Pomysł, że da się coś zmienić ustawą jest naiwny. Będzie jak USA. Czyli:
Pracodawca szuka pracownika na własną rękę wśród znajomych.
Znajduje i daje anons do Urzędu Pracy.
Utrąca wszystkich "urzędowych" absurdalnymi wymaganiami (początek już widać, np. w żądaniu od pracownika sekretariatu wyższych studiów, a nie ukończenia kursu sekretarskiego).
Przyjmuje do pracy "swojego", w braku kandydatów wśród "urzędowych".
Tak to jest!
