Dzwoni wtedy do mnie i prosi mnie o szybkie sprawdzenie czegoś-tam, bo ona nie może. Tak właśnie zwiększana jest jej wydajność.


| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |