ITU może rządzić internetem bez uwzględniania praw człowieka

07-12-2012, 09:02

Na konferencji WCIT-12 rodzą się nowe zasady kierowania internetem. Wszyscy chcą zapewnić internautom obronę ich praw, ale nie każdy chce dać to na piśmie. Co więcej, proponowany język nowych zasad może objąć nie tylko telekomy, ale po prostu nas wszystkich.

Od kilku dni Dziennik Internautów dużo pisze o konferencji WCIT-12 w Dubaju, w czasie której może dojść do ustalenia nowych zasad funkcjonowania internetu (ITR) oraz do przekazania władzy nad internetem w ręce ITU - Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego.

Niestety na chwilę obecną grozi nam to, że internet upodobni się do usług telewizji kablowej i będzie poddany większej kontroli rządów. Ruszyło nawet majstrowanie przy prywatności w sieci i wygląda na to, że państwa autorytarne dążą do ułatwienia sobie takich rzeczy, jak prześwietlanie e-maili

Prawa człowieka? Tylko nie na piśmie!

Negocjacje w Dubaju idą ciężko. Ostatnio jednym z podejmowanych tematów było wpisanie do ITR, że prawa człowieka muszą być przestrzegane. Teoretycznie wszystkie państwa ITU tego chcą... teoretycznie...

- Jak słyszeliśmy we wtorek, wszyscy tu popieramy prawa człowieka – mówił członek polskiej delegacji Marcin Krasuski z MAC. – Popiera je także sekretarz generalny ITU. A mimo to wtorkowa debata plenarna zakończyła się sprzeciwem wobec uwzględnienia zapisu o prawach człowieka w ITR. (...) Nie rozumiemy wahania pozostałych państw (...) Tym bardziej, że wszyscy tutaj deklarują, że kwestie treści przekazów telekomunikacyjnych pozostają poza zakresem ITR.

Jak słusznie zauważył przedstawiciel MAC, sprawa ochrony praw człowieka jest stosunkowo prosta. Łatwo się więc domyślić, że negocjacje o zagadnieniach bardziej skomplikowanych idą jeszcze ciężej.

USA, Australia i CEPT wystąpiły przeciwko regulowaniu opłaty i rozliczeń w ruchu internetowym. Tymczasem państwa afrykańskie i arabskie domagają się szczegółowych przepisów dotyczących rozliczeń między operatorami. Powołano grupę ad hoc do tego zagadnienia i podobno Polska w niej aktywnie uczestniczy.

ITU chce regulować wszystkich

W czasie konferencji w Dubaju negocjacje mogą utknąć nawet z powodu jednego słowa, choć jedno słowo wiele zmienia.

Według USA, Kanady, Polski i innych krajów Międzynarodowe Regulacje Telekomunikacyjne (ITR) powinny obejmować podmioty określane terminem "recognized operating agencies". Chodzi tutaj o narodowe telekomy, takie jak Telekomunikacja Polska w Polsce, BT w Wielkiej Brytanii albo AT&T w USA. Listę tych podmiotów możemy znaleźć na stronie ITU.

Niestety niektóre kraje afrykańskie i południowoamerykańskie chcą wyrzucenia słowa recognized i pozostawienia w tekście dokumentu "operating agencies". Oznaczałoby to w praktyce objęcie regulacjami nie tylko wielkich telekomów, ale również operatorów prywatnych sieci, firmy świadczące e-usługi, nawet niektóre agencje rządowe.

Można się nawet zastanawiać nad tym, czy zasady narzucane w ITR nie będą obejmować posiadaczy domowych sieci Wi-Fi. Brzmi to absurdalnie, ale pojęcie "operatora" może być bardzo szerokie.

rysunek

Zasady opt-out zamiast opt-in

Jak donosi serwis .nxt, ITU rozważa w tej sytuacji pozostawienie w tekście szerszego terminu "operating agencies", ale dodatkowo należałoby dopisać, kto jest wyłączony spod tego terminu. Oznacza to przyjęcie logiki znanej nam dobrze z problemów praw autorskich, które domyślnie dotyczą wszystkich dzieł, ale czasem są pewne wyjątki. W przypadku praw autorskich ta logika nie działa najlepiej i w przypadku ITR raczej też nie będzie (zob. .nxt, WCIT splits over the issue of "operating agencies").

Kwestię definicji kluczowych terminów jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji chciały uregulować USA i Kanada. Dziennik Internautów pisał o tym, że ta amerykańsko-kanadyjska propozycja nie znalazła poparcia i prawdopodobnie będzie przedmiotem rozmów w dniu dzisiejszym.

Sonda
Czy spotkania za zamkniętymi drzwiami mogą być przejrzyste?
  • tak
  • nie
  • wiem, że nie, ale mnie korci by kliknąć "tak"
wyniki  komentarze

Przejrzystość za zamkniętymi drzwiami

Nasze Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zapewnia, że cały proces negocjacji na WCIT-12 jest przejrzysty jak nigdy, a obrady są w pełni transmitowane w internecie. Tymczasem dokumenty ujawniane przez stronę WcitLeaks wydają się mówić coś innego. Jak jest naprawdę?

Jeśli w trakcie konferencji jakaś kwestia okazuje się problemem, powoływana jest grupa ad hoc do rozstrzygnięcia zagadnienia. Nawet na stronie ITU możemy przeczytać, że "spotkania na poziomie grup roboczych, redagujących i ad-hoc są zamknięte". Czy to jest waszym zdaniem "pełna przejrzystość"?


Źródło: .nxt, MAC, ITU
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy