
I to mi sie podoba, w końcu artyści mają szansę naprawdę zarobić, a nie zbierać ochłapy co im rzuci wytwórnia :)

No OK. Tylko chciałbym zauważyć, że taki sukces jest możliwy w przypadku już wypromowanych zespołów - wypromowanych przez... wytwórnie muzyczne. Albumu nowostartującego, mało znanego nie kupi milion klientów w 24 godziny.
Nie sądzę, aby nowo wchodzące zespoły były w stanie się wypromować "na stałe" bez wsparcia wytwórni. Nawet jeśli zaistnieją w Internecie, to jest to i tak tylko pierwszy krok do podpisania kontraktu z wytwórnią płytową, która dalej pociągnie ich karierę. Gdyby tego nie zrobili, po 5 minutach sławy w ulotnym Internecie, szybko by zanikli, pozostając jedynie chwilową modą minionego sezonu.
Być może w przyszłości zespoły już wypromowane tradycyjnymi środkami, będą poprzez internet uniezależniały się od wydawców, choć nie wiem, czy na dłuższą metę to się sprawdzi, bo ich blask i sława z upływem czasu może słabnąć, ich ranga może spadać z "aktywnej grupy" do "legendy sprzed lat", a liczba fanów może się zmniejszać do coraz węższej grupy koneserów i oddanych fanów.
Tym samym dochodzimy do konkluzji, że bardziej niż pewne jest, że Internet nie zlikwiduje wytwórni płytowych, które mają ogromny potencjał promowania artystów. Choć bardzo możliwe, że doprowadzi to do przedefiniowania zasad współpracy pomiędzy artystami, a wytwórniami.
W każdym razie, wszystko znajdzie swoje miejsce, tak jak telewizja, kino, wideo, DVD nie wyparło teatru, a Internet ani poprzedników, ani książki.
Główny sposób na wyrobienie sobie dobrej marki to granie dobrej muzyki. Sorki, ale "wyrabianie marki" przez wytwórnie to kojarzy mi się głownie z promowaniem nędznych, jednosezonowych gwiazdek - takie wiedzą, że same z siebie są niczym, więc się przeciw wytwórniom nie zbuntują.
A mi się kilka razy zdarzyło, grając w kultowe gierki typu Gothic, czy Morrowind, albo po obejrzeniu, powalającego na kolana filmu, że miałem ochotę w tym momencie przelać autorom kiladziesiąt zł. Nie pośrednikom, sprzedawcom, wytwórniom, ale tym, którzy materiał stworzyli. Gdyby był tam jakiś numer konta, jakiś łatwy mechanizm przelewu, sądzę, że często bym to zrobił, nawet jeśli pod wpływem chwilowej emocji.

Wśród tych, którzy nie zapłacili nic, na pewno znaleźli się tacy, którzy ponownie kupili (płacąc) już po przesłuchaniu.
Ciekawe jak zareaguja wytwornie... Pewnie po staremu - zwalaczajac nowe :) Moga np dojsc do wniosku, ze na skutek technologii jaka jest Internet ponosza straty (bo zespoly moga wydawac plyty bez ich posrednictwa co wczesniej nie bylo tak latwe), wiec nalezy im sie rekompensata. Najlepiej ryczaltem od kazdego kB przeslanych przez siec danych, obojetnie co zawieraja. Tak jak pobieraja haracz od sprzedazy kazdej nagrywarki czy cystej plyty i kasety.
nasty - ja mam pomysł. Jakbym założył zespół i chciał go wypromować, to w tej chwili napisałbym o Radiohead i poprosił o recenzję (i umieszczenie paru plików) na ich stronie. Jeśli byłbym dobry, to zapewne by się zgodzili - i promocja z głowy.
Jak się komuś spodoba, to przejdzie na moją stronę i posłucha więcej. Sprzedaż? nie od razu, ale to dotyczy każdego rodzaju promocji.
I to jest najlepsza metoda na dzisiejsze społeczeństwo internetowe - wzajemne polecanie sobie.
Idę o zakład, że obok już istniejących powstaną kolejne portale zajmujące się dystrybucją muzyki, pokazujące klipy itd. Po prostu - zamiast reklam w telewizji i na billboardach będą reklamy w internecie.
Jakoś niewielka część muzyki której słucham leci w radiu czy w tv. Prawda jest taka, że dobra muzyka obroni się sama, a w coraz bardziej świadomym społeczeństwie stale rośnie liczba osób poszukujących, a nie biernie chłonących wszechobecną papkę. Piękna wiadomość na początek dnia. Oby więcej kapel poszło w ich ślady, choć paktem jest, że póki co jedynie znaczące zespoły mogą sobie pozwolić na tak odważny krok. No ale wszystko przed nami.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.