Ale dlaczego MEN?
Jak ktoś ma pomysł to niech założy organizację/fundację czy coś podobnego, zorganizuje nauczycieli i jak napiszą niech sprzedaje po kosztach. Co za problem? Po co w to mieszać ministerstwo? Jeśli oczywiście odzew nauczycieli bedzie wystarczający. A jeśli nie będzie chętnych nauczycieli to i ministerstwo nie pomoże. Chyba, że ten wolontariat ma polegać na tym, że ministerstwo będzie płaciło "wolontariuszom"...
O ile mi wiadomo, Wikipedia powstała bez pomocy ministerstw.
U mnie na Polibudzie wielu wykładowców udostępnia za darmo w internecie własne podręczniki, idealnie dopasowane do przerabianego przez nas programu.
Można taki podręcznik sobie samemu wydrukować, albo kupić za dychę w uczelnianej księgarni.
To bardzo dobre rozwiązanie, i dziwi mnie, że wielu ludzi podchodzi do tego sceptycznie - zwiększa to konkurencję, wyznacza określony poziom ustalany przez nauczycieli. W końcu nauczyciele powinni uczyć korzystając z własnych zasobów wiedzy, a nie postępując wg. podręcznika.
@sw3: zapoznaj się z odnośnikami przy artykule. Projekt WP prężnie działa od dawna, właśnie w ramach fundacji, a skierowanie idei do MEN jest po prostu kolejnym krokiem do tego, by skorzystało na nim całe społeczeństwo, bo to MEN zatwierdza program i materiały szkolne, które trzeba realizować i kupować, a nie szkoły czy indywidualni nauczyciele.
Tylko, że właściwie, o ile pamiętam, z tego, czego uczono mnie na dydaktyce pewnego przedmiotu (nieważne jakiego)... w zasadzie nauczyciel może wcale nie korzystać z podręczników, przygotowując np. samemu materiały dla uczniów. I to nie jest tak, jak ktoś napisał, że MEN zatwierdza program... MEN wyznacza podstawę programową, a program ambitny nauczyciel może opracować sam! Oczywiście, jeśli ma mądrą dyrekcję, rodziców itp... A nieambitny, albo nie mający ku temu warunków - może skorzystać z gotowych materiałów, rekomendowanych przez MEN.

Program nie powinien być zatwierdzany przez MEN, gdyż w tym momencie państwo decyduje o tym jak będą indoktrynowani uczniowie. Przecież wiadomo, że MEN nakaże usunięcie pewnych niewygodnych fragmentów choćby z "wolnego" podręcznika historii, np. fakt, że Józef Piłsudski był przestępcą.
Pomysł bardzo dobry i trzymam kciuki żeby się udał. Tylko nie lubię jak politycy i urzędnicy zajmują się tym czym nie powinni. Jedyny kontakt z ministerstwem powinien być w momencie zgłoszenia do zatwierdzenia gotowego podręcznika.
Ale może i dobrze, że fundacja zainteresowuje ministerstwo swoim dziełem wcześniej. W końcu sytuacja jest jaka jest i mogłoby się okazać, że wolnych podręczników nie można zaaprobować ze względu na społeczny interes konkurencyjności na rynku tradycyjnych podręczników czy podobną bzdurę. Więc dobrze zawczasu znaleźć dojścia do urzedników i juz ich przekonywać. I tak pewnie nie będzie łatwo...

Były wiceminister edukacji z PiS twierdzi, że spadłby poziom merytoryczny takich książek.
No oczywiście, w końcu co to za podręcznik za 5 zł zamiast 40 i w dodatku niezatwierdzony przez najmądrzejszych w państwie: polityków.
:)
Czytając ten artykuł pomyślałem, a co by było...
gdyby pójść jeszcze dalej i zamiast drukować takie wolne podręczniki porozumieć się z takim projektem jak OLPC (One Laptop Per Child) i dla każdego ucznia podstawówki kupić (jeden taki laptop kosztuje 200 dolarów, więc około 600zł, rozbić to na raty na 6 lat nauki w podstawówce, to dałoby jakieś 10zł miesięcznie - każdy rodzic chyba by udźwigną takie obciążenie) taki laptop. Zniknąłby taki argument przeciwko wolnym podręcznikom jak mała ich atrakcyjność wizualna, taki podręcznik mógłby być multimedialną stroną nie tylko z tekstem, ale np. filmami czy nagraniami audio związanymi z tematyką lekcji. W szkołach zainstalować wtedy tylko wystarczyłoby punkty dostępowe dla tych laptopów, aby uczniowie mogliby korzystać tych serwisów (podręczników) i pobierać wybrane działy, aby móc się pouczyć w domu.
Co sądzicie o takim pomyśle?

![]() | ![]() |
![]() | ![]() |