OMFG+ROTFL! Tekst miesiąca! RIAA przebiło nawet pana NoAdBlock.
Jak powinny, to niech podnoszą ceny, proszę bardzo. Mnie tam wszystko jedno, płyt nie kupuję (jeśli nawet kupię, to nigdy od Sony - a za te rootkity). Mam zapas płty i kaset ze starych czasów. Kasety po zsamplowaniu i odszumieniu są okay. Muzyki multum w sieci jest za darmo (o legalnej mówię, piraty to inna sprawa). Poza tym - na własny użytek wolno z radia nagrywać. Są przepiękne radia internetowe, można sobie tematycznie przebierać w muzyce.
Tego co można mieć gratis i legalnie nie nadążam przesłuchiwać, co tu kupować?
zastanowmy sie czym zajmuje sie, a przynajmniej powinna zajmowac sie taka organizacja jak RIAA. otoz powinna ona rozporzadzac prawami artysty. powstaly one po to, aby procedure uproscic, aby scentralizowac - jak ktos chce cos prawnie zalatwic w zwiazku z dzielem danego artysty - zamiast szukac kontaktu z artysta idzie do RIAA - oni rozpatruja oferte i wydaja zgode lub nie. that's it. czysta biurokracja - podpisanie papierka, podsteplowanie, wydanie zgody.
do tego trzeba naprawde niewielu ludzi i niewiele srodkow, aby utrzymac ta machine i nawet placic ludziom spore pieniadze. tylko ze RIAA chce wiecej i wiecej, bo ciagle jej malo. zapewne na 1 artyste w riaa przypada 40 prawnikow zarabiajacych 2x wiecej od artysty. a moim zdaniem przy odwrotnym stosunku ilosciowym to i tak za duzo byloby ludzi pracujacych w organizacji zbiorowego rozporzadzania prawami.
zastanawia mnie tylko jedno - czy lub czemu nie powstanie normalna, sensowna firma o takich samych obowiazkach, ale zatrudniajaca normalna liczbe osob za normalne pensje - po cholere artysci tam leca i oddaja 80% zysku?!
crud puppy: "little girl, do you know how much trouble you're in?"
girl: "no."
crud puppy: "do you know much about RIAA?"
girl: "my friends and me are boycotting your records. we do not buy your CDs anymore."
meanwhile, in RIAA headquarters...
"Sir, CD sales are down!"
"DAMN THOSE PIRATES!"
Taaa.... artyści cienko przędą. Aż żal patrzeć jak z głodu podumierają George Michael, Sting, Bono, czy Slash. Muszą mieszkać w wynajętych kawalerkach, a na śniadanko jedzą kaszankę z keczupem. Jak ostatnio jechałem metrem w Niu Jorku w koszulce Deicide, to widziałem jak kanary spisywały Glena Bentona. I chłopina ze łzami w oczach prosił mnie o dolara, bo mu do biletu brakło. Myślał, że jak mam koszulkę z jego bandem, to se znalazł jelenia. Ja mu grzecznie odpowiedziałem, żeby poszedł szybko w podskokach, bo ja i tak jego płyt nie kupuję, tylko ciągnę z torrenta. A on na to, że też czasem zasysa, bo artyści za tanio swe ciało sprzedają i nie stać go ca cedeka ze storu. Tak sobie pogadaliśmy i wyszło na to, że to pijawki co wydają i promują płyty, za dużo łykają. Powtykaliśmy im trochę w to szlachetne miejsce, które znajduje się u podnóża pleców i wysiadłem, bo obok stacji sprzedają lewe kompakty i zawsze jakaś świeża Doda się tam trafia za bezcen.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.