Kinomaniak zarabiał 3,6 mln rocznie? To po co go zamykać?

20-03-2014, 08:29

Zamknięto serwis Kinomaniak i wszyscy widzą krzywdę przemysłu filmowego, ale czy nikt nie widzi potencjału biznesu, który zarabiał rzekomo setki tysięcy złotych miesięcznie?

Puść sobie w tle, jeśli nie masz czasu przeczytać! Czyta Marcin Maj.
To na razie eksperyment z audio formą w DI. Liczymy na Wasze uwagi.

Pewnie słyszeliście już o tym, że serwis Kinomaniak został zamknięty. Jego działania zakończyli policjanci z Zespołu Wsparcia Zwalczania Cyberprzestępczości Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

Zatrzymano 4 osoby, które usłyszały zarzuty składania fałszywych zeznań, uczynienia z nielegalnego rozpowszechniania utworów audiowizualnych stałego źródła dochodu oraz  prania brudnych pieniędzy. Grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Jeśli ktoś nie wie jak działał Kinomaniak to szybko tłumaczymy - oferował on możliwość oglądania filmów i seriali on-line, a także ściąganie ich. Usługa była płatna - od 2,46 zł za dostęp jednodniowy, do 369 zł za dostęp "dożywotni".

W tej całej sprawie jest kilka ciekawych rzeczy, które warto uwypuklić.

Kinomaniak zarabiał miliony?

Po pierwsze, z ustaleń policjantów wynika, że serwis miał 1,5 mln użytkowników. Z tego powodu, jak tłumaczy policja, "do jego właścicieli zaczęły płynąć ogromne środki finansowe, nawet do ponad 300.000 złotych miesięcznie".

Powiedzmy to po ludzku - serwis zarabiał nawet 300 tys. miesięcznie, więc jak rozumiem, był w stanie przynieść jakieś 3,6 mln zł rocznie. Ja rozumiem, że zarabianie na cudzych dziełach jest nie w porządku, ale każdy rozsądny człowiek zada sobie proste pytania. Dlaczego jakiś dystrybutor filmów nie przejął Kinomaniaka? Czy przemysł rozrywkowy gardzi takim przychodem?

Lepiej zamknąć niż zarabiać?

Wiem co mi odpowiecie. Kinomaniak działał niezgodnie z prawem, a poza tym jego model biznesowy mógłby nie doczekać się "legalizacji". Gdyby trzeba było zawrzeć te wszystkie umowy licencyjne i załatwić wszystko jak należy, opłata za jednodniowy dostęp musiałaby skoczyć do góry. Innymi słowy przemysł rozrywkowy nie mógłby przeskoczyć dwóch przeszkód, jakimi byłoby...

  1. wybaczenie Kinomaniakowi tego co wcześniej zrobił, oraz
  2. stworzenie podobnie atrakcyjnej oferty cyfrowego dostępu do wideogramów.

I właśnie z tego powodu przemysł rozrywkowy nie zarobi 3,6 mln rocznie. To są po prostu pieniądze, którymi przemysł rozrywkowy gardzi.

zdjęcie
Złote jajko - zdj. z Shutterstock.com

Legendarne straty, czyli "utracony przychód"

Tu należy dodać, że według Olsztyńskiej policji straty dystrybutorów filmów wynoszą 26 mln zł. To jest drugi ciekawy wątek.

Niedawno tłumaczyłem w DI co to znaczy "utracony przychód". On powstaje wówczas, gdy ktoś jest gotów legalnie kupić film za pełną rynkową cenę, ale jest do tego zniechęcony. Przykładowo mnie zniechęcono kiedyś do kupna biletów poprzez zablokowanie dostępu do trailera na stronie kina. DRM też może zniechęcać. Antypiraci potrafią wymyślić całe spektrum środków do zniechęcania legalnych nabywców.

Czy użytkownicy Kinomaniaka byli gotowi kupić dostęp do filmów w ramach legalnych ofert? Najwyraźniej nie, bo te oferty im nie odpowiadały. Byli natomiast gotowi zapłacić taką cenę, jaką oferował Kinomaniak. Nie ma zatem mowy o żadnych stratach dystrybutorów filmowych. Jeśli ktoś ma trzy złote na dzienny dostęp do Kinomaniaka to nie znaczy, że wyda 30-60 zł na płytę DVD.

Niechęć do płacenia wiąże się także z nawykami konsumpcji treści. Przemysł filmowy powinien zrozumieć, że są ludzie, którzy zawsze wolą kino. Ja należę do takich ludzi. Są i tacy, którzy obejrzą film tylko wówczas, gdy będzie o dostępny online. Tacy byli klienci Kinomaniaka. Ci ludzie wcale nie rzucą się teraz na kina i sklepy z płytami DVD.

Policja: lepiej źle czynić w realu (sic!)

Ostatnia sprawa to antypiracka retoryka, której policja wciąż nie może się pozbyć, a powinna. Ja rozumiem - zatrzymano sprawców przestępstwa. Nie mam wątpliwości co do tego, że popełniono czyny zabronione. Niemniej jestem bardzo zdziwiony, gdy w oficjalnym komunikacie policji czytam coś takiego:

Negatywne zachowania społeczne w Sieci są być może nawet bardziej szkodliwe niż w życiu realnym, bowiem bardzo często internauci błędnie uważają, że w sieci można więcej. Tymczasem naczelną zasadą korzystania z Internetu powinno być to, że w sferze wirtualnej nie robimy niczego, czego nie zrobilibyśmy w życiu codziennym.

Sonda
Przemysł rozrywkowy powinien dążyć do zamknięcia, czy przejęcia Kinomaniaka?
  • do przejęcia
  • do zamknięcia
  • trudno powiedzieć
wyniki  komentarze

Nie, nie, nie! Nie jest prawdą, że negatywne zachowania w sieci są bardziej szkodliwe. Nie jest też prawdą, że internauci z pełnym przekonaniem korzystali z pirackiej oferty, bo chcieli złośliwie zrobić komuś krzywdę. Nie!

Internauci po prostu znaleźli odpowiadającą im ofertę dostępu do treści. Nie wszyscy mieli nawet świadomość, że wiąże się to z naruszeniami prawa. Gdyby przemysł rozrywkowy dał im taką ofertę, serwisy takie jak Kinomaniak naprawdę nie miałyby racji bytu.


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Czerwiec 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930