
Dziadkowie ze zużytym potencjałem znowu przestraszyli się konkurencji, więc ją zablokowali. Ciekawe kiedy ktoś w Polsce pójdzie po rozum do głowy i stwierdzi, że człowiek ma największy potencjał pomiędzy 30-tką, a 40-tką wtedy gdy każą mu robić bezsensowną habilitację. W tym okresie życia nie dosyć, że jest się jeszcze błyskotliwym to ma się już doświadczenie, które pozwala kreować własnych doktorantów, a nie zajmować się bajdurzeniem typu habilitacja.
W związku z wykluczeniem logiki tego działania wynika zdecydowanie, że dziadkom chodzi o pieniądze...

Dla mnie oczywiste jest, że właściciele większych szkół wyczuli możliwość zarobku i mając znajomości w ministerstwie zablokowali biznes innym, mniejszym szkołom. W tekście jest napisane, że "uprawnienia habilitacyjne posiadają obecnie dwie szkoły prywatne z Warszawy" - już chyba nie macie Państwo wątpliwości, że te regulacje nie wzięły się z sufitu. Znów sprawdza się stare powiedzenie, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Pozdrawiam - Grzegorz Chwesewicz
Mam skłonności raczej do modelu socjalnego, niż pełnego liberalizmu, ale powiem, że kogoś tu popi...ło. Normalnie cymbalizm, nie widzę żadnego sensu w tego typu regulacjach. Ot takie, ściągnięte z sufitu "ej, a może ograniczmy to i tamto?".
Czy prof dr hab gwarantuje lepszą jakość zajęć niż mgr czy dr? Praktyka studencka pokazuje, że bywa z tym różnie a im wyższy tytuł tym większe odchyły psychiczne, więc ilość zajęć zdalnych określona przez MNiSW to głupota porównywalna z mundurkami Ponurego Romcia.
