Różnice w ochronie książek i utworów muzycznych zależą od porządku prawnego danego kraju. W Polsce (i w USA i GB też) nie ma większej różnicy pomiędzy tymi przejawami twórczości (choć inne są obowiązki ciążące na wydawcach, które dla klienta mają małe znaczenie).
Podstawowe różnice są dwie:
-> upodobania - obecnie większości ludzi jest obojętne czy słucha muzyki z komputera odtwarzacza mp3 czy z płyty. Tylko dla stosunkowo małej części z nich jakość słuchanego dźwięku ma znaczenie (ale nawet wtedy nośnik ma drugorzędne znaczenie).
W przypadku książek jest odwrotnie, bardzo niewiele osób ceni sobie czytanie na ekranie komputera (czy innego urządzenia). Dlatego z sieci pozyskują książki osoby, które i tak nie stanowią atrakcyjnego rynku (albo nie stać ich na daną książkę, albo nie jest ona dostępna w ich kraju), dlatego nie opłaca się ich ścigać.
-> cena nośnika (wliczając koszty transportu i dystrybucji) jest zdecydowanie większa w przypadku książki (wyjątek stanowią pozycje wysoko specjalistyczne, bardzo drogie, których rynkiem docelowym są przedsiębiorstwa, i to raczej duże, a nie klient masowy). Jest to w połączeniu z upodobaniem do czytania na papierze dość silne zabezpieczenie przed kopiowaniem książek (ksero jest czasem droższe, a zawsze pogarsza jakość publikacji).
Czy ja czytałem inny artykuł czy może umiejętność czytania ze zrozumieniem zanika?
"Tymczasem zdaniem prawnika RIAA, w sytuacji kiedy utwory zostaną zgrane do formatu mp3 i umieszczone w folderze z danymi do udostępnienia, nie można już mówić o "autoryzowanej" kopii. "
Ja tu nie widze zakazu ripowania płyt cd a jedynie zakaz ripowania i wrzucania do sieci p2p. Jak dla mnie to dwie różne sprawy, no chyba że ktoś nie umie sobie ustawić folderów udostępnianych w programach do ściągania i udostępnia cały dysk w sieci...

Przecież pisze wyraźnie. MP3 były w katalogu udostępnionym w sieci! Jeśli by nie były, to nie byłoby sprawy!
Fakt, trochę się zagalopowałem (i chyba nie tylko ja), nie mniej argumentacja nie jest zupełnie chybiona. Z artykułu wynika, iż RIAA podważa legalność rippowania.. w pewnych sytuacjach.
Analogia: jeśli kupiłeś samochód i spowodowałeś wypadek, to zakup samochodu był nielegalny.
Wybaczcie, ale taka argumentacja również mi się nie podoba, a niedaleko już od niej do zakazu rippowania w ogóle (w prawodawstwie USA obowiązują precedensy).
Z artykułu nie wynika, że rippowanie jest zabronione, zabronione jest jedynie udostępnianie tak zrippowanych plików w sieci.
@Piper: Twoja analogia nie jest niestety najlepsza. Według Twojego rozumowania - po udostępnieniu zrippowanych plików przestępstwem byłoby zakupienie oryginalnego cd'ka, z którego wzięliśmy utwory.
Czyli powinno być: kupujemy samochód = kupujemy płytę (legalne), powodujemy wypadek = udostępniamy zrippowane utwory w sieci (nielegalne).
Jako disclaimer - nie jestem jakimś obrońcą praw autorskich itp. ale przeciwnikiem alarmujących nagłówków artykułów, nie mających wiele wspólnego z ich treścią. Takie rzeczy to w Fakcie albo SE proszę...
Fakt przykład przerysowany, brakowało mi lepszego pomysłu.
RIAA miewa ciekawe pomysły, ale masz w zupełności rację, iż tytuł artykułu, jak i wytłuszczenia w jego treści podkreślają jedynie bardzo wąski wycinek sprawy (jednocześnie go uogólniając).
Artykuł w stylu "Faktu"... :(
Cytuję: "Wygrana RIAA w tej sprawie mogłaby oznaczać, że o piractwo podejrzany może zostać każdy, kto z posiadanych płyt tworzyć będzie pliki cyfrowe - bez względu na to, w jakich celach zamierza ich użyć. Każdy plik mp3 może zostać bowiem prędzej czy później udostępniony w sieci p2p."
Moim zdaniem to jest nadinterpetacja - nadal bowiem nielegalne jest udostępnienie pliku a nie jego zrippowanie. Gdyby każde zgranie piosenki było uważane za przestępstwo, to byłoby przegięcie, ale z tego co do tej pory wyczytałem nic takiego nie wynika.
A tytuł artykułu "RIAA: tworzenie mp3 z płyt CD przestępstwem" ma się nijak do wypowiedzi przedstawiciela RIAA, który potwierdził, że w sprawie nie chodzi o rippowanie a udostępnianie.
I jeszcze jedno, nim się zamknę ;)
cyt: "W kolejnym procesie przeciwko parze małżonków - Jeffrey'owi i Pameli Howell (którzy również używali niegdyś popularnej aplikacji) RIAA idzie jeszcze dalej - w piśmie przesłanym do sądu wynika, iż zgrywanie płyty audio do formatu mp3 jest... złamaniem warunków licencji."
Hm, poprosiłbym o wskazanie, gdzie w w/w piśmie stwierdzono coś takiego, bo ja widzę:
"Once Defendant converted Plaintiffs’ recording into the compressed .mp3 format and they are in his shared folder, they are no longer the authorized copies distributed by Plaintiffs."
Czyli złamaniem licencji jest "przekonwertowanie i umieszczenie pliku w udostępnianym folderze".
Artykuł jest rzeczywiście bardzo niespójny, raz jest napisane, że chodzi o tworzenie rip'ów, a później, że o ich udostępnianie.
A mi nie chodziło o udostępnianie książek internecie. Chodziło mi o biblioteki. Aby móc prowadzić wypożyczalnie z filmami potrzebna jest zgoda kogoś tam. Natomiast biblioteki tego nie potrzebują :) Jest to dobre, choć troszkę nielogiczne.
Dla bibliotek zrobiono specjalny wyjątek w prawie autorskim od ogólnej reguły, że nie wolno. Dlatego, że tradycja istnienia bibliotek jest bardzo dawna i bardzo silna i trudno mi nawet (tobie chyba również) wyobrazić sobie, jaką "rewolucję" w społeczeństwie spowodowałoby zakazanie ich funkcjonowania. Gdyby prawo autorskie powstawało dopiero za kilka lat ;-), to pewnie jego twórcy musieliby uwzględnić stan zastany, czyli np. powszechnie funkcjonującą tradycję dzielenia się plikami muzycznymi, i nie byłoby to wówczas zabronione. Na nasze nieszczęście prawo autorskie powstało dużo wcześniej...
Polecam lekturę:
http://www.kto.org.pl/wp-content/uploads/2 007/06/zapowiedz-swiata-post-copyright.pdf
A tak jeszcze a propos nazywania prawników idiotami, dodam, że najgorsi przestępcy mają zwykle ponadprzeciętne IQ ;D


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.