Istota emo, czyli poczucie wiecznego niezrozumienia, odrzucenia, zagubienia, depresji, melancholii. Muzyka metalowa ma na to sposób - „Rozpierdol to”. Punkowa - „napierdol się”. Rap - „Pierdol to i walcz”. A emo? Chyba najprędzej - „Płacz jak cipa, którą jesteś”. To ma być sposób na życie? Coraz bardziej pogrążać się w depresji, którą sam sobie wymyślasz? Zamykać się w sobie, jednocześnie na pokaz demonstrując swój ból i alienację? Sorry, ale jak, do diabła, można naraz być odrzuconym przez społeczeństwo i stanowić jedną z największych subkultur? Mnie to jeży, bo doskonale widać, że wasza depresja przebiega planowo, według grafika, problemy wybieracie ze sztywno ustalonej listy, a najbardziej boli was, gdy nikt nie zauważa waszego cierpienia. Gdy nikt nie nazywa was autsajderami, tylko prosto w oczy mówi: „rusz dupę i zrób coś ze sobą, bo przypominasz roztopione masło, które płacze, bo słońce za mocno świeci”.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.