
Sprawa ta - wydaje mi się - ma dwie strony:
1. Wiarygodność Wikipedii. Dobrze się na nią powoływać w dyskusjach i dobry jest z niej punkt startowy do dalszych poszukiwań. Sam jednak wyśmiewam wszystkich, którzy chcą mi coś udowodnić bo było w Wikipedii. Po to w końcu są stopnie naukowe, aby móc zaufać specjaliście w jego dziedzinie. Kiedy zaś nie można zweryfikować kompetencji danej osoby, wypada ją odrzucić.
2. Przypadek indywidualny. Osoba ta popełniła błąd, przecież mogła przedstawiać się: Nie jestem utytułowanym teologiem... To sformułowanie w skojarzeniu z prezentowaną wiedzą powoduje, że w świadomie przyjmujemy taką deklarację za autentyczną i jesteśmy może nawet wzruszeni. W podświadomości zaś zmienia się ona w komunikat: Jestem utytułowanym teologiem i jesteśmy skłonni jeszcze bardziej takiemu człowiekowi ufać, ze względu na świadomie przeżywane wzruszenie.
Taka jest natura ludzka i świetnie wiedzą o tym rozmaici psychotechnicy.

Cóż, szkoda trochę, że zdolny gość robił innych w bambuko. Mógł zostać przecież anonimowy, a sam prestiż kojarzyłby się z samą ksywką. Nie byłoby wtedy takiej afery.
@wikiwik: Po pierwsze kaczka to wiadomość nieprawdziwa.
Po drugie - prosze zaczać pisać na Wikipedię to zrozumie Pan istotę tego projektu. Często dochodzi tam do dyskusji, a niektórzy wikipedyści bywają w dyskusjach uprzywilejowani. Jeśli autorytet jednego z nich jest zbudowany na fałszywym podawaniu się za pracownika naukowego, to jest to pewien problem.


| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |